fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Liczy się kierowca

Deszczowy wyścig o Grand Prix Monako pokazał, że w Formule 1 jednak nie zawsze liczy się dobry samochód. W deszczu, na najbardziej wymagającym torze mistrzostw świata, najważniejsze były opanowanie i bezbłędna jazda.
Śliska nawierzchnia, wymagająca od kierowców maksymalnej koncentracji przez dwie godziny obłędnej jazdy między wąsko rozstawionymi barierami, oddziela prawdziwych mistrzów od pozostałych - solidnych i bardzo szybkich zawodników, którzy jednak czasami potrafią popełniać błędy.
Jackie Stewart, Ayrton Senna, Michael Schumacher - trzej najlepsi kierowcy minionego 40-lecia zdobyli łącznie 13 tytułów mistrzowskich, każdy z nich doskonale radził sobie na mokrej nawierzchni. Może nie czas porównywać Roberta Kubicy do tej wielkiej trójki, ale podczas niedzielnego wyścigu Polak pokazał kunszt i opanowanie godne największych gwiazd Formuły 1. Dzielnie walczył z tańczącym jak na lodzie samochodem, a kiedy opony wreszcie zaczynały pracować, jak należy, potrafił odrabiać dystans do jadących teoretycznie szybszymi wyścigówkami kierowców Ferrari. Jak sam przyznał, kilka razy o włos uniknął poślizgu i kolizji z bezlitosnymi barierami, ale - w przeciwieństwie do Hamiltona, Massy, Raikkonena czy Alonso - zawsze wychodził z opresji obronną ręką.
Kubica popisał się także świetnym wyczuciem sytuacji, kiedy niemalże wymusił na swoim zespole zmianę opon na te przeznaczone do jazdy po suchym torze. Przez dwa okrążenia krzyczał do inżyniera, że chce zjechać do boksu - wiedział, że pojedzie szybciej na nowym ogumieniu. Zespół Polaka obserwował jednak czasy Alonso, który na taką zmianę zdecydował się wcześniej. Dopiero kiedy Hiszpan uzyskał najlepszy czas okrążenia, Polak mógł zjechać na zmianę. Po niej zdobył drugie miejsce - jadący przed nim Massa zjechał trzy okrążenia później i wyjeżdżając z alei serwisowej, mógł tylko bezradnie patrzeć, jak jego ślizgające się ferrari zostaje wyprzedzone przez biało-granatowe bmw Saubera.
Trzy lata temu na zlanym deszczem torze Oschersleben Kubica wygrał w ciągu jednego weekendu dwa wyścigi w World Series by Renault, dokonując takiej sztuki jako pierwszy kierowca w historii tej serii. Rok później debiutował w wyścigu Formuły 1 na mokrym Hungaroringu i dotarł do mety - nie bez przygód, znów związanych z ciśnieniem w oponach - na siódmej pozycji. W zeszłym sezonie zatankowanym pod korek samochodem wyprzedził na torze w Chinach obydwu kierowców Ferrari i po jednym okrążeniu na prowadzeniu zjechał na pobocze z defektem.
Im trudniejsze warunki, tym jaśniej błyszczy gwiazda Kubicy - choć jego BMW Sauber coraz bardziej ustępuje samochodom Ferrari czy McLarena. Są jednak sytuacje, w których liczy się przede wszystkim opanowanie i talent zawodnika. Na nasze szczęście akurat tego Polakowi nie brakuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA