fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Lech Kaczyński nie wystartuje

Socjolog Jadwiga Staniszkis
Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Znana socjolog Jadwiga Staniszkis mówi “Rz”, kto jej zdaniem zostanie prezydentem Polski. Ocenia też decyzje swoich kolegów po fachu o kandydowaniu do Parlamentu Europejskiego i wyjaśnia, dlaczego nie chciała przyjąć miejsca na liście Platformy Obywatelskiej
[b]Rz: Pani koledzy po fachu startują w wyborach do europarlamentu. Pani nie miała ochoty? Dostała pani przecież propozycję z Platformy.[/b]
[b]Jadwiga Staniszkis:[/b] Na propozycję, która padła właściwe w trybie medialnym, również odpowiedziałam w trybie medialnym: że chcę zachować niezależność. Równy dystans do PO i PiS. Po to, aby zachować wiarygodność słów, które będę wypowiadała o rzeczywistości w Polsce. Cenię to bardziej niż pracę w Brukseli. [b]I bardziej niż apanaże z tym związane?[/b]
Fajnie by było być i niezależnym, i mieć apanaże. Oczywiście, żartuję. [b]Jak pani ocenia decyzję swoich zawodowych kolegów, Marka Migalskiego, Leny Kolarskiej-Bobińskiej, Kazimierza Kika itd.?[/b] Lepiej, jeśli do europarlamentu kandydatami są ludzie interesujący się sferą władzy czy Europy, jak Lena Kolarska, niż piosenkarki i sportowcy. Płacą jednak za to określoną cenę. Migalski, który był dotychczas nonkonformistyczny, musi być lojalny w stosunku do linii partyjnej nie przez siebie formułowanej. I co więcej: jego wiarygodność staje się ofiarą formy dyskursu politycznego, który jest w Polsce prowadzony. [b]W jakim sensie Migalski staje się ofiarą formy dyskursu politycznego?[/b] Bo musi wejść w logikę międzypartyjnej walki, w której nie ma podzielonych racji. Jak na przykład w sprawie stoczni. Lepiej wyglądałaby dyskusja w tej sprawie, gdyby spotkał się Paweł Poncyliusz, który jako wiceminister prowadził ją w rządzie PiS, z obecnym ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. [b]Zamiast spotu w stylu „Kolesie”?[/b] Tak, bo obaj mówiliby wyborcom, co zrobili i jakie były ograniczenia zewnętrzne. Taka dyskusja nauczyłaby ludzi czegoś o Unii, o tym, czy wykorzystano nowe, związane z kryzysem, możliwości walki o stocznie. W takim zderzeniu przedstawiciele obu rządów, zarówno Kaczyńskiego, jak i Tuska, mogliby zaprezentować logikę działalności swoich partii. Poncyliusz moim zdaniem wypadłby lepiej. Byłaby to wartościowa część kampanii wyborczej. Znając Migalskiego, uważam, że on opowiadałby się za czymś takim, a nie za dorabianiem „wywalonego języka”. [b]„Wywalonego języka”?[/b] Taki wywalony język króluje na winietce tygodnika „Nie”, jakby przyklejony do logo Platformy. Szkoda mi Migalskiego i jego wiedzy. [b]Ale Migalski nigdy chyba nie krył swoich propisowskich poglądów?[/b] Mogłyby one jednak lepiej się wyrazić w takim filmiku, jakiego scenariusz opowiedziałam. Wyborcy otrzymaliby znacznie więcej wiedzy o Unii, niż w takim jednostronnym spocie jak „Kolesie”. Migalski mógł coś wnieść ze swojej wiedzy o złożoności sytuacji Polski. Stał się niestety więźniem politycznej polaryzacji i czarno-białego widzenia. Powrót do pozycji kogoś niezależnego będzie dla niego bardzo trudny. Dla mnie niezależność, niepartyjność, możliwość powiedzenia, że nie podoba mi się to czy tamto w jakiejś partii jest wartością naczelną. [b]A Kolarska-Bobińska? Starała się chyba ukrywać swoje poglądy.[/b] Ona od lat interesowała się problematyką europejską, nie chcę oceniać, czy w dostatecznym stopniu zachowując dystans. Nie sądzę, by się interesowała w pracach swojego Instytutu na przykład kosztami zależności, w jakie weszły kraje postkomunistyczne po wyjściu z bloku postsowieckiego, co zrobił „The Ekonomist”. Jej analizy były przedłużeniem unijnego punktu widzenia. Na pewno niezręczne było, że ekspertyza o europosłach przygotowana przez Instytut Spraw Publicznych, gdy była jeszcze jego dyrektorem, ukazała się, gdy związała się już z PO jako kandydat. Przecież takiej ekspertyzy nie robi się w dwa tygodnie. Ale jest taka kategoria jak „socjolog publiczny”. [b]Socjolog publiczny?[/b] To socjolog w służbie pewnej sprawy, broniący jednego punktu widzenia. Z kolei Magdalena Środa, która kandyduje do europarlamentu z listy lewicowej, jest filozofem publicznym. Jej poglądy silnie decydują o sposobie funkcjonowania. W tę rolę z założenia wpisana jest cenna stronniczości. Lena Kolarska jest osobą dobrze wbudowaną w europejskie klimaty. W jej wypadku utrata wiarygodności nie wchodzi w grę, bo jej decyzja o starcie do europarlamentu z PO jest wyraźną kontynuacją tego, co zawsze robiła. [b]Czyli nie ma sprawy?[/b] Powiedziałam już, że jest to niezręczność. Jest to nawet podwójna niezręczność. Warto by się przyjrzeć, kogo jej instytut uznaje w raporcie za dobrego posła. Tego, który jest spolegliwy wobec linii swojej frakcji w europarlamencie, czy też tego, który walczy o interesy Polski? W zależności od odpowiedzi tworzone są przecież zupełnie inne listy kandydatów. Nie sadzę, by Lena Kolarska była bojowym posłem... Ale na pewno będzie sprawnym. [b]Zostało niespełna sześć tygodni do głosowania w wyborach do PE, a w kampanii sprawy europejskie właściwe w ogóle się nie pojawiają. Też pani tak to ocenia?[/b] Oczywiście. Ta kampania ze względu na treści, jakie się w niej pojawiająmogłaby być równie dobrze kampanią prezydencką bądź do europarlamentu. Fatalne jest, że europosłowie poprzedniej kadencji nie informowali polskiej opinii publicznej, na czym polega różnica między frakcjami europejskimi. Jakie te frakcje mają poglądy w poszczególnych sprawach. Nie ma dyskusji o tym, o czym niektórzy posłowie i kandydaci PIS po cichu mówią, jaką wielką szansą dla Polski byłoby, gdyby nowi europosłowie i PiS, i PO weszli do frakcji Europejskiej Partii Ludowej. [b]Tej, do której należą teraz tylko posłowie PO.[/b] To frakcja prawicowa, jest w niej przecież CDU. Gdyby i PO, i PiS do niej weszły, moglibyśmy być największym klubem. Teraz są nim Włosi. Niemcy są podzieleni, bo jest tam silny nurt socjaldemokratyczny. Moglibyśmy przeforsować znacznie więcej w interesie Polski niż w mechanizmie międzyrządowym Unii. To, że Jarosław Kaczyński zapowiada, że europosłowie PIS będą tworzyć duża frakcję z brytyjskimi torysami, jest absurdem. [b]Z jakiego powodu miałby to być absurd?[/b] Niestety, nasz rozwój jest już tylko rozwojem zależnym i ograniczanie się w unijnej współpracy, jak chcą tego Brytyjczycy, do strefy wolnego handlu jest dla nas zabójcze. Z punktu widzenia interesów Polski musimy mieć Europę solidarną, element wspólnotowy jest bardzo ważny. Ponadto wizja Kaczyńskiego, że nasza władza będzie się sprowadzać do bycia języczkiem u wagi, jest bezsensowna. Bo gdyby eurodoputowani PiS i P0 współpracowali w jednej frakcji, mielibyśmy potężne narzędzie walki o polskie interesy. I o tym powinno się mówić, a nie sprowadzać eurokampanię do walki między partiami na krajowym podwórku. [b]Ale oczekiwanie od PiS, by był w jednej frakcji z PO, jest chyba nakłanianiem do zacierania tożsamości obu partii? Dla polskich wyborców mogłoby to być dziwne.[/b] Dlaczego? PiS jest konserwatywno-liberalne jak CDU, które znajduje się w Europejskiej Partii Ludowej. A wyborcom można byłoby wytłumaczyć, że obie partie pochodzą z trzonu solidarnościowego. I przekonać ich, że racja stanu wymaga takiej współpracy, mimo partyjnych różnic. Wartość tę współpracy w PE byłaby dla Polski kolosalna. [b]Jednak Platforma chce wykorzystać zjazd EPL w Warszawie dla potrzeb swojej kampanii. Jak miałby się w tym odnaleźć PiS?[/b] Zamiast kontestować jadłospis zjazdu, jak robią to politycy PiS, Kaczyński powinien wysłać tam delegację i obserwować, o czym ludzie z prawicowej części Europy mówią. Jeśli chce się walczyć z lewactwem w Europie, to trzeba wzmocnić jej część prawicową, a nie szukać niszy z torysami. Tym bardziej że będziemy tam wykorzystywani przez Brytyjczyków jako maszynka do głosowania, nic dla Polski nie załatwiając. Ta kampania mogłaby być ekscytującą kampanią o Europie. Dyskusją m.in. o tym, co kryzys robi z Unią, w której odradza się hierarchia, a nawet hegemonia. [b]Czyja hegemonia?[/b] Także niemiecka, na przykład w kontaktach wschodnich. Widoczna dezintegracja Unii jest dla nas zabójcza. I wokół tego, co możemy w tej dramatycznej dla nas sytuacji zrobić i co by dała współpraca w jednej frakcji, powinna się toczyć dyskusja. Te wybory są bardzo ważne i chodzi o to, by wybrać ludzi, którzy wiedzą, co należy próbować robić. A jak Migalskiego, którego zresztą bardzo lubię, pytają, czym chce się zająć, to on odpowiada, że Białorusią. Po prostu ręce opadają. [b]Może problem z tą kampanią tkwi jednak w czym innym, w tym, co jest osią polskiej polityki od ponad trzech lat? Wszelka dyskusja publiczna sprowadza się do walki dwóch obozów politycznych o prezydenturę.[/b] Na szczęście, nie tylko to dzieje się w polityce. Ale tak to wygląda w mediach, i to jest brane za oś polityki. Wina jest oczywiście po obu stronach. Uważam, że na przykład forma zaproszenia prezydenta na konferencję w 5-lecie wejścia Polski do Unii jest skandaliczna. [b]Czy jest szansa, że w tych ostatnich tygodniach coś się jeszcze zmieni, że kampania wejdzie na tory dyskusji o Europie, zamiast toczenia bojów o to, kto zostanie prezydentem?[/b] Myślę, że wiadomo, kto zostanie prezydentem. I że Lech Kaczyński najprawdopodobniej nie będzie kandydował. W tej chwili obserwujemy wzajemne niegrzeczności, właściwie już rytualne pokazywanie, kto tu rządzi. Bez wcześniejszego „zębu”. Ale prawdziwej dyskusji europejskiej nie będzie. Będzie tylko wzajemne zniechęcanie do przeciwnej partii. Zamiast tworzenia gruntu pod pracę w jednej frakcji PE. [b]Powiedziała pani, że wiadomo kto zostanie prezydentem. Kto?[/b] Wygląda na to że zostanie nim Tusk. Ale nie wiadomo, kogo wysunie PiS. I co jeszcze się zdarzy przez te półtora roku, zwłaszcza w kontekście unijnej dezintegracji i kryzysu. Wysokie notowania Platformy trzyma brak alternatywy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA