fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Show-biznes

Tańcząc nad przepaścią

Rzeczpospolita
Od brawurowo zagranej „Pracującej dziewczyny”, za którą dostała nominację do Oscara, minęło już, bagatela, 21 lat. Ciekawsze od scenariuszy okazało się dla Melanie Griffith samo życie. Jej wzloty i upadki, burzliwe romanse, małżeństwa, nałogi i operacje plastyczne wciąż są ulubionym tematem plotkarskich czasopism i portali
Gwiazdę stać na szczerość: – Kariera?! Jaka kariera?! Jestem po czterdziestce! – już parę lat temu z ironią odpowiadała na pytania dziennikarzy o plany zawodowe. Dziś ma 51 lat. – Kiedy aktorka osiągnie pewien wiek, staje się niepotrzebna. Starzeć się w Hollywood to coś bardzo smutnego i upokarzającego.
Szkoda, bo przecież z wiekiem stajemy się mądrzejsi, bardziej interesujący – mówi Melanie Griffith. Miała lukratywny kontrakt z firmą kosmetyczną. Była dopiero po trzydziestce, a już mogła reklamować co najwyżej linię kremów przeciwstarzeniowych. Nie wytrzymała i sama zerwała współpracę.
Chociaż zagrała wiele ról, ponad 60, tylko kilka można zaliczyć do naprawdę dobrych: w „Świadku mimo woli”, „Dzikiej namiętności”, „Lolicie”, „Celebrity” i – przede wszystkim – w komedii „Pracująca dziewczyna” (1988) Mike’a Nicholsa, gdzie wcieliła się w ambitną sekretarkę, która okazuje się sprytniejsza od rekinów finansjery z Wall Street. Jako Tess McGill, tytułowa pracująca dziewczyna, Griffith wygłosiła pamiętną kwestię: „Mam głowę do interesów i ciało stworzone do grzechu. Co w tym złego?”.
Jej drogę do sławy też otworzyła uroda. Występowała w reklamach, a potem filmach, już jako dziecko. Nie mogło być inaczej – urodziła się w rodzinie związanej z show-biznesem. Ojciec, Peter Griffith, był producentem, sporadycznie również aktorem, matka, Tippi Hedren, parę lat po urodzeniu córki została zauważona przez Alfreda Hitchcocka i stała się jego ulubioną aktorką, zagrała m.in. w słynnych „Ptakach”.
Małżeństwo rodziców rozpadło się, kiedy Melanie miała trzy lata. Zamieszkała z mamą, która ponownie wyszła za mąż za agenta Noela Marshalla. Dziewczynka wychowywała się na ranczu Acton w Kalifornii, gdzie Hedren założyła rezerwat dla dzikich zwierząt. Lubiła bawić się z lwiątkami – do momentu, gdy pewnego razu takie igraszki omal nie skończyły się tragicznie.
Usamodzielniła się bardzo wcześnie. Zaczęła pracować jako modelka i pojawiła się w kilku filmach, m.in. westernie „Smith” (1969). Wystąpiła z matką w „Szkole kochania” (1973). Na planie tego ostatniego 14-letnia Melanie zakochała się bez pamięci w 22-letnim aktorze Donie Johnsonie. To był początek szalonego romansu, który zaowocował małżeństwem... i to dwa razy.
Pierwszy raz pobrali się w 1976 roku, ale już po sześciu miesiącach był rozwód. Powód – problemy obojga z narkotykami i alkoholem. Uzależnienie nie tylko rujnowało karierę aktorki, mogło ją kosztować nawet życie. Kiedy w 1980 roku pijana przechodziła przez Sunset Boulevard, została potrącona przez... pijanego kierowcę. Ocknęła się w szpitalu, ale na jakiś czas straciła pamięć.
Wróciła do zdrowia i w 1981 roku wyszła za mąż za Stevena Bauera, który wspierał ją w walce z nałogiem i zachęcił do kursu aktorskiego u słynnej Stelli Adler. – Usłyszałam: zrób wszystko, żeby kamera cię pokochała. Dlatego zawsze staram się pracować tak, jakby kamera była moją przyjaciółką, powiernicą, kimś, komu powierzam sekrety, których nigdy nie wyjawiłabym innym – mówi Griffith.
Następne lata były udane: wystąpiła w „Świadku mimo woli” Briana De Palmy (1984) i „Dzikiej namiętności” (1986) Jonathana Demme’a, obie role zyskały uznanie krytyków. Urodziła pierwsze dziecko – syna Alexandra, ale w 1987 roku znowu rozpadło się jej małżeństwo. Zagrała w „Pracującej dziewczynie” (1988) i odniosła sukces, za namową reżysera Mike’a Nicholsa znowu poszła na odwyk.
W 1989 roku ponownie spotkała na planie Dona Johnsona i uczucie rozkwitło na nowo. Wzięli ślub, urodziła córkę Dakotę. Tym razem związek przetrwał niecałe siedem lat. – To, że kogoś kochasz, niekoniecznie znaczy, że możesz z nim spędzić całe życie – mówiła po kolejnym rozstaniu. Wkrótce potem poznała przystojnego hiszpańskiego gwiazdora, młodszego od niej o trzy lata Antonio Banderasa. Pobrali się jeszcze w tym samym roku, w następnym na świat przyszła ich córka Stella.
Do dziś są razem. Podobno ich związek najlepiej cementuje... zazdrość. Dzięki oparciu, jakie znalazła w Banderasie, Griffith pokonała uzależnienie od środków przeciwbólowych, w które popadła po wypadku na stoku narciarskim. Dziesięć lat temu w „Wariatce z Alabamy”, reżyserskim debiucie męża, zagrała niezrównoważoną kobietę, która marzy o Hollywood i dopina swego po usunięciu przeszkody, którą był mąż. W tym samym roku zadebiutowała na deskach teatralnych w Londynie, w sztuce „Monologi waginy”. Poszła za ciosem i trzy lata później zebrała bardzo pochlebne recenzje za rolę Roxie Hart w musicalu „Chicago” na Broadwayu.
Dziś pracuje głównie dla telewizji, poza tym wychowuje dzieci i angażuje się w działalność dobroczynną. Nie narzeka, bo – jak mówi – czerpie radość z życia. – Im jestem starsza, tym większy mam dystans i spokój w sobie. Lubię to, co niesie dojrzałość. Oprócz zmarszczek, oczywiście.
[i]Celebrity
20.00 | ale kino! | sobota
Nieugięci
22.15 | tvp 2 | sobota[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA