fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Czego brakuje Buffonowi. Komentarz Stefana Szczepłka

Stefan Szczepłek
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Real nie odrobił straty z Turynu. Remis 1:1 na Santiago Bernabeu dał awans do finału Ligi Mistrzów Juventusowi.

Mecz był znakomity, trzymał w napięciu przez półtorej godziny, piłkarze nie dawali nam szans na wyjście do kuchni żeby zrobić herbatę. Kiedy Cristiano Ronaldo zdobył bramkę w karnego, wydawało się, że Real zmiecie Włochów z boiska. Ale Juventus bronił się według najlepszych wzorców catenaccio, w zasadach którego mieściło się oczekiwanie na błąd przeciwnika, żeby zadać mu cios. Ten sposób gry nie był piękny, ale przynosił włoskiej reprezentacji i klubom sukcesy. Wygrywali przecież nie tylko dlatego, że skutecznie się bronili, ale że potrafili przechodzić skutecznie z obrony do ataku.

Na Santiago Bernabeu było podobnie. Real szalał, próbując rozmaitych form ataku a Juventus, szczęśliwie się broniąc, czekał na swoją szansę. Realowi trudno cokolwiek zarzucić. Jednak nawet maestria Cristiano Ronaldo i strzały Garetha Bale'a czy Jamesa Rodrigueza nie przynosiły efektu. Czego nie zablokowali lub nie wybili obrońcy, na czele z Giorgio Chiellinim, złapał Gianluigi Buffon. W hiszpańskiej drużynie brakowało Luki Modricia. Toni Kroos oraz Isco nie potrafili przygotować akcji atakującym kolegom. Andrea Pirlo, Arturo Vidal i Carlos Tevez robili to lepiej a przynajmniej potrafili utrzymać piłkę i wybijać Hiszpanów z rytmu. Juventus miał mniej sytuacji, ale zmuszał obrońców Realu do błędów. Iker Casillas dwukrotnie bronił wyjątkowo trudne strzały. Buffon nie musiał, bo miał wsparcie w obrońcach.

Nigdy w 23-letniej historii Ligi Mistrzów nie zdarzyło się by ktoś zdobył puchar dwa razy z rzędu i ta tradycja została utrzymana. Real, który w ubiegłym roku wygrał Ligę Mistrzów i zdobył klubowe mistrzostwo świata, teraz przegrał wszystko. Nie obroni tych tytułów, nie zdobędzie mistrzostwa Hiszpanii ani Pucharu Króla. Nie będzie Gran Derbi w finale Ligi Mistrzów a przy okazji starcia dwóch najlepszych piłkarzy świata: Cristiano Ronaldo i Leo Messiego.

6 czerwca, w finale w Berlinie spotkają się Barcelona i Juventus. Leo Messi wystąpi na tym poziomie pierwszy raz od roku 2011. Barcelona wygrała wtedy finał z Manchesterem Utd. Juventus czekał na awans do finału od roku 2003. Na Old Trafford przegrał wówczas z AC Milan w rzutach karnych. W bramce Juventusu stał Gianluigi Buffon. W wieku 37 lat stanie przed szansą zdobycia Pucharu Mistrzów pierwszy raz. Andrea Pirlo ma 36. Oni i ich Juventus wcale nie są w starciu z Barceloną bez szans. Grając tak mądrze jak w Madrycie mogą pozbawić ochoty do gry nawet Messiego, Neymara i Luisa Suareza. Chociaż logicznie rzecz biorąc - to się wydaje niemożliwe.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA