Historia

Internet mógł się narodzić w PRL

Sieć do przesyłania cyfrowych danych konstruowali m.in. inżynierowie, którzy pracowali z genialnym konstruktorem Jackiem Karpińskim. Opracował on w latach 70. pierwszy polski mikrokomputer K202 (na zdjęciu jeden z egzemplarzy w Muzeum Techniki w Warszawie)
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Pracujący nad systemem PESEL już w latach 70. stworzyli komputerową sieć z dostępem z dowolnego miejsca na ziemi. Nikt tego nie opatentował
– Już przed rokiem 1980 mieliśmy coś, co mogło się stać Internetem: oprogramowanie łączące w sieć komputery różnych firm z różnym oprogramowaniem poprzez zdalną sieć teletransmisji. Mieliśmy nawet oprogramowanie pozwalające sterować całym systemem, wszystkimi komputerami w centrum z dowolnego miejsca na świecie. Niechęć idiotów partyjnych pogrzebała wszystkie te plany – mówi Jerzy Studziński (to pseudonim, nie chce upublicznić swojego prawdziwego nazwiska).
Firma Studzińskiego pracowała dla ówczesnego MSW. Współpraca była objęta tajemnicą. Unikalne rozwiązania powstały przy tworzeniu bazy danych o Polakach – najpierw był to system Magister, później na jego podstawie zbudowano PESEL.
[srodtytul]Elita od PESEL[/srodtytul] Zespół PESEL stworzyli dwaj pułkownicy Służby Bezpieczeństwa: Zygmunt Orłowski (dyrektor generalny w MSW) i Roman Warski, który odpowiadał za część techniczną przedsięwzięcia. Inżynierowie, których ściągnęli do pracy nad systemem, stanowili elitę ówczesnych informatyków. Część pracowała z Jackiem Karpińskim – konstruktorem pierwszego polskiego minikomputera K202. Inni inżynierowie zostali ściągnięci z Zeto-Zowar – warszawskiego zakładu techniki obliczeniowej. Studziński chwali ówczesnych przełożonych. – Pomijając ich przynależność do partii i SB, to byli ludzie wybitni, jasno myślący. Nawet ci, którzy zwyczajnie pilnowali hali komputerowej, wejścia do centrum itd., naprawdę byli nieźli. Nie przypominam sobie ani jednego typowego tępaka. Praca nad systemem ewidencji przyciągała jak magnes. Ludzie z nim związani byli wysyłani na Zachód na szkolenia, świetnie zarabiali, częściowo w tzw. twardej walucie. Pierwszym miejscem pracy zespołu było dawne mieszkanie szefa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza w alei Przyjaciół. Potem przeniesiono je na ulicę Pawińskiego, gdzie do dziś gromadzone są dane PESEL. [wyimek]4,8 kb/s prędkość, z jaką działały łącza pierwszego systemu do transmisji danych[/wyimek] – Ze względu na obawę podsłuchów i przechwytywania informacji całe pomieszczenie, gdzie wprowadzano dane do systemu, zostało pokryte blachą miedzianą, zespawaną na gładko, odizolowano także wszystkie przepusty rur i kabli – opisuje Studziński. [srodtytul]W sieci teleksów [/srodtytul] – Prace były niewiarygodnie trudne – opowiada Studziński. – Partyjna góra mówiła: „Zróbcie nam system do ewidencji danych”. Gdy pytaliśmy, do czego ma on służyć, słyszeliśmy: „Tego nie możemy powiedzieć, bo to ściśle tajne”. No to chociaż ilu ludzi ma być w systemie? „To też jest tajemnica”. I tak cały czas. Mimo trudności polscy informatycy zbudowali system ewidencji ludności, jaki nawet obecnie ma niewiele krajów. Stworzyli także sieć do transmisji danych. Składała się z trzech rodzajów urządzeń. Pierwszym był teletype, czyli rodzaj elektrycznej maszyny do pisania. Na początku używano Siemensa F200, a potem Mera-Błonie na licencji Logabax. Drugim – monitory. Początkowo stary typ 8150, potem nowe monitory graficzne. Te ostatnie pracowały przez modemy na łączach stałych z szybkością 4,8 kb/s. Przy dzisiejszych parametrach – gdzie prędkości domowych łącz internetowych zaczynają się już od 128, 512 kb/s – były to mizerne osiągi. Wystarczały jednak do wyświetlenia w sekundę całego ekranu – zapisu z bazy danych o konkretnym człowieku. Trzecią część systemu stanowiły teleksy pozwalające na wysyłanie, obieranie i drukowanie wiadomości wysyłanych na unikalny numer. Sieć telex miała zasięg globalny. Polacy jako pierwsi wpadli na pomysł przesyłania nią danych cyfrowych i zintegrowali ją z systemem PESEL. – Wpisując na dowolnej zdalnej końcówce nazwę programu (nazywał się PREZES), można było w dowolnym miejscu na świecie sterować całym centrum, ładować programy, drukować zawartość systemu operacyjnego, wszystkie kluczowe dane i rejestry, a także podglądać, co aktualnie robi dowolna stacja gdzieś w Polsce – tłumaczy Studziński. Było to rozwiązanie, jakiego nie miał wówczas nikt na świecie. Podobnie jak nikt nie miał odpornego na zakłócenia szyfrowanego systemu przesyłania danych. [srodtytul]Polskie ulepszenia[/srodtytul] System PESEL opierał się na przerobionym systemie PRISMA, udostępnionym przez Niemcy. Jednak polscy informatycy znacznie ulepszyli rozwiązania zachodnie. – Generalnie pisało się wszystko w językach programowania Assembler Macro-Assembler (kod maszynowy używany do programowania procesorów – red.) – opowiada Studziński. Polscy informatycy przedzierali się przez długie ciągi zer i jedynek, by maszyny działały jak najbardziej efektywnie. – Byliśmy w stanie zrobić absolutnie wszystko i sprzęt zachodni ani ich oprogramowanie nie miało dla nas żadnych tajemnic. Sam poprawiłem i przebudowałem całe fragmenty systemu, usuwając śmieci – nieczynne sekwencje zer i jedynek pozostawione przez ludzi z IBM i Siemensa – chwali się Studziński. [srodtytul]Nasza karta pamięci[/srodtytul] Przy okazji pracy nad PESELEM nasi inżynierowie zaprojektowali wiele innych wynalazków, m.in. system pozwalający wyświetlać dane z monitorów komputerów na dużym ekranie z rzutnika slajdów. Pracowali nad obsługą komputera za pomocą komend głosowych. – Zgłosiliśmy wiele wniosków patentowych. Jeden z nich, przewidujący zapis danych wyłącznie na kartach pamięci, bez żadnych części ruchomych, dziś z opłat licencyjnych dałby pewnie tyle co cały polski przemysł – mówi Studziński. Podobne rozwiązanie jest obecnie stosowane np. w kartach pamięci do cyfrowych aparatów fotograficznych. [srodtytul]Utracona szansa[/srodtytul] Pod koniec lat 80. atmosfera w zespole pracującym przy PESEL zaczęła się psuć. Do pracy zaczęli trafiać protegowani – najczęściej dzieci dygnitarzy partyjnych. Część najzdolniejszych zrezygnowała. W dodatku kryzys roku 1980 spowodował, że postanowiono zaprzestać importu sprzętu z Zachodu, co skłoniło wielu informatyków do odejścia. Ich następcy nie byli już tak zdolni. Wiele projektów przepadło. – Założenie było takie, że miał być tylko numer PESEL do wszystkiego. A dziś mamy NIP, REGON, PESEL, ZUS i każdy ma swój system, więc w zasadzie tamta praca została zmarnowana – ocenia Studziński. Dopiero ostatnio powrócono do dawnej idei. Jednak prace nad systemem PESEL 2 idą opornie. Amerykanie, choć myślą techniczną nas nie wyprzedzali, potrafili wykorzystać swoje pomysły. Sieć, która powstała na potrzeby amerykańskiej armii, zamienili w największy wynalazek końca XX wieku – Internet. Komputerowa sieć do PESEL miała podobne możliwości i równie wielki potencjał. Jednak komuniści mający w rękach cyfrowy system przesyłania danych na cały świat zmarnowali ten techniczny skarb. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:[mail=c.gmyz@rp.pl] c.gmyz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL