fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Przyszłość Ukrainy jest w Europie

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Piotr Kościński
Jedynym sposobem wyjścia z kryzysu w kraju są nowe wybory parlamentarne – mówi prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko
[b]Rz: Koalicja rządowa na Ukrainie przestała istnieć, a przedterminowe wybory parlamentarne stoją pod znakiem zapytania. Jak chce pan rozwiązać kryzys polityczny?[/b]
[b]Wiktor Juszczenko:[/b] Na Ukrainie trwa dyskusja, w jakim kierunku powinien zmierzać nasz kraj. Cofać się do przeszłości czy kierować w stronę Europy? Ten właśnie dylemat spowodował rozpad poprzedniej koalicji. Gdy jeden z naszych sojuszników (Blok Julii Tymoszenko – red.) zaczął dążyć do stworzenia nowej większości, chcąc zmienić kurs, jakim podążał nasz kraj, inni uczestnicy koalicji uznali to za polityczną zdradę. Dziś nie ma powrotu do starej koalicji. Nie ma się o co targować, chodzi o zasady.Idea utworzenia przez Blok Julii Tymoszenko większości z Partią Regionów i z komunistami była nie do przyjęcia dla naszego obozu. A pani premier (Julii Tymoszenko – red.) nie udało się sformować nowej większości. Być może zabrakło odpowiednich przywilejów czy posad dla przyszłych sojuszników. Nowa koalicja więc nie powstała. Jest tylko jedna możliwa reakcja na wywołany przez panią premier permanentny kryzys w naszym kraju – nowe wybory parlamentarne.W ciągu najbliższych tygodni musimy rozwiązać kilka kwestii. Jest rzeczą oczywistą, że przeprowadzenie przedterminowych wyborów w okolicy świąt Bożego Narodzenia, byłoby nierozsądne. Najważniejsze jest więc podjęcie działań antykryzysowych i przyjęcie budżetu na 2009 rok. Budżet zaś powinien zawierać punkt mówiący o finansowaniu wyborów.
[b]Niektórzy rosyjscy politycy ostrzegają przed rozpadem Ukrainy. Mówią wprost, że Krym jest rosyjski. Jak pan na to reaguje?[/b]
Z Rosją mamy podpisany traktat o partnerstwie i przyjaźni. Ale jest też uchwała rosyjskiego parlamentu z 1993 roku, która podkreśla, że Sewastopol jest nieodłączną częścią terytorium ro- syjskiego. We wzajemnych stosunkach mamy wiele do zrobienia. Nie zakończyliśmy wytyczania granicy, nie przeprowadziliśmy delimitacji granicy morskiej, trwa napięcie wokół wyspy Tuzła. Niełatwą kwestią jest także wyprowadzenie z Krymu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w 2017 roku, a Konstytucja Ukrainy zabrania stacjonowania na naszym terytorium obcej armii. Ale możemy dojść do porozumienia dzięki dialogowi władz dwóch krajów na różnych szczeblach, przy poszanowaniu przez Rosję ukraińskiej suwerenności i ukraińskiego prawa. Co do nas – dobre stosunki z Rosją są nam po prostu potrzebne i uważamy, że mamy ku temu podstawy.
[b]Co się stanie, jeśli na Ukrainie władzę przejmą siły prorosyjskie, na przykład Partia Regionów Wiktora Janukowycza?[/b]
Jednolicie proeuropejska jest tylko Nasza Ukraina, a jednolicie antyzachodni – tylko komuniści. Innych ugrupowań nie da się podzielić na białe i czarne. W Bloku Julii Tymoszenko są ludzie, którzy zdecydowanie popierają politykę prozachodnią, ale są i przeciwnicy takiej polityki. Podobnie w Partii Regionów. To nie jest ugrupowanie pozbawione poczucia patriotyzmu, przywiązania do ojczyzny. W tej partii większość wcale nie chce powrotu do przeszłości. Jest w niej wielu biznesmenów, których przedsiębiorstwa nie działają w Rosji, ale w Europie Zachodniej czy w USA. Co więcej, większość Ukraińców nastawiona jest proeuropejsko.
[b]A jak chciałby pan przekonać nieprzekonanych?[/b]
Polska pod rządami komunistów była około 40 lat, a Ukraina – 73 lata. Są u nas ludzie, którzy przez 60 lat czytali „Prawdę”, pełną kłamstw o NATO i Europie Zachodniej. Trudno, by nagle zaczęli myśleć inaczej. Ukraina w XX wieku sześć razy ogłaszała niepodległość. Pięć razy nasza niepodległość trwała krótko: dobę, dwie, najdłużej kilka miesięcy. Naród ukraiński istnieje 1000 lat, ale państwa nie miał przez 350. Zwracam się więc do każdego Ukraińca z pytaniem: jak chcesz zapewnić bezpieczeństwo i stabilność swoim dzieciom? Nie mamy szans na zbrojenie, odpowiedź może więc być tylko jedna: poprzez integrację z europejskimi strukturami bezpieczeństwa. I dlatego jestem optymistą. Kilkanaście lat temu wejścia do NATO chciało 8 procent Ukraińców, a teraz 33 procent. To wyraźna pozytywna tendencja.
[b]Na Ukrainie Zachodniej stawia się pomniki Stepana Bandery, czci pamięć bojowników UPA, którzy w czasie II wojny światowej wymordowali na Wołyniu i w Galicji Wschodniej tysiące Polaków. Czy nie sądzi pan, że po okresie wręcz demonstrowanego polsko-ukraińskiego pojednania oddalamy się od siebie?[/b]
Zdecydowanie nie! Mamy bardzo skomplikowaną wspólną historię. Aby na tej historii budować stosunki, musimy bardzo szczerze odnosić się do przeszłości. Musimy pochylić głowy i prosić o wzajemne wybaczenie. Ale nie chodzi o to, by Polacy czy Ukraińcy zapominali o swojej historii i o swych bohaterach. Nie – choć trzeba szukać kompromisu. Historię musimy pokazywać uczciwie, ze wszystkimi grzechami i pomyłkami. To dobra podstawa dla porozumienia.
Siedemnaście lat temu powstała niepodległa Ukraina. Nie ma państwa bez narodu, a narodu bez historii. A na historię niepodległego narodu składają się karty walki o niepodległość. I dlatego dziś na Ukrainie przypomina się ludzi, którzy działali na rzecz naszej niepodległości. Dwa miesiące temu był taki program w naszej telewizji – wybierano dziesięciu najbardziej znaczących Ukraińców. Na trzecim miejscu znalazł się Stepan Bandera. I nie wynikało to z żadnych antypolskich czy antyrosyjskich nastrojów, ale z jego zasług dla Ukrainy.
Myślę, że dziś wielu Polaków uważa Ukraińców za przyjaciół, a zdecydowana większość Ukraińców widzi przyjaciół w Polakach. Moimi przyjaciółmi są polski prezydent, premier, marszałek Sejmu, wielu polskich polityków i biznesmenów. To już coś więcej niż polityka.
[i]Wywiad przeprowadzony wspólnie z Polsat News, Polskim Radiem i AFP [/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA