fbTrack

Muzyka

Nieładna, niemłoda, ale wielka gwiazda

Susan Boyle
myparkmag.co.uk
Telewizyjna rozrywka nie dostarcza zbyt wielu wzruszeń. Ale ostatnio oglądając program „Mam talent”, w założeniu jak najbardziej masowy, przeżyłam chwile autentycznego wzruszenia.
„W telewizji”, to w tym wypadku nieścisłe, bo fragmenty angielskiej i amerykańskiej wersji tego programu obejrzałam na Youtube, gdzie zresztą ma oglądalność, o jakiej marzyłby każdy producent. „Mam talent” ma cztery wersje: angielską, amerykańską, australijską i polską. Z polskiej widziałam jeden tylko odcinek – ale ani potencjalne talenty, ani jurorzy, skupieni głównie na tym, jak się mogą sami podlansować, nie zachęcili mnie do obejrzenia następnych. Co innego u Anglików. Tam sprawa została potraktowana profesjonalnie.
W jury zasiadają Simon Cowell, Amanda Holden oraz Piers Morgan. Stare wygi show biznesu, w odróżnieniu od naszych zainteresowani uczestnikami, chociaż nastawieni do nich z potężną rezerwą. Oto na scenie przed pełną salą i jurorami staje starzejąca się kobieta o szerokiej twarzy, siwiejących włosach i licznych podbródkach. To Susan Boyle, bezbrobotna z małego miasteczka w Szkocji. Widać, że w szpilki i estradową suknię ubrała się pierwszy raz w życiu. Co pokaże? - Zaśpiewa. - Kim chciałaby być? - Marzy, żeby być, jak Ellen Page. Tę odpowiedź jurorzy kwitują kpiącym uśmieszkiem, kamera przejeżdża po rozbawionych twarzach na widowni.
Pierwsze dźwięki muzyki i Susan Boyle zaczyna śpiewać „ [link=http://www.youtube.com/watch?v=RxPZh4AnWyk][b]I dreamed a dream[/b][/link]” z musicalu „Les Miserables”. Dźwięcznym, pięknym głosem. I staje się cud. Po kilku taktach sala nieruchomieje, przebiega po niej dreszcz. Zapada cisza, która następnie przechodzi z wolna w jednogłośny gwizd zachwytu. Jurorzy przełykają ślinę ze wzruszenia. Publiczność wstaje. Wstaje też Amanda Holden i bije brawo. - To największe zaskoczenie tego programu - stwierdza Piers Morgan wzruszony. - Kiedy powiedziałaś, że chcesz być jak Ellen Page, wszyscy się śmialiśmy. Teraz nikt się nie śmieje. Byliśmy wszyscy przeciwko tobie. Teraz wstydzimy się za nasz cynizm. Susan Boyle wygrała ten program, a filmik wstawiony do Internetu 11 kwietnia przez dwa dni obejrzało prawie trzy miliony widzów. Internauci głosem zgodnym z angielską prasa uznali Szkotkę za wielkie odkrycie. Nie wiem, jak potoczy się kariera tej kobiety. Być może zostanie drugą Dion Warwick czy Barbrą Streisand. Może tak, a może nie. Mam nadzieję, że przemysł muzyczny nie podda jej obróbce, jakiej podlega dzisiaj każdy człowiek w showbiznesie i która ze wszystkich gwiazd rozrywki czyni podobne do siebie produkty. Bo tym, co wzrusza w tej nieatrakcyjnej amatorce z prowincji, jest nie tylko jej wspaniały głos. Jest to przede wszystkim autentyczność. Nie jest obrobiona, ustawiona, odchudzona, wylansowana. Jest po prostu prawdziwym człowiekiem. Podobne wrażenie miałam oglądając także w angielskim „Mam talent” (też na YT) Paula Pottsa, sprzedawcę telefonów komórkowych, grubasa z ubytkami w uzębieniu, który wprawił w euforię jurorów i widzów śpiewając [link=http://www.youtube.com/watch?v=1k08yxu57NA][b]arię z „Turandot”[/b][/link] najcudowniejszym tenorem. Albo Neal E. Boyd, z wersji amerykańskiej, akwizytor ubezpieczeniowy, amerykański grubas o wadze na około 180 kg. Jego pasja, emocje i przepiękny operowy głos rozentuzjazmowały widownię i wzruszyły jurorów. Ten program pokazuje, jak wielki jest przesyt maszynową produkcją gwiazd. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na szczerość. Gruby, brzydki, stary, nie szkodzi. Ale autentyk, a nie showbiznesowy brojler. Szczerze mówiąc, nie oczekiwałam, że czegoś takiego uświadczę w telewizji.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL