fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory Prezydenckie 2015

Duda kończy w Krakowie

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przez ostatnie 12 dni kandydat PiS konsekwentnie realizował plan, zarysowany już na ostatniej konwencji przed pierwszą turą. Z jednym dodatkiem - nowym przekazem o dobrej zmianie.

Korespondencja z Krakowa

Andrzej Duda, już od pierwszych minut po ogłoszeniu wyników I tury wyborów prezydenckich, rozpoczął morderczy wyścig, którego celem ma być zwycięstwo. Mimo sukcesu w I turze, już w czasie wieczoru wyborczego Duda przestrzegał przed nadmiernym optymizmem i prosił o ciężką pracę do ostatnich chwil kampanii.

Następnego dnia kandydat na prezydenta był już w Dudabusie, którym przemierzał tysiące kilometrów i odwiedzał kolejne miejscowości. Każde z miejsc, które odwiedził, było starannie przemyślane. W fabryce śrubek w Piastowie zabiegał o poparcie przedsiębiorców. To jedna z tych grup, których nie udało się kandydatowi PiS przekonać w pierwszej turze.

Mimo tonowana nastrojów, sztabowcy PiS wiedzieli, że kolejne dni kampanii układają się zgodnie z planem. Dudę niósł też entuzjazm, który jego zwycięstwo na półmetku wyzwoliło w wyborach PiS. Na spotkania z europosłem z Krakowa zaczęły przychodzić nie dziesiątki i nie setki, ale tysiące zwolenników - a to przekładało się na korzystne obrazki w telewizji. Duda nie wyglądał już jak mało znany pretendent z trzeciego szeregu partii, jak wcześniej próbował pozycjonować go Bronisław Komorowski, ale jak przywódca, za którym stoi duża część społeczeństwa.

Duda szybko zyskał prowadzenie w sondażach, a jego kampanii zaczęły pomagać też nieoczekiwane zbiegi okoliczności i seryjne wpadki głównego kontrkandydata. Tak było m.in. z hucznie otwieranym Biurem Pomocy Prawnej, na czele którego stanął znany z udziału w programach interwencyjnych europoseł Janusz Wojciechowski. Biuro miało powstać jeszcze przed pierwszą turą, ale te plany odkładano. W dniu ogłoszenia jego otwarcia, przed siedzibą PiS w Warszawie pojawił się ojciec, któremu odebrano możliwość spotkań ze swoimi dziećmi. Prosił o pomoc, bo dzień wcześniej odmówił mu jej urzędujący prezydent.

Kandydat PiS lepiej wypadał na wiecach, nie popełniał wpadek i rósł w siłę. Przed pierwszą debatą z urzędującym prezydentem wydawało się, że Duda Komorowskiego zmiażdży. Tak się jednak nie stało. Sztabowi PiS nie udało się obniżyć oczekiwań, a sam kandydat nie był w stanie im sprostać. W starciu z prezydentem był przemęczony (jeszcze dzień wcześniej był na Śląsku) i nieprzygotowany na ataki. A to przywróciło nadzieje sztabowi PO, na to, że tych wyborów Komorowski przegrać nie musi.

Duda jednak szybko wziął się w garść i kontynuował realizację swojego planu. Uzyskał poparcie młodych liderów, przedstawiał kolejne pomysły (m.in. plan budowy mieszkań dla młodych), podpisał umowę z "Solidarnością" i OPZZ o reformie emerytalnej. Kandydatowi PiS lepiej udało się także utrwalić hasło na ostatnie dni kampanii. Przekaz o "dobrej zmianie" można było usłyszeć z każdego jego przemówienia.

Kandydat PiS pokazał się także jako polityk teflonowy. Platformie nie udało się przykleić do niego żadnej afery - od SKOK-ów po etat na uczelni. Odrobił też lekcję z pierwszej debaty i w drugiej był już wypoczęty i aktywniejszy.

Na koniec wprowadził do polskiej kampanii wyborczej zachodni pomysł - 24-godzinny objazd po kraju, kończący się przed samą ciszą wyborczą. I tym również zaskoczył. Gdy Komorowski swój ostatni dzień dopiero zaczynał, Duda był już po spotkaniach z piekarzami, lekarzami, pielęgniarkami, górnikami i pasażerami pociągów.

Komentatorzy zgodnie przyznają, że gdyby o wyborczym zwycięstwie decydowała tylko kampania, to Duda mógłby już otwierać szampana i wybierać nowe meble do Pałacu Prezydenckiego. Czy tak będzie? Krakowianie zebrani na ostatnim wiecu w tej kampanii są przekonani, że tak. I to mimo, że 12 dni temu tryumfował tu Komorowski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA