Wiadomości

Duch Ceausescu wciąż u nas rządzi

Rumuni nadal nie mają pełnej wiedzy o wydarzeniach sprzed dwudziestu lat. Na zdjęciu: mieszkańcy Bukaresztu śledzą zza zaimprowizowanej barykady przebieg walk na ulicach stolicy 24 grudnia 1989 roku (JOEL ROBINE)
AFP
20 lat po rewolucji nikt w Rumunii nie chce lustracji. Dawni agenci są milionerami – mówi rumuńska politolog
[b]16 grudnia 1989 roku Rumuni wyszli na ulice Timiszoary. Rozpoczęła się rewolucja, która 22 grudnia dotarła do Bukaresztu i doprowadziła do upadku reżimu. Co pani wtedy robiła?[/b]
Alina Mungiu-Pippidi: Byłam lekarzem w szpitalu uniwersyteckim w Jassach i współtworzyłam studencką gazetę. Co prawda, Nicolae Ceausescu zamknął ją na osiem miesięcy, ale nadal się spotykaliśmy. 22 grudnia usłyszeliśmy, że coś się dzieje w Bukareszcie. Docierały już informacje z Timiszoary, ale nie wiedzieliśmy dobrze, o co chodzi. [b]Nie wiedzieliście, że na ulicach Timiszoary są czołgi? Że milicja strzela do ludzi i płoną budynki w centrum miasta?[/b]
Wszyscy słuchali Radia Wolna Europa, ale nie wiedzie- liśmy wszystkiego. Po 20 grudnia do Timiszoary nie można było się już dodzwonić. Ale gdy usłyszeliśmy o Bukareszcie, skrzyknęliśmy innych studentów i tego samego popołudnia zaczęliśmy wydawać gazetę. Nie mieliśmy papieru, ale w końcu udało się wykorzystać redakcję jednej z gazet komunistycznych. Drukowaliśmy pismo za darmo i za darmo je rozdawaliśmy. Spontanicznie staliśmy się dziennikarzami, choć bardzo trudno było o informacje. Panowało ogromne zamieszanie, nie wiadomo było, kto jest po czyjej stronie. Podczas starć wiele osób zginęło, bo jedne oddziały przez pomyłkę strzelały do drugich. Co chwila docierały do nas nowe plotki. Ale udało się i gazeta „Ziarul de Iasi” istnieje do dziś. [b]Pamięta pani egzekucję Nicolae Ceausescu?[/b] Doskonale pamiętam tamten dzień, bo byłam wtedy w szpitalu na dyżurze. Miałam 25 lat. Tego dnia zmarł mój pierwszy pacjent. Przestała działać rurka do podawania tlenu, a nie mogliśmy znaleźć technika. Znaleźliśmy go wreszcie na portierni przy wejściu do szpitala, gdzie stał mały telewizor. Czekał, aż pokażą egzekucję, która najpierw miała być o godzinie 19., ale ostatecznie telewizja pokazała ją około 3. w nocy. I ten technik siedział tam przez tyle godzin! [b]Pani też oglądała?[/b] Dopiero później. Pokazywali ją co 20 minut. To były szokujące obrazy. Natychmiast pojawiły się teorie spiskowe. Nie wiadomo było, czy pokazali cały film, czy tylko część. W ogóle wszystko było niejasne i budziło wielkie wątpliwości. Na filmie z egzekucji każdy mógł zobaczyć, że ci, którzy zastrzelili Ceausescu i jego żonę, wcześniej byli z nimi blisko związani. Dziś wiemy też, że w Timiszoarze do ludzi strzelało wojsko. A kto w Bukareszcie? To wciąż nierozwiązana zagadka. Nikt nie stanął przed sądem za śmierć 800 osób. Dlatego wokół rumuńskiej rewolucji szerzą się teorie spiskowe. [b]Że to część komunistów albo armia chciała się pozbyć Ceausescu?[/b] Faktem jest, że 22 grudnia na ulice Bukaresztu wyszło ponad milion ludzi. Że było to prawdziwe powstanie, które przyczyniło się do upadku reżimu. Wtedy na drugą stronę barykady przeszła armia, która osądziła i skazała Ceau- sescu. To ona wyznaczyła bieg wydarzeń. Ale najwyraźniej była też niewielka grupa ludzi, którzy chcieli się pozbyć dyktatora. Byli jednak za słabi. Bez wydarzeń w Timiszoarze i bez powstania w Bukareszcie nic by nie zdziałali. Tymczasem po rewolucji ta mała grupa, na czele z Ionem Iliescu, który należał do reżimu Ceausescu, okazała się bardzo sprytna i na wiele lat zmonopolizo- wała władzę. To ona zniszczyła dokumenty dotyczące tamtych wydarzeń. Nikt nie wie dlaczego. Może mieli umowę z woj- skiem? A może nie chcieli mieć przeciwko sobie tajnej policji Securitate, która prawdopodobnie strzelała w Bukareszcie? [b]Dlaczego nikt nie próbował rozwiązać tej zagadki?[/b] Z prostego powodu. U nas nie było prawdziwej opozycji, jak w Polsce, bo za Ceausescu było to niemożliwe. Było paru dysydentów, którzy nie mieli żadnej partii i nie byli przygotowani do wyborów. Zabrakło radykalnej dekomunizacji. Partie, które chciały lustracji, nie dostawały łącznie w wyborach więcej niż 35 procent głosów. Dziś już nawet nikt o tym nie mówi. [b] Czy to dowód, że duch Ceausescu wciąż żyje?[/b] Tak! We wtorek w Bukareszcie odbywała się uroczystość z okazji 20-lecia rewolucji. Wystarczy spojrzeć na listę gości. To dawni sekretarze partii sprzed 1989 roku. W pewnym sensie reżim Ceausescu się nie skończył. Jego agenci są dziś bezkarni i nie okazują żadnego wstydu. PYT: Nadal zajmują stanowiska? Wielu po rewolucji zostało milionerami. Są właścicielami prywatnych stacji radiowych i telewizyjnych. Jeden z nich przyznaje w wywiadach, że zatrudnia tylko byłych agentów, którzy pomagają mu rozwijać imperium medialne. Nie wiadomo, czy ukradli pieniądze dyktatora i na nich zbudowali swoje biznesy. Ceausescu to dla nich bohater. Cały czas głoszona jest w Rumunii taka propaganda. Niewiele można z tym zrobić. PYT: Czy Rumuni odczuwają nostalgię za tamtymi czasami? W miastach nie. Ale na wsi ludzie masowo głosują na byłych komunistów. Na przykład na dyrektora kołchozu. PYT: Unia Europejska nie patrzy na to przychylnie i wciąż zarzuca Rumunii korupcję oraz brak poszanowania dla demokratycznych standardów. Rumunia nie była gotowa na członkostwo w UE. Zaczynała od zera. Zmieniamy się, ale to wymaga sporo czasu. Byliśmy krajem totalnie skomu- nizowanym, znacznie bardziej niż Polska. Prezydent Traian Basescu też należał do reżimu, ale przeszedł metamorfozę. Rozumie, że kraj musi się zmienić. —rozmawiała Katarzyna Zuchowicz [ramka][i]Alina Mungiu-Pippidi, założycielka największego w kraju ośrodka nauk politycznych, Rumuńskiej Akademii Społecznej, siostra reżysera Cristiana Mungiu. W 2009 r. odmówiła udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego, bo startowała w nich córka prezydenta[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL