fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Niepubliczne przedszkola zarabiają na naiwnych rodzicach

Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Pobieranie opłat za posiłki, choć dziecko nie chodzi na zajęcia, i konieczność płacenia za miesiące, gdy placówka jest zamknięta – to najczęstsze grzechy prywatnych przedszkoli
Raport o tym opublikował właśnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urzędnicy zbadali 200 niepublicznych przedszkoli na terenie całego kraju.
Przestudiowali wzorce umów i regulaminy stosowane w nich. Tylko co piąta placówka nie budziła ich zastrzeżeń, a 137 przedszkoli czeka postępowanie i prawdopodobnie kary za naruszanie interesów konsumentów nakładane na podstawie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (DzU z 2007 r. nr 50, poz. 331 ze zm.).
Rodzice, oddając dziecko do prywatnego przedszkola, zawierają umowę o świadczenie usług dydaktyczno-opiekuńczych. Jest ona sformułowana na piśmie. To właśnie część klauzul zawartych w takich umowach kwestionuje UOKiK.
Lista grzechów jest długa. Przedszkola zastrzegają sobie prawo do jednostronnego i natychmiastowego wypowiedzenia umowy, gdy np. rodzice przez kilka dni zalegają z zapłatą czesnego. – To praktyka niezgodna z prawem, bo rozwiązanie umowy nie może nastąpić bez wcześniejszego wezwania rodziców do uregulowania należności w danym terminie – mówi Elżbieta Kołodziej, zastępca dyrektora wrocławskiej delegatury UOKiK. Rodzice są też wtedy w środku roku pozbawieni możliwości znalezienia innego przedszkola, bo tamte albo mają listy rezerwowe, albo brakuje w nich miejsc.
W niektórych placówkach dziecko może z dnia na dzień stracić miejsce w razie nieusprawiedliwionej kilkudniowej nieobecności, a nawet wówczas, gdy rodzice próbują zwracać uwagę na niedociągnięcia w przedszkolu (czyli „naruszają harmonijną współpracę z placówką”).
Przedszkola chcą też zmieniać istotne warunki umowy bez dawania rodzicom prawa do odstąpienia od niej. Chodzi głównie o niejasne zasady podwyżek czesnego. Rodzicom nie daje się np. prawa odstąpienia od umowy w razie podwyżki opłat.
Prawie połowa skontrolowanych placówek ma w umowie zapisane, że będzie pobierać opłaty za wyżywienie w czasie nieobecności dziecka lub czesne za okres, w którym przedszkole jest zamknięte (np. miesiące letnie). Tymczasem nie wolno brać pieniędzy za usługę, której się nie wykonuje. W niektórych umowach pojawiają się zastrzeżenia, że zdjęcia dzieci będą wykorzystane do celów marketingowych w gazetach, w Internecie i w telewizji.
Urzędnicy podważają też klauzule przewidujące, że przedszkole nie zapewnia opieki nad dziećmi, gdy nie mogą wziąć udziału w zajęciach poza siedzibą przedszkola (np. pójść na wycieczkę), oraz stanowiące, że gdy liczba obecnych nie przekracza 10, to dyrektor w tym dniu może zdecydować o zamknięciu placówki.
Zła opinia o zapisach umów z przedszkolami nie oznacza jeszcze, że aż tak źle jest w praktyce. – Pojawiają się skargi na prywatne przedszkola, choć nie ma ich specjalnie dużo jak na liczbę tych placówek – mówi Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie, prawdziwym zagłębiu prywatnych przedszkoli. Rodzice pytają często m.in. o upoważnienia do odbioru maluchów przez osoby, które nie są ich rodzicami, skarżą się też, że część placówek pobiera opłaty za dodatkowe zajęcia nawet wtedy, kiedy je odwołuje albo zmniejsza ich ilość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA