fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Uwaga na leki na zgagę

Popularne leki na zgagę przyczyniają się do wzrostu zagrożenia zawałem serca - uważają naukowcy.
123RF
Powszechnie stosowane w terapii schorzeń układu pokarmowego leki poważnie zwiększają ryzyko chorób serca — alarmują badacze. Przeanalizowali dane medyczne prawie 3 mln pacjentów.

Chodzi o tzw. inhibitory pompy protonowej. Mimo groźnie brzmiącej nazwy to jedne z najskuteczniejszych i najczęściej stosowanych substancji hamujących wytwarzanie kwasu solnego w żołądku. Ten mechanizm sprawia, że stosuje się je w terapii choroby wrzodowej żołądka, refluksu, stanów zapalnych przełyku, czy podczas terapii antybiotykowej. Są również dostępne bez recepty jako leki na zgagę.

Do najczęściej stosowanych leków tej kategorii należą omeprazol i pantoprazol. Są one dostępne pod m.in. nazwami Polprazol, Bioprazol czy Controloc. Naukowcy szacują, że ten rodzaj leków jest jednym z najpowszechniej stosowanych w krajach rozwiniętych — znajdują się w pierwszej piątce najczęściej używanych. Roczna wartość sprzedaży oceniana jest na 13 miliardów dolarów.

To właśnie przed nimi ostrzegają Uniwersytetu Stanforda na łamach poważnego pisma „PLoS One". Oceniają oni, że ryzyko zawału serca u osób przyjmujących takie leki rośnie od 16 do nawet 21 proc.

- Nasze wcześniejsze badania wskazywały, że działanie inhibitorów pompy protonowej negatywnie wpływa na śródbłonek — taki rodzaj teflonowej wyściółki naczyń krwionośnych — mówi dr John Cooke, jeden z autorów tych analiz. — Ta obserwacja naprowadziła nas na trop hipotezy, że wszyscy, którzy przyjmują leki tej kategorii są narażeni na zawał. Dlatego sprawdziliśmy dwie duże populacje pacjentów, sprawdzając jaki jest efekt przyjmowania inhibitorów pompy protonowej oraz innych leków o podobnym zastosowaniu.

W „sercowych sprawach" inhibitory pompy protonowej były podejrzewane od dłuższego czasu. Ale naukowcy sądzili, że wyższe ryzyko dotyczy wyłącznie pacjentów przyjmujących inne leki — m.in. przeciwpłytkowy klopidogrel przepisywany pacjentom po zawale bądź z wysokim ryzykiem wystąpienia incydentów sercowo-naczyniowych. Podejrzewano, że między lekami zachodzi jakaś interakcja.

Wtedy z pomocą przyszły tzw. systemy big data, czyli wielkie zbiory informacji pozwalające znaleźć statystyczne zależności między pozornie odległymi zjawiskami. Naukowcy wzięli pod lupę informacje o 1,8 mln pacjentów w archiwach wydziału medycznego Uniwersytetu Stanforda (STRIDE) oraz dodatkowo 1,1 mln z internetowego archiwum Practice Fusion. Dane oczywiście pozbawiono informacji pozwalających na bezpośrednią identyfikację pacjentów.

- Spojrzeliśmy na dane obejmujące osoby, którym przepisano inhibitory pompy protonowej w leczeniu refluksu, którzy nie mieli żadnej historii chorób sercowo-naczyniowych — opisuje główny autor badań dr Nigham H. Shah. — I wyniki jednoznacznie wskazują, że istnieje związek między tymi lekami, a podwyższonym ryzykiem zawału w całej populacji.

Czy zatem mamy cierpieć na pieczenie w żołądku, nie sięgając po doraźne leki? Tu zespół dr Shaha podpowiada, że podobnego „zawałowego" działania nie doświadczali pacjenci korzystający ze starszej generacji leków. Chodzi o wprowadzone do użytku na początku lat 70. ubiegłego wieku blokery receptora H2. Należą do nich m.in. cymetydyna, ranitydyna i famotydyna. Pierwszy lek został wycofany z Polski z powodu pojawienia się lepszych i skuteczniejszych substancji hamujących wytwarzanie kwasu w żołądku. Dwa kolejne są dostępne pod nazwami m.in. Ranigast, czy Famogast. Problem z blokerami receptora H2 polega jednak na tym, że są one mniej skuteczne od np. omeprazolu i również powodują liczne działania niepożądane.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA