fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Bez obrazy, czyli jak nie strzelić focha

Rzeczpospolita
Jawnie i skrycie, w relacjach osobistych i medialnie. Obrażanie się to zachowanie naturalne. Tylko dlaczego zatacza coraz szersze kręgi i tyle w nim absurdu?
Już starożytni bogowie się obrażali. Ale im wolno, w końcu są ponad prawem. Okazuje się, że nam też.
„Schetyna obraził się na Kaczyńskiego”. „Prezydent obraził się na rząd”, następnie „Prezydent obraził się na media”. „Pawlak obraził się na Tuska”, „Sikorski obraził się na cały świat”. A „Eminem obraził się na MTV”. To tylko kilka tytułów z ostatniego czasu.
[srodtytul]To sprawa ewolucji[/srodtytul]
– Obrażanie się jest procesem naturalnym – mówi „Rz” dr Jarosław Pasek, filozof i socjolog. Okazuje się, że w drodze ewolucji przyswoiliśmy sobie zachowania, którymi możemy skutecznie ukarać innych, manipulować nimi. – Nasze czasowe ochłodzenie stosunków z osobą, która nas obraziła, ma jej dać do zrozumienia, jak wielki popełniła błąd. Oczekujemy, że to zrozumie, poprawi się i jeszcze nas przeprosi – wyjaśnia Pasek.
Obrazić się można za wszystko i na każdego, a język potoczny żywo podąża za zjawiskiem, używając do jego opisania coraz bardziej popularnego zwrotu „strzelić focha”.
[wyimek]Z obrażalskim trudno się porozumieć, bo w jego przekonaniu to on, nie my, ma rację[/wyimek]
Kto się obraża? Osoby, którym brak dystansu do siebie, i takie, które mają zaburzone poczucie własnej wartości – zawyżone lub zaniżone. A następuje to wtedy, gdy dana osoba uważa, że zostały przekroczone jej granice, i ogarnia ją złość, którą w ten sposób wyraża.
– Postawa osoby, która się obraziła i zaprzestała komunikowania się, mówi: „Zraniłeś mnie, zrobiłeś coś źle, ale zostaw mnie w spokoju, nie chcę z tobą rozmawiać” – tłumaczy psycholog Joanna Boj. Dojrzała reakcja polega na jasnym wyrażeniu swoich uczuć i pozostawieniu szansy na kontakt, choć jest to czasem trudne, szczególnie gdy ktoś reaguje impulsywnie jak dziecko.
[srodtytul]Manifestacja [/srodtytul]
Czy zatem obrażanie się jest postawą niedojrzałą, rozgrzeszaną tylko u dzieci? – Każdy z nas ma w sobie wewnętrzne dziecko, które lubi się odzywać szczególnie w stresujących i emocjonalnych sytuacjach. Nie zawsze więc zachowujemy się jak racjonalni dorośli – uspokaja Joanna Boj. – I nie ma w tym nic złego, póki „dziecko” nie zacznie dominować i przejmować kontroli nad naszym życiem.
Socjolog Marta Czepukojć uważa, że zjawisko obrażania się na kogoś (czy na konkretną osobę, czy na grupę) jest zawsze manifestacją. – W zależności od tego, jaką świadomość ma osoba strzelająca focha, może to być działanie intencjonalne lub nieświadomy mechanizm reagowania wykształcony w przeszłości – wyjaśnia Czepukojć.
Eric Berne, amerykański psychiatra, twórca koncepcji analizy transakcyjnej, ukazuje, że na co dzień funkcjonujemy tak, jakbyśmy posiadali w sobie trzy osoby: dziecko, rodzica i dorosłego. Każda z tych postaw to odmienny sposób komunikowania się z otoczeniem.
Dorosły jest świadomy pojawiających się w nim emocji, obiektywnie analizuje sytuację. Potrafi stawiać granice w kontakcie z innymi. Rodzic przeważnie komunikuje się poprzez doradzanie, pouczanie, grożenie. Dziecko natomiast jest spontaniczne i emocjonalne.
Każdy człowiek w kontaktach z innymi ludźmi – czy to osobistymi, czy zawodowymi, czy nawet na stopie dyplomatycznej – korzysta ze wszystkich trzech aspektów: bycia dorosłym, rodzicem lub dzieckiem. Ważne jest jednak, w jakich to robi proporcjach. Spontaniczność wskazana jest jak najbardziej w zabawie, ale już reagowanie emocjonalne w sprawach wagi państwowej – niekoniecznie.
[srodtytul]Obraza majestatu [/srodtytul]
W starożytnym Rzymie za naruszenie czci panującego karano śmiercią i konfiskatą majątku. Obraza majestatu była traktowana jak zdrada państwa. Łatwo było też w ten sposób eliminować niewygodnych konkurentów politycznych lub pozyskiwać czyjeś majątki. Również w średniowieczu było to ciężkie przestępstwo. W czasach carskiej Rosji nie można było obrazić nikogo związanego z rodziną władcy.
Dziś często to majestat się obraża. Na przykład na media, bo nie piszą tego, co by sobie władza życzyła. Nie tylko w Polsce zresztą. W sierpniu prezydent Splitu Željko Kerum oraz jego zastępcy zapowiedzieli, że nie będą już rozmawiać z dziennikarzami, a jedynie odpowiadać na zadane im pisemnie pytania za pośrednictwem poczty internetowej. Podobno prezydenta Splitu denerwowały pytania o to, dlaczego zleca znajomym ważne prace na rzecz miasta za duże pieniądze, ale za to bez przetargów. Potrafił podczas konferencji na żywo odpowiedzieć dziennikarzom tak (cytat za Slobodnadalmacija.hr): „Wpieprzaj g…, ty i twoi koledzy. Możesz to sobie napisać! Jeśli coś jest niezgodnie z prawem, idź do sądu. Zamknij się już, głupia małpo”.
[srodtytul]Strategia[/srodtytul]
Z obrażalskim trudno się porozumieć, bo w jego przekonaniu to on, nie my, ma rację. Ponadto, będąc pod wpływem silnych emocji, unika komunikacji lub wręcz jej odmawia.
Sytuacja może być doprowadzona do absurdu, gdy osoby z otoczenia boją się już cokolwiek powiedzieć, by takiego obrażonego nie urazić dodatkowo. Dobierają wówczas starannie słowa, stają się przesadnie ostrożne i uprzejme, byle tylko nie pogorszyć sytuacji. Często o taką formę admiracji obrażonemu chodzi – jest w centrum zainteresowania i nareszcie wszyscy się z nim liczą.
Wymusił uwagę, oczekuje akceptacji. To dziecinna postawa w obronie potrzeb i uczuć, które mogły być w dzieciństwie ignorowane. Może także strach przed konfrontacją?
– Obrażanie się niesie ze sobą pewien rodzaj przyjemności i ulgi – uważa Joanna Boj. – Nie muszę rozmawiać na trudne tematy, nie muszę się konfrontować, mogę potarzać się w swoich emocjach. A przy okazji wiem, że drugiej stronie też nie jest przyjemnie, bo a nuż udało się wzbudzić w niej poczucie winy. Jest to swoiste zrzucenie z siebie odpowiedzialności – wyjaśnia mechanizm Boj.
Marta Czepukojć mówi, że obrażanie się może być też sprawdzianem, na ile jesteśmy dla kogoś ważni: – W takiej sytuacji może przyjąć formę gry: „Staraj się mnie odzyskać, jeśli ci zależy!” – tu podtrzymywanie stanu obrażonego dziecka umożliwia odczuwanie przyjemności z tego, że partner będzie zabiegał o odzyskanie kontaktu.
[srodtytul]Jak sobie radzić?[/srodtytul]
– Pierwszy krok to zauważyć u siebie taką tendencję i dostrzec absurdalność sytuacji – radzi Joanna Boj. – Można dać sobie chwilę na obrażenie się, czy raczej upuszczenie odrobiny emocji, ale potem należy wrócić do drugiej osoby i jasno wyrazić swoje odczucia. Każdy z nas ma prawo poczuć się urażony, zraniony czy niedoceniony, ale mamy wybór, co z tym dalej zrobić.
A co jeśli poczujemy się dotknięci do żywego? Mamy udawać, że nic się nie stało, żeby nas nie posądzono o obrażalstwo? Nic podobnego! Zdaniem psychologów poczucie bycia dotkniętym do głębi związane jest z naruszeniem naszych fundamentalnych wartości. – To nasz życiowy kompas. Wartości podpowiadają nam, co jest dobre i ważne, o co warto walczyć – mówi Joanna Boj. – Jeśli ktoś atakuje nasz fundament w taki sposób, że zaczynamy czuć zagrożenie, możemy poczuć się dotknięci. Podobna sytuacja jest wtedy, gdy ktoś bierze na cel (świadomie lub nie) naszą tożsamość, czyli najgłębsze poczucie tego, kim jesteśmy. Jeśli nasza tożsamość zostanie podważona, ktoś jej zaprzeczy lub ją znieważy, poczucie bycia urażonym jest jak najbardziej uzasadnione.
I tylko pozostaje kwestia – jak zareagujemy. Możemy czuć się urażeni i o tym powiedzieć drugiej osobie (która może nie zdawać sobie sprawy z tego, co w nas wywołała) – próbując utrzymać kontakt, jeśli nam na nim zależy. Albo możemy po prostu, w ochronie swoich granic, uciąć kontakt, jeśli uważamy, że tak będzie najlepiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA