fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Jak SB i KGB tropiły Bursztynową Komnatę

Zrabowane przez Niemców dzieło sztuki do dziś nie zostało odnalezione. Na zdjęciu rekonstrukcja Bursztynowej Komnaty zaprezentowana dziennikarzom w 2003 roku w Petersburgu
PAP/EPA
Więziony w Polsce zbrodniarz uniknął kary. Służby liczyły, że zarządca Prus Wschodnich Erich Koch zdradzi im miejsce ukrycia skarbu – wynika z akt IPN, do których dotarła „Rz”
Przez cały okres PRL Służba Bezpieczeństwa i oraz sowiecki KGB prowadziły operacje mające na celu odkrycie miejsca, w którym ukryto Bursztynową Komnatę – rosyjski skarb zrabowany przez Niemców podczas II wojny światowej. Potwierdzają to przechowywane w IPN akta personalne zbrodniarza wojennego Ericha Kocha. Wiele z tych odtajnionych dokumentów dziennikarz „Rz” przeczytał jako pierwszy.
[srodtytul]Odkładana egzekucja[/srodtytul]
Gauleiter Prus Wschodnich, odpowiedzialny za ludobójstwo w Polsce i na Ukrainie, po wojnie ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem. W 1950 r. Erich Koch został wydany Polsce. Aż dziewięć lat czekał na wyrok. Został skazany na śmierć, jednak wyroku nigdy nie wykonano. Oficjalnie podawano, że egzekucję odłożono ze względu na obłożną chorobę więźnia. Choć w korespondencji z władzami naczelnik więzienia twierdził, że lekarze nie widzą żadnych przeciwwskazań do egzekucji.
3 kwietnia 1967 r. o jak najszybsze wykonanie egzekucji do władz Polski apelował Leonhard Schwartz, przewodniczący jednej z organizacji ofiar nazizmu z RFN. Władze komunistyczne jednak nie tylko nie chciały pozbawić Kocha życia, ale robiły wszystko, by żył jak najdłużej. Kiedy zachorował na raka pęcherza, załatwiono mu najlepszego chirurga i przewieziono na operację do Łodzi. W więzieniu Kocha też traktowano specjalnie. Nie dość, że miał lepsze jedzenie, to jeszcze prenumerowano dla niego prasę niemiecką oraz dostarczano mu papier i przybory pisarskie bez ograniczeń. Koch zmarł śmiercią naturalną w 1986 r. w wieku 90 lat w więzieniu w Barczewie.
Co ciekawe, przez wiele lat był więziony bez podstawy prawnej. PRL-owskie prawo stanowiło bowiem, że jeśli orzeczona kara śmierci nie zostanie wykonana w ciągu dziesięciu lat, to automatycznie zamieniana jest na 25 lat pozbawienia wolności. W PRL-owskim kodeksie karnym nie było kary dożywocia.
Jak wynika z akt IPN, do których dotarliśmy, zbrodniarz uniknął stryczka ze względu na wiedzę o Bursztynowej Komnacie.
[srodtytul]Ukryte mikrofony Służby Bezpieczeństwa[/srodtytul]
W 1964 r. na zlecenie KGB rosyjski naukowiec profesor Dimitryj Olderogge odwiedził Kocha w więzieniu.
Koch opowiedział mu szczegółowo, co wie o Bursztynowej Komnacie. Rozmowy były nagrywane z ukrycia. W IPN znajduje się ich zapis liczący kilkadziesiąt stron.
Profesor Olderogge (w stenogramie błędnie napisano jego nazwisko jako Oberogge), sowiecki akademik z Leningradu, był etnografem specjalizującym się w Afryce. Do rozmowy z Kochem został wybrany przez KGB dlatego, że z pochodzenia był Niemcem i nawet studiował w Berlinie. Rozmawiał z Kochem dwa razy 21 i 23 września 1964 r. Pomieszczenie, w którym rozmawiali, zostało przez SB naszpikowane ukrytymi mikrofonami.
Koch deklarował, że pomoże Sowietom w szukaniu Bursztynowej Komnaty. „Uważam, że jest to skandal, olbrzymie świństwo, że podarek, który król pruski Fryderyk Wielki (komnatę podarował Fryderyk Wilhelm I – red.) zrobił carowi Piotrowi I, został ukradziony. Zapewniam pana, że gdybym wiedział, gdy byłem w Królewcu, na pewno wyciągnąłbym konsekwencje i zrobił szaloną awanturę. Istnieją bowiem rzeczy, których nie wolno robić, także podczas wojny” – przekonywał profesora Olderogge.
W rzeczywistości Koch w czasie wojny był jednym z największych rabusiów dzieł sztuki. Współodpowiadał za zagrabienie Bursztynowej Komnaty.
Trop bursztynowego skarbu urywa się w Królewcu. Wiadomo, że Niemcy w 1942 r. przewieźli dzieło do tamtejszego zamku.
Gauleiter Prus Wschodnich w rozmowie z profesorem twierdził, że skarb zapewne nigdy nie opuścił tego miejsca.
„Sądzę, że sala nie wyszła z Królewca. Najdokładniej kontrolowałem ostatnie okręty, aby nie dostało się na nie nic poza rannymi, kobietami i dziećmi. Nie widzę takiej możliwości, bo takiej sali nie da się ostatecznie wywieźć w walizce. Przecież to wielka rzecz. Przypuszczam, że została ona w Królewcu do końca” – mówił.
Koch kłamał. Większość kobiet i dzieci z Królewca uciekała na piechotę, statki wywoziły zaś często partyjnych bonzów, w tym także jego.
[wyimek]Erich Koch prosił Sowietów o zorganizowanie tajnej wyprawy po skarb, w której chciał wziąć udział[/wyimek]
Inwigilowany przez służby niemiecki zbrodniarz twierdził, że komnata została najprawdopodobniej ukryta w jednym z bunkrów.
„Jest pewien bunkier w Królewcu, który dokładnie znam, nie dlatego, że go widziałem, tylko dlatego, że mam w nim moje prywatne rzeczy. Proszę stwierdzić, czy w jednym z bunkrów Królewca Rosjanie znaleźli jedyny portret Bismarcka, na którym jest on namalowany w ubraniu cywilnym. Istnieje tylko jeden taki obraz, na wszystkich namalowano go w mundurze wojskowym. Ponadto mały portrecik Kanta, także jedyny na świecie. To cenne obrazy, warte miliony. Rzeczy te ukryto na moje polecenie” – opowiadał. Sugerował, że wraz z jego zbiorami ukryto również Bursztynową Komnatę.
[srodtytul]Operacje „Jantar” i „Komnata”[/srodtytul]
Służba Bezpieczeństwa prowadziła operacje dotyczące skarbu z bursztynu pod kryptonimami „Jantar” oraz „Komnata”. W katalogach IPN nie ma informacji, by ich akta były dostępne w archiwum. Być może nadal spoczywają w zasobach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ostatnie akta dotyczące Ericha Kocha ABW przekazała dopiero w ubiegłym roku. Niewątpliwie większość dokumentów z akt Kocha trafiała również do akt operacji „Jantar” i „Komnata”.
W aktach zbrodniarza znajdują się też np. relacje polskich robotników przymusowych w Prusach Wschodnich, którzy twierdzili, że widzieli Niemców ukrywających pod koniec wojny tajemnicze skrzynie nieopodal Królewca. Pierwszy z nich, Józef Janowski, jako miejsce ukrycia wskazywał zamek Neuhausen położony 12 km od Królewca (dziś Gurjewsk w obwodzie kaliningradzkim). Twierdził, że widział, jak SS zamurowało w jednej z piwnic zamkowych tajemnicze skrzynie i starannie zamaskowało wejście. Sporządził nawet szczegółowy plan tego miejsca. Podobną relację złożył Stanisław Śledziewski, opisując miejscowość Lorenc. Obie relacje za pośrednictwem KGB trafiły do Ermitażu w Leningradzie.
[srodtytul]Koch chciał jechać[/srodtytul]
Były gauleiter Prus Wschodnich prosił Rosjan o zorganizowanie potajemnej wyprawy do Królewca, w której chciał wziąć udział. Prosił również o dostarczenie planów Królewca. Twierdził, że może osobiście wskazać lokalizację bunkra.
Sprawa wyprawy Kocha do Prus Wschodnich pojawia się w kilku dokumentach. Monitował on między innymi ambasadę Rosji o zorganizowanie tego wyjazdu.
W jednym z raportów polski urzędnik prosił o przyspieszenie organizacji wyjazdu Ericha Kocha w związku ze zbliżającą się zimą. Czy do tej wyprawy doszło, nie wiadomo. W aktach nie ma na ten temat żadnych informacji.
Kochem interesowali się nie tylko Sowieci. W dokumentach jest opis śledztwa prowadzonego w sprawie niezidentyfikowanych mężczyzn, którzy w nocy w lesie zaczepiali strażnika więziennego z Barczewa. Chcieli się skontaktować ze zbrodniarzem.
Kilka lat temu autor tego tekstu ujawnił, że jeden ze strażników potajemnie wyniósł notatki Kocha z więzienia, w tym jego testament. Wówczas sprawą zainteresowali się przedstawiciele rosyjskiej ambasady.
W aktach Kocha jest także wiele wątków interesujących historyków III Rzeszy. Opowiadał on m.in. o nocy długich noży, ucieczce Rudolfa Hessa do Anglii czy szefie Abwehry Wilhelmie Canarisie.
Wskazówki Kocha nie doprowadziły Sowietów do komnaty. Jeśli przetrwała wojnę, nadal czeka na swojego odkrywcę.
[ramka][b]Erich Koch, gauleiter Prus Wschodnich[/b]
Koch urodził w 1896 r. w Nadrenii. Podobnie jak Adolf Hitler był weteranem I wojny światowej. W ramach Freikorpsów walczył przeciw powstaniom śląskim. Do NSDAP wstąpił w 1922 r. Do końca życia przechwalał się legitymacją partyjną numer 88. Brał udział w akcjach sabotowania demilitaryzacji Nadrenii, co przysporzyło mu zwolenników.
W 1928 roku uczyniono go gauleiterem Prus Wschodnich. W 1934 roku omal nie stracił życia. Był bowiem przedstawicielem lewicowego skrzydła NSDAP i przyjaźnił się z braćmi Stasserami. Kiedy Hitler w czasie nocy długich noży rozprawił się z SA oraz frakcją Stasserów, Koch przebywał w Berlinie. Zdołał się ukryć. Hitler pozostawił go na stanowisku. Koch odwdzięczył się Führerowi, likwidując (przynajmniej oficjalnie) bezrobocie w Prusach Wschodnich oraz ogłaszając swój okręg wolnym od Żydów (judenrein).
W czasie wojny objął władzę m.in. na Białostocczyźnie i Działdowszczyźnie, gdzie zaprowadził rządy terroru. Podlegli mu ludzie np. zmuszali synów, by wieszali własnych rodziców w zamian za obietnice darowania życia, z której się nie wywiązywali. Podobnymi metodami posługiwał się, kiedy oddano pod jego władzę cywilną administrację na Ukrainie. Przeciw jego okrucieństwom protestowali nawet dowódcy wojskowi.
Hitler jednak chronił Kocha, który wybudował mu na Ukrainie kwaterę wojenną w Winnicy.
Kiedy Sowieci ruszyli na Niemcy i zdobyli Prusy Wschodnie, Kochowi udało się uciec.
Po wojnie ukrywał się do 1949 roku, kiedy to Brytyjczycy schwytali go w Hamburgu. Rok później został wydany Polakom. Mimo wydanego wyroku śmierci zmarł śmiercią naturalną jako 90-latek
w więzieniu w Barczewie. [/ramka]
[ramka][b]Cenny podarunek dla rosyjskiego cara[/b]
Bursztynowa Komnata powstała na początku XVIII wieku z inicjatywy króla Prus Fryderyka I Hohenzollerna. Prace nad gabinetem trwały 11 lat. Odpowiednio dobrane bursztyny tworzyły płaskorzeźby, ornamenty przedstawiające girlandy, herby, scenki rodzajowe. Sufity zdobiły żyrandole. Były także bursztynowe świeczniki. W 1716 roku car Rosji Piotr I po raz pierwszy zobaczył komnatę i był nią tak zachwycony, że król Prus postanowił mu ją podarować. W zamian za ten wspaniały dar car wysłał Fryderykowi kilkudziesięciu rosyjskich wojaków. Tym samym przypieczętowano sojusz rosyjsko-pruski. Wkrótce gabinet rozmontowano i przewieziono do Petersburga, gdzie nierozpakowany leżał aż do śmierci cara.
Katarzyna I kazała zmontować komnatę w jednej z sal Pałacu Zimowego.
Na polecenie córki Katarzyny rozbudowano ją i wzbogacono licznymi dodatkami. W sali o wymiarach 10,5 na 11,5 m zamontowano 24 lustra i wiele ozdób oraz meble.
Później Bursztynową Komnatę przeniesiono do Carskiego Sioła, gdzie przez 200 lat zdobiła wnętrze Pałacu Jekatierinskiego.
W czasie II wojny światowej pałac został zbombardowany i splądrowany przez Niemców. W 1941 r. mieli oni zdemontować Bursztynową Komnatę. W niemieckich dokumentach wojskowych odnotowano, że demontaż mozaiki trwał 36 godzin.
Jesienią 1941 roku zabytek spakowany w skrzyniach przewieziono do pokrzyżackiego zamku w Królewcu.
Tutaj odnowiono unikatowe dzieło sztuki i zainstalowano w jednym z pomieszczeń.
W 1944 r. komnatę ponownie zapakowano do skrzyń.
9 kwietnia 1945 r. Armia Czerwona zdobyła zamek w Królewcu. Ale bursztynowego skarbu cara nie odnaleziono. Do dziś nie wiadomo, co się stało z komnatą.
[i]rs[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA