fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Gafa doradcy McCaina

AP
Kolejny atak terrorystyczny na Amerykę korzystnie wpłynąłby na szanse Johna McCaina – stwierdził czołowy strateg republikańskiego kandydata na prezydenta. Wrzawa, jaka się rozpętała, ilustruje znaną prawdę: doradcy bywają przekleństwem polityków
– Gafa jest wtedy, gdy polityk mówi prawdę – powiedział kiedyś znany amerykański komentator polityczny Michael Kinsley. Jak się okazuje, to samo odnosi się do doradców polityków, czego dowodem jest medialne zamieszanie wokół głównego stratega kampanii McCaina.
W wypowiedzi dla magazynu „Fortune” Charlie Black, wcześniej jeden z najbardziej znanych lobbystów w Waszyngtonie, stwierdził, że kolejne uderzenie terrorystów na amerykańskiej ziemi byłoby „bardzo korzystne” dla jego pracodawcy. Jakby tego było mało, Black poszedł dalej, twierdząc, że zabójstwo Benazir Bhutto w Pakistanie „mogło uratować kandydaturę McCaina”, bo przypomniało wyborcom w USA, że czasy są niebezpieczne i potrzebny jest twardy, doświadczony przywódca.
Demokraci nie zamierzali przepuścić takiej okazji i błyskawiczne uderzyli, rozpętując medialną zawieruchę wobec Blacka. – To straszliwy blamaż. Barack Obama zamierza skończyć z tego rodzaju cyniczną, konfrontacyjną polityką – oświadczył rzecznik demokratycznego kandydata Bill Burton.
John McCain był wyraźnie niezadowolony: zamiast mówić o swym nowym planie przerwania zależności Ameryki od ropy, musiał komentować głupią wypowiedź doradcy. – Stanowczo się z nim nie zgadzam – podkreślał ze srogą miną. Black szybko przeprosił, określając własne słowa jako nieprzemyślane i nie na miejscu. Większość komentatorów przyznaje: wypowiedź była głupia, choć prawdopodobnie prawdziwa. Czyli kinsleyowska gafa.
Afera Blacka ilustruje problem, z jakim borykać się muszą wszyscy kandydaci na prezydenta. Bez szerokiej grupy zaufanych doradców żaden z nich nie byłby w stanie zajść daleko. Jak jednak pokazuje przypadek Blacka, doradcy mogą być przekleństwem.
W zespole McCaina są znane i doświadczone osoby: eksdyrektor CIA James Woolsey, były senator Phil Gramm czy była szefowa koncernu Hewlett-Packard Carly Fiorina. Ale nawet oni są celem ataków, które mogą osłabić pozycję samego kandydata. Na swej stronie www.democrats.org Partia Demokratyczna prowadzi rubrykę „Z doradcami takimi jak ci...” poświęconą zespołowi ekonomicznemu w sztabie McCaina. Autorzy strony przedstawiają tam Fiorinę i Gramma jako bezwzględne rekiny wielkiego biznesu, ludzi powiązanych z potężnymi grupami interesu. Z kolei trzeci czołowy doradca ekonomiczny senator z Arizony, niegdyś szef biura budżetowego Kongresu, Douglas Holtz-Eakin ukazywany jest jako fachowiec, który w imię doraźnego interesu politycznego zdradził własne ideały.
Także Obama, który zgromadził wokół siebie imponującą grupę nazwisk z administracji Billa Clintona, dobrze zna ten problem. W maju z jego kampanii wycofał się nieformalny doradca do spraw Bliskiego Wschodu Robert Malley, gdy jedna z brytyjskich gazet zaczęła się interesować jego spotkaniami z przedstawicielami Hamasu. Malley wyjaśnił, że jako specjalista międzynarodowego think tanku International Crisis Group musi się spotykać także z Hamasem, co nie oznacza jego poparcia dla tej organizacji.
Źródłem problemów Obamy jest zespół doradców zajmujący się poszukiwaniem kandydata na wiceprezydenta. Najpierw wycofał się z niego biznesmen Jim Johnson, gdy prasa ujawniła, że wykorzystywał swą pozycję do uzyskania kredytu hipotecznego. Teraz pod ostrzałem znajduje się Eric Holder, były zastępca sekretarza sprawiedliwości, któremu prawica wypomina rolę w ułaskawieniu powiązanego z prezydentem oszusta podatkowego czy wydanie sześcioletniego Eliana Gonzaleza Kubie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA