fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Ułuda apolityczności

Paweł Kukiz i Ryszard Petru chcą zastąpić złych polityków i partie „niepolitykami” i „niepartiami". Gdyby tak się stało, wpadlibyśmy z deszczu pod rynnę – pisze Marek Migalski
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Kukiz i Petru szukają naiwnych

W ostatnim czasie objawiły się nam dwie inicjatywy, które jawnie deklarują swoją „apolityczność" i „apartyjność" – to ruch związany z Pawłem Kukizem oraz stowarzyszenie NowoczesnaPL Ryszarda Petru. Ten pierwszy lider wykrzykuje w twarz swoim oponentom i zwolennikom, że nienawidzi partii oraz że sam nie jest żadnym politykiem, tylko wkurzonym obywatelem. W podobnym, choć mniej emocjonalnym stylu przedstawił się nam w ostatnią niedzielę Petru, odżegnując się od tego, iżby miał tworzyć partię, a na swoim kongresie zaprezentował się w towarzystwie młodych ludzi sukcesu i działaczy społecznych, a nie polityków.

Tyle że tak jak buty dobrze może uszyć nam szewc, a szybę umiejętnie wstawić szklarz, tak skuteczną politykę mogą robić wyłącznie politycy. Demokracja zaś nie może poprawnie funkcjonować bez partii. Nie można więc udawać, że się tego nie wie, i zaczynać odkrywanie Ameryki po raz kolejny. Zamiast debaty na temat tego, jakie powinny być partie i jak skutecznie rozliczać polityków z ich pracy, obaj aktywiści prowadzą nas na manowce, sugerując, że nasze życie i przyszłość Rzeczypospolitej mogą się obyć bez polityków i polityki. Otóż nie mogą i ktoś, kto twierdzi inaczej, albo świadomie kłamie, albo nie ma bladego pojęcia o funkcjonowaniu współczesnego mechanizmu państwowego.

Uprawianie polityki wymaga pewnych specyficznych umiejętności, talentów i wiedzy. I są to nieco inne umiejętności, talenty i wiedza niż te, które są niezbędne społecznemu aktywiście czy działaczowi organizacji pozarządowej. Nie da się tego obejść czy zastąpić czymś innym. Polityka to po prostu osobna dziedzina życia i chcąc się w niej dobrze sprawdzać, należy posiąść konieczne do tego zasoby. Są to w skrócie: zdolności komunikacyjne, łatwość szybkiego czytania dokumentów, wiedza prawnicza, umiejętności organizacyjne, inteligencja emocjonalna, wiedza o funkcjonowaniu państwa i gospodarki itp.

Wszystkiego tego można się nauczyć, ale udawanie, że to dokładnie to samo co w innych dziedzinach życia, jest ułudą i wprowadzaniem ludzi w błąd. Polityka, dokładnie tak jak prowadzenie samochodu lub obsługa suwnicy, wymaga określonych i specyficznych umiejętności. Zadaniem obywateli winno być świadome wybieranie tych, którzy w tym fachu są lepsi, a nie odrzucanie wszystkich w imię populistycznych haseł walki z „politykierami".

Podobnie jest z niechęcią do partii. Nie wymyślono na świecie demokracji, która mogłaby się obyć bez nich. Zadaniem mądrego demosu nie powinno być więc odrzucanie partii jako takich, ale racjonalny wybór między nimi. Ci, którzy brzydzą się partiami i deklarują niechęć do nich, w istocie deklarują niechęć do realnej demokracji. Przejawiają także naiwno-dziecięcą wiarę w to, że wszystko może być inaczej, nie tłumacząc za bardzo, na czym to „inaczej" miałoby polegać.

Dlatego tak niebezpieczny jest ten trend zapoczątkowany przez Kukiza, a kontynuowany przez Petru. Bo można co prawda do parlamentu wprowadzić „niepolityków" i stworzyć z nich klub poselski. Udowodnił to w polskich warunkach Janusz Palikot. Ale też właśnie jego historia pokazuje, co się potem z takimi „niepolitykami" dzieje – jak szybko stają się oni bezproduktywni, jak nieudolnie poruszają się w politycznej materii, jak bardzo marnują swój mandat. Tylko o kilkorgu spośród ponad 40 „palikotowców" możemy powiedzieć, że nie zawiedli oczekiwań swoich wyborców.

Zatem kwestia tego, czy Kukiz i Petru wprowadzą swoich ludzi do przyszłego parlamentu, jest intrygująca, ale ciekawszym pytaniem jest to, co się z nimi stanie, gdy już uda się im ta sztuka. Co się stanie z tymi ich „niepolitykami" i z tymi ich „niepartiami"?

Bo choć coraz bardziej narasta w nas niechęć do dotychczasowego jałowego sporu na linii PO–PiS i coraz wyraźniej widać, że on się kończy, to jednak ironią losu byłoby, gdyby zastąpiło go starcie formacji tak mgławicowych i magmowatych jak inicjatywy Kukiza i Petru. Obaj oferują swoje produkty jako coś całkowicie odmiennego od tego, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory. Złych polityków i zapatrzone w siebie partie chcą zastąpić „niepolitykami" i „niepartiami". Gdyby tak się stało, wpadlibyśmy z deszczu pod rynnę. Bo w polskiej demokracji, tak zresztą jak w każdej innej, nie chodzi o to, by polityków i partie wymienić na „niepolityków" i „niepartie", ale by słabych polityków i złe partie zastąpić mądrymi politykami i dobrymi (a przynajmniej lepszymi) partiami.

Wiara w to, że Kukiz i Petru znaleźli cudowną miksturę na wszelkie nasze bolączki, może być miła, ale byłaby świadectwem naiwności z naszej strony. Jeśli chcą oni naprawdę walczyć z patologiami naszego życia społecznego i ekonomicznego, winni pokazać, z jakimi politykami (nawet właśnie wchodzącymi do życia publicznego) chcą to zrobić i jakie programy mają mieć ich partie. Inaczej będzie można podejrzewać, że albo nas oszukują (tak naprawdę udając tylko świętych naiwniaków, którzy nie rozumieją, z czym wiąże się polityka), albo naprawdę wierzą w to, że można uprawiać politykę bez partii i bez polityków. W obu przypadkach głosowanie na nich byłoby przejawem ekscentryczności ze strony wyborców.

Polityki nie da się uprawiać bez polityków, a demokracja nie może funkcjonować bez partii. Warto o tym pamiętać na jesieni tego roku.

Autor jest politologiem, był europosłem PiS, PJN i Polski Razem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA