fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jak zarządzać wydatkami

Ekonomika zapomniała o ekonomistach

Podręczniki opisują, jak powinny przebiegać procesy ekonomiczne. Dyskretnym milczeniem pomijają natomiast, jak w rzeczywistości przebiegają
Święta spędziłem przykładnie. Jadłem mało, spacerowałem dużo. Znalazłem też czas na nadrobienie zaległości prasowych. Okazało się to inspirujące.
Witold Gadomski narzeka w felietonie, że „ekonomiści zapomnieli o ekonomii”. Nie chcą pamiętać, że nadmiar ingerencji państwa prowadzi do obniżenia bogactwa społeczeństwa, a nadmierna emisja pieniędzy do zabójczej dla rozwoju inflacji. Listę tę oczywiście można wydłużać i bez wątpienia będzie ona prawdziwa. Tyle tylko, że ja wyciągam z niej odwrotny wniosek.
To nie ekonomiści zapomnieli o ekonomii. To ekonomika (rozumiana jak całość procesów gospodarczych) zapomniała o tym, co wymyślili ekonomiści. Bo podręczniki makroekonomii opisują, jak powinny przebiegać procesy ekonomiczne. Dyskretnym milczeniem pomijają natomiast to, jak w rzeczywistości przebiegają.
A w rzeczywistości rządzi nimi nie ekonomia, lecz ekonomia polityczna. I to, co Witold Gadomski uznaje za zwyrodnienia ekonomiczne, to po prostu podstawowe jej prawa. Z góry oświadczam, że mnie się one nie podobają (ale np. program telewizyjny też mi się nie podoba i nic z tego nie wynika). Ale te prawa są i to one rządzą światem, co bez trudu da się statystycznie wykazać.
Zamiast się na nie obrażać, powinniśmy postępować tak, jak nakazuje metodologia nauki. Trzeba zacząć od faktów, przedstawić zbiór prawidłowości i wyprowadzić z nich prognozę. Wszystkiego tego w felietonie nie zrobię, ale mogę przedstawić wstępny szkic.
Podstawowe prawa ekonomii politycznej to:
- stały wzrost ingerencji państwa w gospodarkę, postępujący mniej więcej od końca XIX wieku,
- stały wzrost wydatków kontrolowanych przez państwo w relacji do PKB (celowo nie używam tu określenia: wydatki budżetu, bo te we wszystkich państwach dalece nie obejmują całych finansów publicznych),
- stała skłonność do luzowania polityki monetarnej (gdyby jej nie było, liczba lat inflacyjnych i deflacyjnych byłaby jednakowa, a faktycznie ich relacja wynosi dziewięć do jednego),
- stała skłonność do podnoszenia kosztów pracy w tempie szybszym, niż wynosi wzrost produkcji.
Co z tych praw wynika? Po pierwsze, cykliczne fazy ożywienia i recesji zamienią się w permanentny stan kryzysowy, ożywienia będą krótkotrwałe i rozwinięte gospodarki będą wchodzić w nie coraz rzadziej i z coraz większym trudem.
Po drugie, rozwinięte gospodarki będą tracić na rzecz państw, które opanowały najnowsze technologie, utrzymując koszty pracy na niskim poziomie (patrz: prawo czwarte). To, że przed 20 laty Stany Zjednoczone wytwarzały blisko 30 proc. światowego PKB, a Chiny i Indie 0,6 proc., dzisiaj mają zaś po 20 proc., dowodzi tego niezbicie.
Powtórzę, wnioski mi się nie podobają. Ale co mogę zrobić? Na razie kupiłem woka i z zapałem gotuję ryż.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA