fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Duma i uprzedzenia

„Gran Torino”
Materiały Promocyjne
Clint Eastwood niezmiennie w świetnej formie – już od ponad trzydziestu lat reżyseruje jeden znakomity film za drugim. W kinach mamy „Oszukaną” z Angeliną Jolie, a w piątek kolejna premiera jego dramatu „Gran Torino”, w którym także zagrał główną rolę i napisał muzykę.
Pięć obrazów w ciągu czterech ostatnich lat, a za nie w reżyserskiej garści m.in. dwa Oscary i dwa Złote Globy. To świetny wynik. Mimo że „Gran Torino”, wzruszający film traktujący m.in. o starości i dezintegracji więzi pokoleniowych w amerykańskiej kulturze, nie otrzymał statuetek, odniósł sukces. W samych tylko Stanach i Kanadzie zysk sześciokrotnie przewyższył 33-milionowy budżet.
[srodtytul]Lekcje tolerancji[/srodtytul] Walta Kowalskiego poznajemy jako świeżo owdowiałego ojca dwóch dorosłych synów, z którymi nie umie nawiązać kontaktu, i dziadka dla wnuków, które go nie znoszą i mają do niego stosunek roszczeniowy, wyizolowanego ze społeczności. Główny bohater to zapiekły rasista i antyklerykał, dumny weteran wojny w Korei, cynik i człowiek pełen uprzedzeń, którego słowa i działania od razu wyzwalają emocje – w bohaterach filmu i widzach. Przez 50 lat był robotnikiem w fabryce Forda w Detroit – w tym mieście toczy się akcja – i sam złożył na taśmie produkcyjnej egzemplarz Gran Torino (model z 1972 r.).
W filmie Eastwooda tytułowy samochód staje się symbolem niknącego świata człowieka pracy, wspólnoty, staromodnych wartości Ameryki odchodzącej w przeszłość. Sąsiadami Walta byli zawsze koledzy z pracy, teraz są nimi imigranci z Azji, Latynosi i czarnoskórzy, których Kowalski nienawidzi. Obok mieszkają Hmongowie – mniejszość laotańska walcząca po stronie Amerykanów podczas wojny w Wietnamie. Gdy młody Thao jest coraz częściej nagabywany przez jeden z gangów zmuszający go w końcu do kradzieży Gran Torino Walta, a ten łapie go na gorącym uczynku, zamiast iść na policję, ulega prośbom sąsiadów i bierze chłopaka „na służbę”, w czasie której niedoszły złodziej musi odpokutować swój uczynek. I tak lody zostają przełamane. Bliski kontakt uczy tolerancji. Walt zaczyna traktować Thao jak własnego syna (podobnie jak grany przez niego w „Za wszelką cenę” z 2004 r. trener boksu bierze odpowiedzialność za Maggie w interpretacji Hilary Swank, jak za swoją córkę) w zdecydowany sposób. Wiedząc o swojej śmiertelnej chorobie, pomaga jemu i jego rezolutnej siostrze Sue uniezależnić się od szantażującego ich gangu. Eastwood wspaniale pokazał, jak Walt walczy z demonami zakorzenionymi w nim od czasów Korei, w związku z upiornymi rzeczami, jakie robił i widział na wojnie. Jak w końcu odnajduje wewnętrzny spokój, otwierając się na innych. W finale filmu, przypominającym zakończenia wielkich westernów, Kowalski jest już innym człowiekiem, jeszcze dumniejszym, ale już pozbawionym uprzedzeń. [srodtytul]Bez owijania w bawełnę[/srodtytul] – Jeśli chcesz zagrać takiego faceta jak Walt, musisz pójść na całość. Nie ma mowy o hollywoodzkiej politycznej poprawności i to jest w porządku, bo nie można owijać spraw w bawełnę – mówi Eastwood o swoim bohaterze, ale też o nastawieniu, z jakim reżyseruje filmy. Oprócz „Gran Torino” widać je szczególnie wyraźnie w związku z dyptykiem z 2006 r. „Sztandar chwały” i „Listy z Iwo Jimy”. Wydawałoby się, że niewiele już można wnieść do bardzo schematycznego gatunku filmu wojennego, a jednak Clint Eastwood nasączył te obrazy odświeżającą dawką ponurej ironii, goryczy, odrobiną sarkazmu, przenikliwością i spojrzeniem kompletnie pozbawionym iluzji co do istoty wojny. W „Sztandarze chwały” – który otarł się o wielkość – poddał błyskotliwej analizie mechanizmy amerykańskiego public relations, które na zapleczu wojennego frontu preparowały daleki od prawdy wizerunek bohaterów. Odważnie postawił pod znakiem zapytania ideę bohaterstwa, pokazując, jak przeinacza i pomija się fakty, by stworzyć PR-owsko bezbłędny obraz żołnierzy bez skazy. Tam także po raz kolejny skomponował idealnie wpasowującą się w klimat obrazu ścieżkę dźwiękową. [srodtytul]Nie dla nastolatków[/srodtytul] – Zawsze lubię próbować różnych rzeczy, różnych gatunków i historii, które mają w sobie element dramatyczny, mogą wygenerować konflikt i które do mnie przemawiają, a ich postaci muszą pokonać przeszkody. To dla mnie wyzwanie – stwierdza Eastwood. Przyznaje, że niekoniecznie szuka mrocznych tematów. One same się pojawiają i rzeczywiście przeważają w jego nowych filmach. Tak jak w przypadku dwóch obrazów wojennych, a także „Rzeki tajemnic” (2003), „Za wszelką cenę” oraz „Oszukanej” – posępnej, inspirowanej faktami historii matki, której podmieniono syna, z przerażającym wątkiem mordowanych dzieci w tle. Jeszcze w tym roku w grudniu w USA kolejna premiera 79-letniego Eastwooda. Ten projekt będzie miał zupełnie inną atmosferę.„The Human Factor” to dramat polityczny i opowieść o wyjątkowym pomyśle Nelsona Mandeli, jak zjednoczyć naród w rok po objęciu prezydentury, korzystając z rozgrywek Pucharu Świata w rugby w 1995 r. w RPA. Debiutująca wówczas w odbywających się co cztery lata zawodach narodowa drużyna Springboks zajęła pierwsze miejsce (obecnie również pozostaje najlepsza na świecie). Dla Eastwooda to wyjątkowa historia – sposób, w jaki Mandela sprawił, że południowi Afrykańczycy poczuli się dumni i jak pozwoliło mu to rozwiązać wewnętrzne problemy w państwie.– Nie chcę kopiować bieżących trendów ani robić kina dla nastolatków. Chcę, żeby ludzie czerpali z kina coś więcej – mówi reżyser, którego każdy kolejny film jest wydarzeniem.Życie Warszawy
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA