fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Gdybym miał trzeci policzek

Michał Listkiewicz jutro przestanie być szefem PZPN. Apeluje do czterech kandydatów na nowego prezesa, by porozumieli się przed wyborami
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Ustępujący prezes PZPN specjalnie dla „Rz” o swoich największych porażkach, o trenerach, którzy mu się udali, i o tym, dlaczego nowym szefem związku powinien być Lato albo Boniek
[b]Rz: Dzisiaj ostatni dzień pańskiego prezesowania. Jak będzie pan wspominał te dziewięć lat?[/b]
[b]Michał Listkiewicz[/b]: Jako najtrudniejszy okres w moim życiu. Kariera sędziowska minęła mi beztrosko i wspaniale. Byłem na mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich. Sen, który nagle się skończył. Gdybym przewidywał, co się wydarzy później, pewnie nigdy nie zgodziłbym się być prezesem. Były miłe chwile, jak kolejne awanse na wielkie turnieje, było przyznanie Polsce i Ukrainie organizacji Euro w 2012 r. Dla takich momentów warto żyć, ale bywało też strasznie. Sprofanowano grób moich rodziców, grożono śmiercią mnie, mojej żonie i synowi. Kiedy byłem prezesem, zamordowano mi mamę. Może gdybym nie wyjechał wtedy za granicę na mecz reprezentacji Polski i byłbym w domu, do niczego by nie doszło? Jestem zmęczony. Nerwy żony są w fatalnym stanie. Za dużo zapłaciłem za tych Palikotów, za te świńskie ryje.
[wyimek]Nie jestem bawidamkiem z cygarem. Może za dużo wziąłem na siebie i dlatego się pogubiłem[/wyimek]
[b]Był pan prezesem awansów na turnieje i polskiego Euro 2012 czy raczej gigantycznej korupcji?[/b]
Byłem prezesem i tego, i tego. Słowa o czarnej owcy przeszły do klasyki, ale ja naprawdę wierzyłem, że aresztowanych może być najwyżej pięć, sześć osób. Przysięgam na życie swoich dzieci, że nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów oszustwa. To mój największy błąd: podanie choremu witaminy C, wtedy gdy potrzebował antybiotyku albo chirurga. Antybiotyk w końcu podano. Późno, ale na szczęście pacjent żyje. Uważam, że teraz polska piłka jest czysta, a przepisy antykorupcyjne mamy najostrzejsze na świecie. Byłem też prezesem sukcesu, chociaż niektórzy twierdzą, że w ogóle nie przyczyniłem się do przyznania nam Euro. Oczywiście Hryhorij Surkis miał ważniejszą rolę, ale nie liczy się tylko ten, kto strzela gole, ale i ten, kto wybija piłkę spod własnej bramki.
[b]Zbyt mało osób zauważa, że PZPN przez dziewięć lat zmienił się też na dobre?[/b]
Nie zdawałem sobie sprawy, że media mogą aż tak zmanipulować opinię publiczną. Z PZPN zrobiono wroga polskiej piłki numer 1. Poza tymi tchórzami, którzy grozili mi anonimowo, na ulicy czy w pociągu spotykałem się też z wieloma oznakami sympatii, nie umiałem jednak tego sprzedać. Myślę, że byliśmy jedną z największych organizacji charytatywnych w Polsce. Odchodzę z Miodowej z grubą teczką podziękowań od domów dziecka, ludzi, którzy po różnych katastrofach znaleźli się w potrzebie, a my im pomagaliśmy. W samym PZPN też dużo zmieniłem, choćby 75 procent kadr. Na tegoroczne mistrzostwa Europy wysłaliśmy czterech trzydziestoletnich pracowników, znających języki i po skończonych dwóch fakultetach. A jednak w świa- domości kibiców działacz PZPN pozostał gościem w kufajce i berecie z antenką.
[b]Największym salonowcem był jednak sam Lisktiewicz i przez to nie miał czasu pilnować swojego folwarku.[/b]
To prawda. Dałem się zaszufladkować jako bawidamek z cygarem w ustach. Palić cygara nauczył mnie najwspanialszy człowiek, jakiego spotkałem – Kazimierz Górski, ale teraz, jak się chce komuś przypiąć łatkę kryminalisty, to się go z cygarem pokazuje... Może nie potrafiłem dobrze poukładać pracy. Może za dużo na siebie wziąłem i musiałem się pogubić. Poza tym chętnie mówiłem o wszystkim mediom, nawet o chuliganach w drugiej lidze. I tak zapracowałem na to, żeby PZPN to był tylko Listkiewicz.
[b]Więcej grzechów pan nie pamięta?[/b]
Zmieniłem czterech czy pięciu szefów sędziów. Z jednej strony to dobrze, bo reagowałem. Z drugiej – źle, bo okazało się, że stawiałem na niewłaściwych ludzi. Do trenerów za to miałem dobrą rękę. Jerzy Engel, Paweł Janas i Leo Beenhakker to prawdziwi fachowcy, którzy dali reprezentacji sukcesy. Adam Olkowicz też mi się udał. No i na koniec rzecznik prasowy. Zbigniew Koźmiński to Jan Himilsbach rzeczników. Naturszczyk, a lepszy od zawodowców.
[b]Może wrócimy jeszcze do błędów?[/b]
Byłbym lepszym prezesem, gdybym nie chciał każdemu nieba przychylić i gdybym miał ograniczone zaufanie. A ja kocham ludzi, tak mnie wychowano. Żona mówi, że jakbym miał trzeci policzek, to też bym nadstawił.
[b]W wyborach popiera pan Grzegorza Latę. Po to, żeby ludzie zobaczyli, że ten Listkiewicz nie był taki zły?[/b]
Popieram całą czwórkę, bo to moi dobrzy koledzy i każdy ma coś do zaoferowania. Nazwiska Zdzisia Kręciny i Tomka Jagodzińskiego przy Zbyszku Bońku i Lacie znaczą jednak w świecie dużo mniej. Według mnie najlepiej byłoby, gdyby wszyscy się porozumieli. Tak samo było w 1999 roku, kiedy kandydatów było czterech, ale panowie Kolator i Boniek porozumieli się z panem Listkiewiczem i dzień przed zjazdem ustalili, że ich opcję reprezentował będzie ten ostatni. Niestety szef może być tylko jeden.
[b]Kto?[/b]
Któryś z dwóch byłych piłkarzy.
[b]Wrócę do poprzedniego pytania: popiera pan Latę, żeby ludzie dobrze wspominali Listkiewicza?[/b]
Nie doceniacie Laty. Ma w swoim dorobku życiowym więcej niż grę w piłkę. Był senatorem, w swoim mieście jest bardzo szanowany. Chciałbym, żeby PZPN po Listkiewiczu radził sobie z tym, z czym nie radził sobie Listkiewicz. Ja zajmę się Euro 2012. Mam tylko nadzieję, że nowy prezes nie wpadnie na pomysł, żeby w połowie przeprawy zmieniać konie w zaprzęgu. Od kilkunastu lat reprezentuję Polskę w UEFA i FIFA z dobrym skutkiem. Zarzucano mi, że nie zadbałem o naszych sędziów, tymczasem Grzegorz Gilewski jest niemalże pewnym kandydatem do sędziowania na mundialu. Obroniłem go, chociaż były już zakusy na jego pozycję.
[b]Popierając Latę, popiera pan zwolnienie Leo Beenhakkera.[/b]
Uważam, że zwolnienie trenera byłoby strzałem w stopę. Grześkowi ktoś przypisał zdanie, że rozwiązałby umowę z Beenhakkerem, ale to nieprawda.
[b]Beenhakker może uprzedzić wydarzenia i sam poda się do dymisji.[/b]
Dla niego liczy się tylko dobro drużyny i tego nie zrobi. Nie podejmuje decyzji na skutek emocji. Poza tym jeszcze raz podkreślę, że nie popieram Laty. Kiedyś Lato podawał do Bońka, Boniek do Laty, a dzisiaj pamiętamy tylko, że Polska wygrywała mecze. Apeluję do chłopaków, żeby i tym razem tak do tego podeszli.
[b]Nie wydaje się panu dziwne, że nie kandyduje Jerzy Engel? Przecież to człowiek z dużymi ambicjami.[/b]
Nie angażując się w sprawy bieżące, może osiągnąć wielki sukces. Pracuje nad reformą szkolenia, to może być jego cel, tak jak moim jest organizacja mistrzostw Europy. Nie mogę teraz o tym za bardzo mówić, ale wiem, że turniej w 2012 r. w naszym kraju jest niezagrożony. Chyba że sami go sobie odbierzemy.
[b]Myśli pan, że do jutrzejszych wyborów nie zdarzy się już nic nieoczekiwanego i dojdą wreszcie do skutku?[/b]
Pod rządami nowej ustawy o sporcie kwalifikowanym miałem mniejsze uprawnienia niż prezes związku pszczelarzy czy hodowców królików. Dlaczego więc politycy tak się nami interesują? Moim zdaniem nie z powodu pieniędzy, którymi obracamy, bo nie są aż tak wielkie. Chodzi raczej o nośność tematu. Prezes PZPN występuje w mediach częściej niż niejeden minister. Mojej żonie nie podoba się, że gdy wychodzimy z restauracji, to robi się cisza, a ludzie mówią: „Patrz, Listkiewicz jadł”. Ale innym to się może podobać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA