fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nie muszę dużo gadać

Łukasz Fabiański powstrzymuje Fernando Torresa z Liverpoolu
AFP
Bramkarz Arsenalu Londyn Łukasz Fabiański o tym, jak świat zawirował mu w ostatnich tygodniach, o sztuce zapominania i o ekscytującej w tym sezonie lidze angielskiej
[b]Rz: Noty w angielskich gazetach po wtorkowym meczu Liverpool – Arsenal 4:4: Andrij Arszawin – 9, bo strzelił cztery gole, Łukasz Fabiański – 8, bo mógł przepuścić jeszcze więcej. Gratulował ktoś kiedyś panu po meczu, w którym aż cztery razy wyjmował pan piłkę z siatki?[/b]
[b]Łukasz Fabiański:[/b] W ogóle nie pamiętam takiego meczu, w którym przepuściłbym cztery gole. Sam jestem zdziwiony, nie spodziewałem się, że spotkanie w najwyższej lidze może mieć taki przebieg. Miałem bardzo dużo pracy przez 90 minut, w spotkaniu z takim przeciwnikiem jak Liverpool można się dużo nauczyć. Cieszę się, że eksperci mnie chwalą, że potrafią dostrzec coś dobrego w bramkarzu, kiedy to napastnicy byli w głównej roli.
[b]Nie ma pan do siebie pretensji o żadną interwencję?[/b]
Nigdy nie jestem do końca zadowolony. Kiedy strzelał Yossi Benayoun, piłka odbiła się jeszcze od jednego piłkarza i zwolniła. Byłem w pełnym biegu, na ten pierwszy strzał zareagowałbym lepiej. Żałuję też gola na 4:4, prowadziliśmy w samej końcówce, a mimo to pozwoliliśmy rywalom na wyrównanie. Gdybyśmy wygrali, nikt by nie pamiętał o tym jak graliśmy, liczyłyby się tylko trzy punkty. A tak – pozostał niedosyt.
[b]Liverpool zremisował z Cheslea w Lidze Mistrzów 4: 4, takim samym wynikiem skończyło się wasze spotkanie z Liverpoolem. Tak wygląda nowa piłka angielska? [/b]
Chodzi o to, żeby kibice byli zadowoleni. Te najsilniejsze kluby nigdy nie grają na remis, wiedzą, że bardziej opłaca się bez przerwy atakować, nawet jeśli rywale mieliby stworzyć równie groźne sytuacje. Nikt nie kalkuluje, nie liczy punktów, gole padają w doliczonym czasie gry. Wiadomo, że tytułem mistrzowskim zostanie nagrodzona drużyna, która nie poddawała się nawet w beznadziejnych sytuacjach. Kilka tygodni temu Arsene Wenger powiedział, że to Arsenal, chociaż nie ma większych szans na pierwsze miejsce, będzie decydował, kto wygra ligę. Kiedy po kontuzjach wrócili Cesc Fabregas i Emmanuel Adebayor strzelamy więcej goli i znowu staliśmy się groźni dla wszystkich. A Premiership w tym sezonie jest ekscytująca, myślę, że trzy drużyny o mistrzostwo walczyć będą do ostatniej kolejki.
[b]Spokojne miejsce na ławce rezerwowych zamienił pan na miejsce w centrum wydarzeń. Nie czuje pan, że świat nagle zawirował?[/b]
Zawirował, i to nagle, ale byłem na to gotowy. Na pewno jest inaczej, kiedy bramkarz ma czas, żeby oswoić się z myślą, że teraz będzie bronił. Ja nie miałem czasu, wszystko stało się w okamgnieniu, Manuel Almunia musiał zejść z boiska w meczu Ligi Mistrzów, a ja w kilkanaście sekund musiałem przyjąć na siebie wszystko to, co było do tej pory trochę obok mnie. To jest szansa, ale staram się podejść do niej spokojnie, normalnie. Poza sobotnim meczem z Chelsea przegranym 1:2, gdzie oba gole padły z mojej winy – myślę, że nieźle sobie radzę.
[b]Co się stało z panem w półfinale Pucharu Anglii, przeciwko Chelsea każda pana interwencja była nerwowa.[/b]
Pierwsza była nerwowa, a później się już samo nakręciło. Gdybym był sobą, bylibyśmy w finale. A ja się zagotowałem. Tego dnia obchodziłem 24. urodziny, przyjechali do mnie rodzice, brat. Pozwolili mi zapomnieć o tym, co się stało. Sztuka zapominania w przypadku bramkarza jest bardzo ważna. W angielskiej piłce dobre jest też to, że można się szybko zrehabilitować – w sobotę było kiepsko, to we wtorek mam Liverpool. Też chyba niezły zespół, prawda?
[b]Znowu skromnie mówi pan o tym, że to jest kolejna szansa, zamiast powiedzieć, że teraz powinien pan już pierwszym bramkarzem Arsenalu pozostać...[/b]
Naprawdę nie muszę dużo gadać. Każdy widzi, jak pracuję na treningach i jeśli nadal będę się do nich przykładał, to wcześniej czy później będę podstawowym bramkarzem. W swoim piłkarskim życiu nigdy nie mówiłem sobie, że coś muszę. Staram się, ale podchodzę do tego spokojnie, wciąż jestem sobą. Kiedy wchodziłem na boisko w spotkaniu z Villarreal, miałem myśleć o tym, że teraz to ja muszę? Nie byłoby to zbyt mądre. Uważam, że lepiej niż do Arsenalu trafić nie mogłem. Wenger stawia na młodzież, pod tym względem jest najodważniejszy w Europie. Poza tym to świetny psycholog. Ani razu nie dał mi odczuć, że jestem gdzieś na uboczu wielkiej piłki, powtarzał, żebym był cierpliwy.
[b]Krzyczy pan już na doświadczonych obrońców. Nie ma tremy?[/b]
Mam obrońców świadomych roli bramkarza. Sami mówią mi, żebym na nich krzyczał i podpowiadał, jak mają się ustawić. Nie mam z tym żadnego problemu, cichy jestem na co dzień.
[b]Kiedy kontuzję leczył Edwin van der Sar, w podobnej sytuacji jak pan teraz znalazł się Tomasz Kuszczak w Manchesterze United. On jest bramkarzem numer trzy, nie boi się pan, że z panem będzie tak samo?[/b]
Nie traktowałbym sytuacji Kuszczaka jako przegranej. Za każdym razem stawał na wysokości zadania, wywiązywał się ze swojej roli i na pewno dalej jest w Manchesterze ceniony. Nie martwiłbym się o niego, myślę, że będzie jeszcze grał w United.
[b]W Arsenalu na ławce rezerwowych coraz częściej siada Wojciech Szczęsny. Doczekamy się czasów, gdy o miejsce w bramce drużyny z Londynu rywalizować będą Polacy?[/b]
Możemy się doczekać, bo notowania Wojtka w klubie są bardzo wysokie. Znakomicie spisywał się w meczach rezerw, teraz szybko doszedł do siebie po nieszczęśliwych wypadkach, jakie miał zimą. To jest przyszłość tego klubu.
[b]To prawda, że tylko pan z pierwszej drużyny Arsenalu nie ma jeszcze tatuażu? Odnajduje się pan w ogóle w wielkim Londynie?[/b]
Tatuażu nie ma nas kilku, a problemów z życiem w Londynie nie mam żadnych. Nie mam wiele wolnego, ale gdy tylko przychodzi dzień bez treningów, jadę do centrum zobaczyć coś nowego. To jest magiczne miasto, ciągle przeze mnie nieodkryte, dlatego staram się korzystać z tego, że los pozwolił mi tu mieszkać.
[b]Kibice pana rozpoznają?[/b]
Jak spotkam kibica z krwi i kości, to mnie rozpozna i poprosi o autograf, ale na tle innych graczy z Emirates jestem dalej trochę anonimowy. To jednak zmienia się z każdym meczem.
[b]Może trzeba znaleźć sobie jakąś znaną narzeczoną – aktorkę, modelkę?[/b]
Dziękuję, mam swoją i jest nam bardzo dobrze. Często do mnie przyjeżdża.
[b]Myśli pan, że teraz Leo Beenhakker będzie już stawiał na pana w reprezentacji Polski, nie bojąc się zarzutów, że daje grać rezerwowemu?[/b]
Stawiał już i wcześniej, a mnie się zawsze niezręcznie odnosić do tego typu sugestii. Każde zgrupowanie jest wyzwaniem, zanim się rozpocznie, nie wiadomo, kto będzie bronił.
[b]Ale pana mina przed meczem z Czechami, kiedy Artur Boruc wracał do bramki, wiele mówiła...[/b]
No i co z tego? Moja mina może mówić wiele, ale decyzja i tak należy do trenera. Mogę być zły, ale pretensji mieć nie mam prawa. Przecież nie zmienię się nagle w inną osobę i nie zacznę krzyczeć, że taka sytuacja mi się nie podoba.
[b]Rzeczywiście zagra pan w półfinałach Ligi Mistrzów z Manchesterem United?[/b]
Almunia wrócił już do treningów. Wenger powiedział, że zagram, ale może nie wiedział, że Manuel ma się coraz lepiej?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA