fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Chcesz na Mount Everest, weź pigułkę od bólu głowy

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Farmaceuci są oburzeni spotami, które łączą branie leków z uprawianiem sportu. Naukowcy napisali specjalne ostrzeżenie w tej sprawie
Reklam jest coraz więcej: chcesz pokonać wysoką górę – weź proszek od bólu głowy. Chcesz ukończyć maraton – nie poradzisz sobie bez pigułki. Chcesz pobawić się z dziećmi – bez leku nie dasz rady.
- Szczytem wszystkiego jest reklama, w której dziecko prosi o proszek od bólu głowy dla mamy – denerwuje się prof. Marek Naruszewicz, dziekan Wydziału Farmacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Dzieci nie powinny mieć dostępu do leków. To mogłoby się zakończyć tragedią.
Rada Naukowa Wydziału Farmacji WUM opublikowała ostrzeżenie: "W związku z prowadzoną na niespotykaną dotąd skalę kampanię reklamową leków czujemy się w obowiązku przypomnieć Polakom, że niekontrolowane przyjmowanie tych preparatów jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia (zawał serca i zgon)".
Niepokój farmaceutów budzą niesterydowe leki przeciwzapalne, czyli te, które zawierają ibuprofen, naproxen, diclofenac. Są wydawane bez recepty i dostępne nie tylko w aptekach, ale też w supermarketach i na stacjach benzynowych. – W każdej chwili pod ręką. Człowiekowi, który siedzi przy komputerze i boli go głowa, nie przyjdzie na myśl spacer. Raczej weźmie pigułkę – zaznacza prof. Naruszewicz.
Jak podaje Polski Urząd Rejestracji Leków, co dziesiąty przypadek zgłoszonego do nich niepożądanego działania leku dotyczy właśnie tej grupy farmaceutyków. – Te leki były kiedyś wydawane na receptę i moim zdaniem powinno się do tego wrócić. Doniesienia o działaniach niepożądanych, szczególnie wśród ludzi z niewydolnością układu krążenia, są niepokojące – mówi prof. Naruszewicz. – Jeśli kilkudziesięciu profesorów podpisuje się pod listem ostrzegawczym w tej sprawie, to pacjenci powinni wziąć to sobie do serca. To leki, które powinno się brać sporadycznie, a nie zjadać garściami. Niesterydowymi lekami przeciwzapalnymi zajmowała się też w ubiegłym tygodniu Rada Naukowa Narodowego Instytutu Leków.
– Ostatecznie nie przyjęliśmy stanowiska. Te leki podlegają kontroli bezpieczeństwa, tak jak wszystkie inne farmaceutyki. Jeśli jest jakiś problem, to w reklamie. Zmasowany przekaz prowadzi do nadużywania leków. Niewłaściwe jest kojarzenie ich ze sportem – podkreśla prof. Aleksander Mazurek, szef Rady Naukowej NIL. – Powinniśmy pamiętać, że leki nie są dla ludzi zdrowych. Nie poprawiają kondycji, nie wiążą się z tężyzną fizyczną.
Co na to firmy farmaceutyczne? – Reklama leków jest uregulowana w prawie farmaceutycznym. Nie mogą ich np. reklamować znane osoby, także sportowcy – mówi Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. – Firmy raczej nie łamią prawa, bo reklamy są oceniane przez nadzór farmaceutyczny, który może nakazać ich usunięcie. Jednak przepisy nie zawsze są precyzyjne i niektórzy to wykorzystują.
Jak reklama wpływa na sprzedaż? – Polacy są dość podatni na reklamę leków – przyznaje dr hab. Krzysztof Krajewski-Siuda z Collegium Medicum UJ. Podręczniki marketingu podkreślają, by w aptekach eksponować tylko te preparaty, które są aktualnie reklamowane w telewizji. Na promocję innych szkoda czasu. – Zdarza się, że ludzie, pytając o lek bez recepty, posługują się nie jego nazwą, ale hasłem reklamowym. Wiedzą, że coś pomogło telewizyjnej Goździkowej. Ale nawet nie pamiętają co – przyznaje jeden z farmaceutów.
Przekłada się to bezpośrednio na pieniądze. – Na środki dostępne bez recepty, a tylko takie wolno reklamować, Polacy wydają aż 25 proc. kwoty, którą przeznaczają na leki. To wysoki udział – wylicza Krajewski-Siuda. Dodaje jednak, że w Polsce wydatki na leki w przeliczeniu na mieszkańca są niskie w porównaniu z krajami zachodnimi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA