fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Zmierzch polskich stoczni

Stocznia Gdyńska
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Anna Słojewska
Szanse na uratowanie polskich stoczni przed upadłością są minimalne. Minister skarbu Aleksander Grad wrócił dziś w nocy z Brukseli z niczym.
Unijna Komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes nie pozostawiła wczoraj polskiemu ministrowi wątpliwości, że program prywatyzacji stoczni w obecnej formie nie znajdzie akceptacji Komisji Europejskiej.
Nie wiadomo kiedy dokładnie Bruksela ogłosi negatywną decyzję. Formalnie stanowisko Neelie Kroes musi zaakceptować cała Komisja. Jej członkowie rzadko kontestują decyzje innych komisarzy. Już raz jednak, w czerwcu przewodniczący Jose Barroso skłonił swoją holenderską koleżankę do wstrzymania decyzji negatywnej. Polska dostała dodatkowe wówczas trzy miesiące na przygotowania nowych planów restrukturyzacji.
Jeśli ostateczna decyzja KE będzie jednak negatywna, to stocznie będą musiały zwrócić całą dotychczasową pomoc publiczną, co w praktyce oznacza ich upadłość. Na dodatek po decyzji Brukseli podmioty, wobec których stocznie zalegają z płatnościami, zażądają ich natychmiastowej zapłaty. Wartość długów stoczni szacuje się na kilka miliardów złotych.
Teoretycznie polski rząd może zaskarżyć decyzję KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Specjaliści mają jednak wątpliwości odnośnie do szans powodzenia takiego wniosku. – W tej sprawie przepisy mówią, że Komisja sama decyduje o zastosowaniu łagodniejszych reguł. Trudno będzie dowieść, że powinna była to zrobić w przypadku polskich stoczni – uważa Asger Petersen z kancelarii Cleary Gottlieb Steen & Hamilton.
Przedstawiciele ISD Polska, który jest właścicielem Stoczni Gdańsk i przygotował wspólny program restrukturyzacji zakładów w Gdańsku i Gdyni, nie chcą na razie komentować negatywnych sygnałów dochodzących z Brukseli. – We wtorek wzięliśmy udział w spotkaniu z przedstawicielami Komisji Europejskiej, które miało charakter roboczy. Wyjaśnialiśmy kilka kwestii, odnośnie których powstały wątpliwości. Przedstawiliśmy też dodatkowe gwarancje dotyczące inwestora – mówi „Rz” Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska. – Nie bardzo rozumiemy, co naprawdę stało się podczas spotkania ministra Grada z komisarz Kroes.
– Nasz zakład już raz, w 2002 roku, został zamknięty. Były zwolnienia. To może się powtórzyć – uważa Zbigniew Żmijewski, szef „Solidarności” szczecińskiej stoczni.
Większym optymistą jest rzecznik Gdyńskiej „S”. Jest przekonany, że upadek programu nie jest jeszcze przesądzony. – Pani komisarz Kroes jest znana z tego, że kieruje się twardym rachunkiem ekonomicznym. A teraz przyszedł też czas na politykę. Nie wiadomo, czy Komisja Europejska zdecyduje się tuż przed wyborami do europarlamentu potraktować Polskę tak surowo – mówi Marek Lewandowski. – Upadłość nie jest końcem świata – dodaje.
– Obowiązkiem rządu było przygotowanie takiego programu, który Komisja przyjmie. A to był po prostu zły plan. Pieniądze podatnika zostałyby wydane, a przemysł okrętowy nadal nie byłby rentowny – ocenia Roman Gałęzowski, szef „Solidarności” Stoczni Gdańsk.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA