Muzyka

Prawdziwa historia Maanamu

Maanam w czasie warszawskiego koncertu w 1996 r. Na pierwszym planie Kora, w tle Marek Jackowski i Ryszard „Ricardo” Olesiński
PAP/CAF, Filip Miller FM Filip Miller
Kiedy Kora w czasie pierwszej „Solidarności” śpiewała „Żądzę pieniądza”, gwiazdy rocka brzydziły się mamoną. W cenie był bunt. Czy po roku 1989 środowisko muzyczne zmieniło poglądy i zaczęły się liczyć tylko pieniądze?
Na początku grudnia Kora i Marek Jackowski wydali wspólne oświadczenie, że zawieszają działalność Maanamu.
– Nastąpiło między nami pęknięcie – przyznaje Marek Jackowski. – Jednak 30 lat działalności zrobiło swoje, wiele małżeństw nie przetrwało tyle czasu razem, co my na scenie. Może fanom nas szkoda, ale tak musiało być. Na wiosnę wydaję nową płytę z zespołem The Goodboys. Z przekąsem można powiedzieć, że Maanam zawiesiła dopiero telewizja, która z właściwym sobie refleksem nagłośniła temat w sylwestra, bo tylko wtedy muzyka jest dla niej ważna.
    Bohaterką informacji była już jednak tylko Kora. Wiadomo, Marek Jackowski mieszka we Włoszech i dotrzeć do niego jest niezwykle trudno! Nie ma telefonów, Internetu, Skype’a, korespondentów. Tymczasem umknęła ważna kwestia. Nie mam ambicji Joanny Szczepkowskiej, która ogłosiła koniec komunizmu, ale tak się składa, że jakoś trzeba oznajmić koniec polskiego rocka. Oczywiście w formie, jaką pamiętamy z czasów komunizmu. A więc zbuntowanego, krytycznego wobec rzeczywistości. Wolnego od związków z nadawcami, wydawcami i reklamodawcami. Chodzi o to, że muzykowanie przestało być dla wielu naszych rockowych legend powołaniem i misją, a stało się zajęciem w rozrywce i niewiele ma wspólnego z dawną artystyczną niezależnością. – Nic się nie skończyło, gram dalej pod szyldem Kora, śpiewam repertuar Maanamu, bo firmowałam wszystkie płyty – protestuje Kora. – Marek był, owszem, ale w końcu górę wziął jego egoizm. Kiedy był zmęczony, nie jeździł na koncerty. Dla mnie muzyka jest priorytetem. Łatwo jest rzucać oskarżenia. To takie polskie. Ale Maanam jako symbol komercjalizacji polskiego rocka jest faktem, choć brzmi to jak złośliwość losu. Wielu znawców show-biznesu ostrzegało, że początkiem końca są wielkie niebiletowane koncerty. – To bzdura – oburza się Kora. – Kiedy na początku lat 90. sprzedawaliśmy po kilkaset tysięcy egzemplarzy każdego albumu, chcieliśmy współpracować z prywatnymi mediami, bo się nam wydawało, że poszerzymy obszar wolności. To dotyczyło mojego udziału w TVN, rozkręcaniu RMF FM. Stąd się wzięła Wielka Majówka Radia Zet. Wtedy wszystkie nasze piosenki wchodziły na radiową antenę. Teraz komercyjne radia odwróciły się od nas, a darmowe koncerty odzwyczaiły ludzi od kupowania biletów. Nie spodziewaliśmy się tego, bo nie wychowaliśmy się w kapitalizmie. W czasie transformacji robi się takie błędy.     – Na pewno ludzie przyzwyczaili się do festynów – nie muszą płacić, a mają wszystko z okazji świąt miast i imprez zamkniętych – komentuje Marek Jackowski. – Maanam też w to wszedł. Menedżerowie nie widzieli innego manewru. Generalnie nastąpiły drastyczne zmiany, jeśli chodzi o show-biznes. Więcej znaczy pieniądz niż idea. Zdeprecjonowano pojęcie gwiazdy, znaczenie debiutu. Kiedyś trzeba było udowodnić, że się ma talent i osobowość, teraz w mediach dominują ludzie, którzy nic nie osiągnęli. Trwa wielki skok na bank. Straciły wartość sztuka, wrażliwość, przyjaźnie. Zespół z 30-letnim dorobkiem był lekceważony. Czy to już jest tylko historia? Trudno powiedzieć. Dla wielu negatywnym symptomem była zmiana składu przed nagraniem „Znaków szczególnych” w 2004 r. Z Korą Jackowską i Markiem Jackowskim przestali grać wtedy Ryszard i Krzysztof Olesińscy oraz Paweł Markowski. Na stronie www.maanam.pl można przeczytać, że odeszli na własną prośbę. Takie tłumaczenie źle się kojarzy, nieoficjalnie komentowano, że odejście trójki z podstawowego składu miało również aspekt finansowy. Grając z nowymi, młodymi muzykami, liderzy mogli utrzymać własne stawki za występy, które w innym przypadku musiałyby zmaleć. – Podział honorariów był sprawiedliwy: połowa była dla mnie i Kory, druga dla członków, którzy nie komponowali, a to nie był chór Stuligrosza, tylko trzy osoby – mówi Marek Jackowski. – Odeszli, mówiąc, że ze mną mogą grać, a z Korą nie. Była wymagająca, może aż nadto. Chłopcy mieli dość dyscypliny w takich sprawach jak fryzury czy kamizelka wypatrzona przez Korę w sklepie Jedność Łowiecka, podobna do tej, jaką miał Chad Smith, perkusista Red Hot Chili Peppers. Młodzi muzycy mieli mniejsze stawki, ale nie narzekali.     Ostatnio Maanam dawał już tylko zamknięte koncerty dla firm, co trudno uznać za kontynuację dawnych standardów w rocku. Marek Jackowski po wypadku nie występował. Z oryginalnego składu na scenie można było podziwiać tylko Korę. Nie kryła zresztą swojego rozgoryczenia, a także zmęczenia. – Świat się zmienia, ja się zmieniam – mówiła Kora „Rz” rok temu. – Chciałabym mieć znowu punkowy nastrój, ale czasy, gdy jeździliśmy po Polsce dla sławy, chwały, prawie za darmo – należą do przeszłości. Nie oszukujmy się, Maanam jest drogą grupą i niełatwo byłoby nas sprzedawać w małych salach. Czuję się perfekcjonistką i chcę wychodzić na scenę z poczuciem wewnętrznej siły i radości. Bo po to jestem na scenie, żeby ludzie też się dobrze czuli. Maanam dotknął kryzys, miejmy nadzieję, że chwilowy, i Kora z Markiem Jackowskim znowu zagrają razem W piątek Kora dodała: – Maanam zawsze miał sponsorów, bo chcę pracować w godnych warunkach. Teraz też będę ich szukać. Nie pytajcie artystów o pieniądze, tylko o to, dlaczego w Polsce nie ma klubów i sal koncertowych, gdzie moglibyśmy się spotkać w higienicznych warunkach. Dlaczego mam się ciągle upokarzać, żyć gorzej niż zachodni artyści?Maanamowi trzeba oddać, że dał z siebie z wszystko. Przez wiele lat żył w trasie, w najtrudniejszych peerelowskich warunkach. – Bardzo niedobrze jest pracować z mężem. Odradzam. Jak wszyscy wiedzą, jedność miejsca, czasu i akcji to fundament tragedii greckiej – ironizowała Kora kilka lat temu. – Graliśmy ogromną liczbę koncertów. Powinniśmy być z tego powodu niesłychanie bogatymi ludźmi. A byliśmy wykorzystywani jak Łysek z pokładu Idy.     Rockowe życie już w latach 80. doprowadziło Maanam do zawieszenia, a Korę i Marka Jackowskiego do rozstania. – Tułaliśmy się z dwójką dzieci, żyliśmy na walizkach – wspominał Marek Jackowski. – Po koncertach trafialiśmy na tak zwany dołek, gdzie późną nocą bawili się cinkciarze, tajniacy, prostytutki, no i my, Lady Pank, TSA, Oddział Zamknięty. Kiedy grupa wracała w 1989 r., Marek Jackowski mówił, że czuł się jak Eric Clapton po wyjściu z heroinowego nałogu. – Ludzie mogą nam zarzucać, że przyszły pieniądze – mówił kilka lat temu. – Normalna rzecz, jak się gra. To efekt naszej ciężkiej pracy. Czuję w kościach tysiące kilometrów, prób, koncertów. Ale dzięki temu nasza muzyka jest wiarygodna. Maanam został zawieszony, bo zerwała się więź między liderami. Kora mówi, że Jackowski nie przyjeżdżał na próby, on – że Kora nie przysyłała mu od dawna nowych tekstów, które zawsze były punktem wyjścia do pracy nad nową płytą. Rozstali się po raz drugi. Ucierpiała legenda Maanamu jako jednej z najbardziej zadziornych grup. Ale może za jakiś czas się okaże, że dzięki przerwie zespół nagra kolejną dobrą płytę.     Poza Kultem mało kto gra koncerty w klubach za wpływy z biletów. Decydują się na to Voo-Voo, Hey, T.Love, Dżem, Myslovitz, Lady Pank, Wilki, TSA, choć niektóre z tych grup występują też na imprezach zamkniętych. Kontrakty sponsorskie stały się zasadą życia koncertowego Kayah i Anny Marii Jopek. Agnieszka Chylińska udziela się w talk-show. Dawni buntownicy dostarczają chwili wytchnienia po ciężkiej pracy. Tak jak my chcą żyć w dobrych warunkach: mieć nowe samochody, wolny czas, podróżować. Taką samą lekcję dali fanom najwięksi światowego rocka, którzy są dziś mniej artystami, a bardziej biznesmenami. Show-biznesmenami. Słuchacze też powinni się uderzyć w piersi. Uważali, że muzyka jest za darmo albo powinna być tania. Nie kupowali płyt oraz biletów na koncerty. Cieszyli się z darmowych występów, z tego, że mogli wydać pieniądze nie na bilet, tylko na piwo i kiełbaskę. A darmowych koncertów nie ma. Są tylko niebiletowane, za które musi zapłacić podatnik lub konsument reklamowanych produktów. Jak się okazało, koszty ponieśliśmy wszyscy. I zżera nas coraz większa żądza pieniądza.   Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mailto=j.cieslak@rp.pl">j.cieslak@rp.pl     Raz dwa raz dwa Oddech szczura Kocham cię kochanie moje Lipstick On The Glass Luciola  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL