fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Pan Kukiz jest modny

Andrzej Olechowski
Fotorzepa/Robert Gardziński
PO potrzeba szokowej kuracji, by odzyskać wigor. Ale jej szanse maleją z każdym dniem.

Rz: Bronisław Komorowski miał być prezydentem naszej wolności, tymczasem naród zwolnił go z pełnienia obowiązku głowy państwa.

Andrzej Olechowski, jeden z założycieli PO, były szef MSZ:
Zaskoczyła mnie porażka Bronisława Komorowskiego. To była zła kampania, ale też nikt się nie spodziewał, że konkurent okaże się tak silny.

Siła kampanii Andrzeja Dudy tkwiła w słabości kampanii Bronisława Komorowskiego?


Nie tylko. Wcześniej prawie nieznany Andrzej Duda okazał się bardzo udanym kandydatem, pracowitym, zaangażowanym, przekonującym. W końcówce kampanii z uznaniem obserwowałem jego wysiłki. Ale mimo tego tych wyborów nie powinien wygrać.

Dlaczego?

W mojej ocenie główną przyczyną przegranej Bronisława Komorowskiego była Platforma Obywatelska. Mówiąc obrazowo, to nie Andrzej Duda wyskoczył tak wysoko z wody, tylko poziom wody mocno opadł. Od dłuższego czasu krakałem, że elektorat PO jest rozczarowany. Alarmowałem, że od partii rządzącej odeszli młodzi wyborcy. Ostrzegałem, że Polacy cenią prezydenta Komorowskiego za styl sprawowania urzędu, ale przestali łączyć swoje nadzieje i aspiracje z PO. I wykrakałem Komorowskiemu porażkę.

Przegrał przez PO?

Tak. Był dobrym prezydentem, ale jednoznacznie był prezydentem Platformy Obywatelskiej. To nie ulegało wątpliwości. Odcinanie się od PO było naiwne. Komorowski zapłacił porażką za osiem lat rządów PO i brak własnego programu politycznego.

Tylko?

Walczył o stanowisko, nie o sprawę. Nie zarysował żadnej kwestii, która zainspirowałaby Polaków do tego stopnia, że naród powiedziałby: musimy wybrać ponownie Komorowskiego na prezydenta, bo inaczej ważne postulaty nie zostaną zrealizowane.

Po pierwszej turze Bronisław Komorowski niespodziewanie zaproponował referendum m.in. w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych.

Propozycja referendum w sprawie JOW była oznaką paniki po przegranej pierwszej turze. Kolejny błąd sztabu prezydenta. Mimo wszystko Bronisław Komorowski nie zasłużył na porażkę. Reelekcja mu się należała. Przez całą kadencję dobrze wpisywał się w normy konstytucji co do urzędu prezydenta. Sprawnie przeprowadził państwo przez bardzo niebezpieczny moment po katastrofie smoleńskiej. Sprawnie i elegancko.

Andrzej Duda, dzisiaj prezydent elekt, a 10 kwietnia 2010 r. prawnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, uważał, że Bronisław Komorowski za szybko przejął władzę i zrobił to na podstawie informacji o śmierci prezydenta Kaczyńskiego z paska telewizyjnego.

Opinia dr. Dudy wynikała z emocji. Sądzę, że tylko niewiele osób uważa, iż Komorowski za szybko został p.o. prezydenta. Uważam, że wywiązał się wtedy z obowiązku i działał w interesie państwa.

Prezydent Komorowski prowadził mądrą politykę prorodzinną i przyczynił się do wzmocnienia pozycji Polski na świecie. Historia dobrze oceni jego prezydenturę.

Gdyby był taki dobry, toby nie przegrał z Andrzejem Dudą, który kilka miesięcy temu był politykiem szerzej nieznanym Polakom.

Przegraną Komorowskiemu zafundowała Platforma, która od wielu miesięcy nie zauważa spadającego dla niej poparcia, nic nie robiła w trakcie kampanii prezydenckiej i wciąż nic nie robi.

A co powinna zrobić?

W Wielkiej Brytanii po triumfie konserwatystów w wyborach parlamentarnych dymisję złożyło trzech liderów innych partii: Ed Miliband, Nigel Farage i Nick Clegg. Tak to wygląda w kraju stabilnej demokracji. W Polsce nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za porażkę.

A kto powinien?

Uważam, że cały zarząd PO powinien podać się do dymisji. Nie tylko za porażkę Komorowskiego, ale też dlatego, że nie jest w stanie wyprowadzić partii z impasu, w którym trwa ona już od dłuższego czasu.

Bronisław Komorowski może odegrać jeszcze jakąś rolę w polityce?

Donaldowi Tuskowi dwa lata zabrało otrząśnięcie się z przegranej w wyborach prezydenckich. Trudno pogodzić się z tak nieoczekiwaną porażką. Bronisław Komorowski nie jest typem polityka magnetycznego, którego pojawienie się wywołuje emocje. Wszystko zależy od tego, jaką rolę przyjmie w najbliższych tygodniach i miesiącach PO. Na razie Platforma ma problem z przyjęciem do wiadomości, że stało się dla niej coś złego.

Czas zmian w PO?

Ewa Kopacz jest niekwestionowaną liderką Platformy, ale partia nie jest już niekwestionowanym liderem modernizującej się Polski. To trzeba wreszcie dostrzec! Wybory prezydenckie ujawniły znużenie Platformą i duży, wciąż rosnący apetyt na zmiany. Na przykład, żeby nie trzeba było czekać kolejnych czterech czy ośmiu lat na wprowadzenie przepisu, iż wątpliwości podatkowe rozstrzyga się na korzyść podatnika. Dramat polega na tym, że na to wołanie o zmiany odpowiadają dzisiaj wyłącznie prawicowi radykałowie i populiści, których pomysły mogą nam tylko popsuć Rzeczpospolitą. I tak się stanie, jeśli PO nie otrząśnie się z marazmu.

To co PO może teraz zrobić?

Powtórzę: liderzy Platformy powinni podać się do dymisji, cały zarząd. Trzeba zwołać nadzwyczajny kongres partii. Powinna się przetoczyć przez nią dyskusja programowa, należy wybrać nowe władze. Tylko taka szokowa kuracja może dać Platformie nowy program i wigor potrzebne do odzyskania zaufania i zaangażowanego wsparcia wyborców. Jest jeszcze czas, dyskusję i wybory można przeprowadzić do końca lipca. Tak zachowałaby się partia, która chce wygrać wybory. Ale z każdym dniem zwłoki szanse na to maleją – wyborcy będą szukać innych bytów politycznych, z którymi mogliby się identyfikować, a Platformie pozostanie oczekiwanie na powrót Donalda Tuska na białym koniu i zwycięstwo za cztery, osiem lat.

Czego spodziewa się pan po prezydencie Dudzie?

Na pewno nie spełnienia jego wszystkich, bardzo licznych obietnic wyborczych, gdyż byłoby to tragiczne dla Polski. Każdemu prezydentowi mojego kraju życzę jak najlepiej. Każdemu też jestem gotów służyć pomocą dla dobra państwa. Jeśli prezydent Duda będzie chciał być aktywny w polityce zagranicznej i uzna, że kluczowe dla dobrej polityki zagranicznej są ciągłość i powaga, to i jemu oczywiście będę kibicował i pomagał. Mam też nadzieję, że nowy prezydent będzie jednoczył Polaków, a nie ich dzielił.

Jak ocenia pan jego pierwsze wystąpienia i wywiady?

Wystąpienie w Wilanowie zazgrzytało. Prezydent powinien być rygorystycznym strażnikiem konstytucji, tymczasem pan Duda wydawał się postulować niekonstytucyjne ograniczenie swobody rządu do czasu wyborów parlamentarnych. Mam nadzieję, że to było przejęzyczenie.

Czego możemy spodziewać się do jesieni?

Weszliśmy już w okres kampanii parlamentarnej. Przez dwa miesiące kohabitacji prezydenta Dudy z rządem PO–PSL będzie trwała wojna. Oczywiście, wojna przykryta piarowskimi zagrywkami, bo żadna ze stron nie będzie chciała wyjść na pieniacza. PiS ma wielką szansę na wygranie wyborów parlamentarnych, każdy głos będzie na wagę złota i prezydent będzie musiał w tych staraniach uczestniczyć.

Będzie prezydentem PiS?

Do wyborów parlamentarnych nie będzie miał wyjścia i będzie musiał mocno wspierać tę partię. Oczywiście retoryka będzie inna i zapewne wiele usłyszymy, co prezydent robi albo zamierza zrobić, aby pojednać Polaków. Swoją drogą to będzie bardzo ciekawa kampania. PiS będzie musiał zgromadzić wokół siebie nie tylko swoich zwolenników, ale również nowy elektorat. A jak równocześnie zgromadzić tych, którzy są niezadowoleni ze zbyt ich zdaniem szybkiego postępu polskiej transformacji, i tych, którzy uważają, że ta transformacja postępuje zbyt wolno? Jak równocześnie trafić do tych, którzy uważają, że Bronisław Komorowski chciał sprzedać lasy państwowe, żeby wypłacić odszkodowania Żydom, i do tych, którzy chcą, żeby były wprowadzone JOW? Jak tu znaleźć wspólny mianownik?

Andrzej Duda sygnalizuje, że przed Pałacem Prezydenckim powinien powstać pomnik smoleński. Próba rozgrzania sporu przed wyborami parlamentarnymi czy próba pojednania Polaków?

To ukłon w stronę wiernego elektoratu PiS, dla którego jest to ważna sprawa. Opór wobec pomnika na Krakowskim Przedmieściu nie bierze się tylko z niechęci do niego, choć ze strony PO bierze się głównie z niechęci, ale też z przeszkód urbanistycznych i praktycznych. Nie wyobrażam sobie przed pałacem pomnika światła. Jak ludzie mieliby składać kwiaty i zapalać znicze koło reflektorków w chodniku? Pomnik światła to zły pomysł. Wątpię, aby jego estetyka przypadła do gustu uczestnikom miesięcznic smoleńskich.

Jeśli natomiast miałby to być pomnik tradycyjny, konwencjonalny, to tam po prostu nie ma miejsca. A jeśli byłoby miejsce, to należałoby je zarezerwować dla pomnika Lecha Wałęsy, który nieporównanie więcej zrobił dla Polski niż ci, którzy zginęli pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.

Ale nie mam wątpliwości, że prezydent Duda będzie konsekwentnie dążył do zrealizowania trzech ważnych zobowiązań PiS wobec jego wyborców: postawienia pomnika smoleńskiego przed Pałacem Prezydenckim, sprowadzenia wraku samolotu z Rosji i wsadzenia do więzień domniemanych sprawców zamachu na samolot.

Akurat prezydent elekt o tym nie mówi i w tych sprawach niewiele może.

Nie mówi o tym teraz, bo przed wyborami parlamentarnymi tylko zniechęciłby do PiS elektorat jeszcze niezdecydowany.

Wybory za cztery i pół miesiąca. Czego możemy się spodziewać?

Nie wiem. To zależy od tych 3 mln Polaków, którzy głosowali na Pawła Kukiza. Duża część z nich to byli wyborcy PO. Jeśli Platforma ich nie odzyska, to możemy spodziewać się wielkich zmian.

W najnowszym sondażu dla „Newsweeka" ewentualna partia Kukiza dostała więcej głosów niż PO. Sam Paweł Kukiz cieszy się największym zaufaniem Polaków.

To nie może być prawda, że człowiek, którego Polacy widzieli raz czy dwa, cieszy się ich wielkim zaufaniem i nagle tak duży procent wyborców chce na niego głosować! Przecież nikt na dobrą sprawę nie ma pojęcia, co i w jaki sposób on chce osiągnąć. Pan Kukiz jest modny.

W wyborach prezydenckich dostał więcej głosów niż pan.

O 50 tys. Jestem zasmucony tą detronizacją.

Gdy osiągnął pan dobry wynik w wyborach prezydenckich w 2000 r., powstała Platforma, która u sterów władzy trwa już osiem lat.

Wszystko zależy od tego, co pan Kukiz zaproponuje Polakom. Jego wypowiedzi są niezwykle eklektyczne. Ja zgromadziłem wokół siebie wyborców centrowych. Nie wiadomo, kogo wokół siebie zgromadzi pan Kukiz, poza niezadowolonymi ze wszystkiego.

Co pan sądzie o partii Balcerowicza i Petru?

Jeśli powstanie partia Ryszarda Petru, to wypełni ważny wakat w polskiej polityce. Wyborca liberalny znowu będzie miał swoich przedstawicieli. Dlatego na jego starania patrzę z nadzieją i sympatią. Wierzę, że jeśli ta partia powstanie, na jesieni ma szanse na dobry wynik.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA