fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Wójt z gąsiorem

Kazimierz Dolny
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Gronowe białe i czerwone. Pewien winiarz spod Zielonej Góry na łożu śmierci wezwał syna i wyszeptał: – Zdradzę ci tajemnicę, wino można robić także z winogron... Latorośl tajemnicy nie dochowała, wiadomość się rozeszła, i mamy to, co mamy: polskie winiarstwo się odradza. Gdzie?
Kazimierz Dolny słynął dotychczas z renesansowych kamieniczek i malarzy, teraz zasłynie z powodu winiarzy. Czy my o czymś nie wiemy? Osiedlają się tam Włosi? Francuzi? Nic z tych rzeczy. W okolicach Kazimierza, Janowca, a nawet w samych miasteczkach Dionizos zawrócił w głowach Kwiatoniom, Mroczkom, Wieczorkom, Włodarczykom, Kwaśniakom, Adamczykom, Mickiewiczom, Słowikom. Lista obecności jest długa. W regionie, który geografowie nazywają uczenie małopolskim przełomem Wisły, już kilkadziesiąt winnic tłoczy i rozlewa do butelek polski dionizjak. Gronowy! Nie jabłkowy, nie śliwkowy, nie „wieloowocowy”.
[srodtytul]Winnice jak grzyby (po deszczu)[/srodtytul]
Sprawa jest poważna (o ile powaga z winem idzie w parze), w Polsce winnic przybywa lawinowo. Oprócz tego z małopolskiego przełomu Wisły powstało jeszcze Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie, Małopolskie Forum Winne i Stowarzyszenie Winiarzy Podkarpacia. W sumie w Polsce jest już ponad
400 hektarów winnic, najdalej wysunięte na północ w okolicach Pasymia i Suwałk, największa na Dolnym Śląsku ma ponad
17 hektarów. W tym roku odbędzie się czwarty rok z rzędu Konwent Winiarzy Polskich (pod Wawelem). Polscy winiarze kolegom z okolic Bordeaux czy Toskanii na razie nie zagrażają, ale za 100 lat, gdy klimat już na dobre się ociepli, wtedy kto wie...
Już teraz większość polskich winiarzy zabiega o dobrą jakość wina. Ci z okolic Kazimierza i Janowca zdążyli nawet ustanowić pionierską w naszym kraju Kartę winnic małopolskiego przełomu Wisły. Po co?
– W ogóle – w trosce o jakość, a w szczególe – aby kultywować odmienny charakter win z naszego regionu. Kto wie, co znaczy termin terroir, ten wie, o czym mówię. Nasze wina muszą mieć smak regionalny, a nie kosmopolityczny – twierdzi stanowczo Wojciech Włodarczyk, właściciel winnicy Pańska Góra w powiecie Opole Lubelskie (z zawodu wydawca). (Terroir – fr., odnosi się do wina i kawy, oznacza charakter miejsca – red.).
[srodtytul]Pod górkę, ale świętujemy![/srodtytul]
Wójt gminy Janowiec Tadeusz Kocoń zaprosił winiarzy do siebie, a oni zaprosili wszystkich ciekawych. W kościele parafialnym w Janowcu ksiądz pobłogosławił winiarzy i wino z rocznika 2008 (parę kropel strząśniętych z kropidła spadło na degustujących), po czym wszyscy razem, z proporcami i wieńcami poszli procesją na zamek w Janowcu. Na dziedzińcu zamkowym, w deszczową i wietrzną sobotę, 23 maja, grała orkiestra strażacka. Śpiewał chór gospodyń wiejskich. Wikliniarz plótł bez przerwy (koszyki). Tomasz Prange-Barczyński, redaktor naczelny „Magazynu Wino” (jest taki, reklamuję go jawnie, nie skrycie) dyskretnie wprowadzał za kulisy winiarstwa.
Roman Myśliwiec, guru i pionier polskich winiarzy (właściciel winnicy Golesz w Jaśle, z zawodu technik) uświadamiał zainteresowanych, czy na produkcji wina można zarobić i dlaczego polscy winiarze wciąż jeszcze nie mogą sprzedawać tłoczonego przez siebie wina.
Jeżeli winiarze wreszcie uzyskają prawo do używania akcyzy, a my do kupienia w sklepie i w restauracji butelki czy dzbanka polskiego wina, jeżeli posłowie i urzędnicy ministerialni na to zezwolą – będzie to prawdziwy cud boski, dionizyjski.
No trudno, na razie polskie winiarstwo ma jeszcze pod górkę. Pomagają mu tacy ludzie jak Mariusz Kopczyński, animator strony internetowej Vinisfera, który był wszędzie, także w bramie zamkowej, gdzie kupczyli wędzonymi rybami na zakąskę.
A było co zakąszać. Kieliszek – kaucja 10 zł, jak na imprezach slow food – i w drogę na maraton między stoiskami, jakie wystawiło ośmiu właścicieli winnic z regionu winiarskiego małopolskiego przełomu Wisły: Maja, Mały Młynek, Pańska Góra, Pensjonat Winnica (w samym Kazimierzu!), Rzeczyca, Słowicza, Solaris, Wieczorków. W sumie winiarze przygotowali do degustacji tuzin win czerwonych i dwa tuziny białych. Jak smakowały dionizjaki 2008?
[srodtytul]W tym roku szaptalizowane[/srodtytul]
Zima była lekka, wiosna bez przymrozków, lato upalne, toteż zbiory zapowiadały się dobrze. Niestety, we wrześniu lało i było zimno. Winiarze zwlekali z winobraniem nawet do końca października. Niektórzy nie wytrzymali nerwowo i decydowali się na zbiór, zanim grona osiągnęły optymalny poziom cukru. Gron było dużo, i dużych, ale cukru w nich mało. W rezultacie dodawanie cukru do moszczu (fachowa nazwa – szaptalizacja, od nazwiska francuskiego chemika Chaptala) było zabiegiem powszechnym. Co z tego wyszło? Wina zawierające od 9,6 do 13,5 proc. alkoholu (winnica Pańska Góra, zbiór 9 października, czerwone, szaptalizowane).
Ci, którzy regularnie pijają wino (a choćby nawet nieregularnie), miewają swoje ulubione szczepy, z których tłoczone są białe – na przykład Traminer, Riesling, Chardonnay – albo czerwone – Merlot, Pinot Noir, Shiraz. Polskie wina nie są i nie będą tłoczone z tych odmian. Nie są one dostosowane do naszych warunków klimatycznych i glebowych. Tutaj sprawdzają się takie szczepy, jak: Siberia, Solaris, Hibernal, Seyval Blanc (białe) czy Rondo, Regent, Marechal Foch, Leon Millot (czerwone).
Ale i tak najlepsze wino, w każdym razie najlepiej zaprezentowane na zamku w Janowcu, pochodziło z winniczki Tadeusza Koconia, wójta gminy Janowiec. Wójt lał z gąsiora szczodrze. Jeśli jego czerwone, półsłodkie (nie wiem, z jakiego szczepu) zasługuje na medal brązowy, to uśmiech wójta – na szczerozłoty.
Panie wójcie, za rok zamek w Janowcu nie pomieści wszystkich chętnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA