fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory Prezydenckie 2015

Andrzej Stankiewicz: Bronkobus na parkingu

Wieczór wyborczy prezydenta. W kadrze Andrzej Wajda z żoną Krystyną Zachwatowicz. Właśnie podano wyniki. Słynny reżyser jest dla tej kampanii postacią symboliczną
EAST NEWS, Tomasz Urbanek
Spory o pieniądze, oskarżenia o kłamstwa, konflikty personalne. Po wyborczej porażce Bronisława Komorowskiego w Platformie Obywatelskiej wybuchła prawdziwa wojna.

„Do kogo to było adresowane?"

To zdjęcie stało się symbolem upadku. Wieczór wyborczy w sztabie Bronisława Komorowskiego. Dominują politycy PO, ale są także artyści i celebryci popierający prezydenta. W kadrze wierny Platformie od lat reżyser Andrzej Wajda. Klasyk kina przyszedł z żoną, scenografem Krystyną Zachwatowicz. Właśnie podano wyniki. Zdumienie przeplata się z przerażeniem – szeroko otwarte oczy, usta przysłonięte dłońmi. Kompletnie nie rozumieją wyboru dokonanego przez naród.

Mało kto wie, ale Wajda jest dla tej kampanii postacią symboliczną. Reżyser wystąpił w jednym ze spotów promujących Komorowskiego, co stało się przyczyną konfliktu wśród twórców kampanii.

Jeden ze współpracowników prezydenta, przeciwnik sięgania po autorytet mistrza, mówi: – Do kogo to było adresowane? Do ludzi, którzy i tak zagłosują na Komorowskiego. Ale dla tych, którzy ostatecznie zagłosowali na Kukiza, Wajda nie jest autorytetem. Oni są wściekli na władzę, a zasłanianie się przez władzę znanymi twarzami nie pomoże.

Ci, którzy Wajdy w spotach nie chcieli, rozumieli, że Polacy chcą zmian, a nie starych autorytetów – tyle że przegrali wewnętrzne starcie o kształt kampanii Komorowskiego. Ci, którzy zaprosili reżysera do udziału w spocie, wygrali, tyle że zaprowadzili swego kandydata nad przepaść.

To były bowiem zupełnie odmienne wybory od wszystkich głosowań w ostatniej dekadzie. Oczywiście, wciąż napędzane konfliktem między Platformą a PiS, ale po raz pierwszy z tak słabą pozycją pozostałych partii politycznych i tak silną pozycją kandydatów antysystemowych. Wybory zbuntowanego rockmana Kukiza, a nie oscarowego reżysera Wajdy.

Sztab Platformy miał dość głębokie badania dotyczące wyborców Pawła Kukiza. Wynikało z nich, że to nie są ekstremiści, tylko zwyczajni ludzie, często dobrze wykształceni, którzy mają po dziurki w nosie sytuacji na szczytach władzy – w tym nierozliczonych afer. Wyjazd Donalda Tuska do Brukseli był dla nich bardziej ucieczką przed kłopotami niż prestiżem dla Polski.

Z tych badań nie wyciągnięto żadnego praktycznego wniosku. W dodatku kampania grzęzła w niekonsekwencjach. Nieczytelny okazał się podział na Polskę racjonalną i radykalną, który miał przedstawiać Komorowskiego jako jedynego obliczalnego kandydata na tle ekstremistów. Nie powalały hasła, billboardy i telewizyjne spoty.

Podczas kampanii notowania Komorowskiego drastycznie spadały – bardzo długo sztab wyborczy to bagatelizował. Teraz, gdy już trudno ukryć fiasko obranej strategii, w roli ojca porażki obsadzono szefa sztabu, posła Roberta Tyszkiewicza.

Dzień przed wyborami na działce prezydenta w Budzie Ruskiej urządzono mu prawdziwy sąd. Prokuratorem był Grzegorz Schetyna, do niedawna polityczny patron Tyszkiewicza. Według naszych rozmówców doszło do awantury. Szef MSZ nie tylko miał pretensje o błędy w strategii kampanii, ale wprost zarzucił szefowi sztabu mówienie nieprawdy – chodziło o zapewnienia Tyszkiewicza, że konsultował z prezydentem kampanijne posunięcia, m.in. telewizyjne spoty.

Schetyna za bezsensowne i zbyt kosztowne uznał także trasy bronkobusów, których po kraju jeździło 16. Rezultat? Sztab Komorowskiego przekroczył już limit 10 mln zł, które zapewniła mu Platforma. Na drugą turę potrzebne są dodatkowe środki, co najmniej kilka milionów. Tyle że władze PO nie są już tak chętne do podpisywania czeków, bo potrzebują pieniędzy na wyborcze starcie z PiS na jesieni. Finanse kampanii prezydenta to dziś drażliwa kwestia.

Prezentowany jak głowa państwa

Komorowski, choć zazwyczaj jest zachowawczy i niechętny rozliczeniom, zdecydował, że przed drugą turą to Schetyna przejmie kontrolę nad kampanią. A ten prezentuje służbowy optymizm.

We wtorek analizował w Radiu Zet: – Nie udało się powtórzyć frekwencji, która była przed pięcioma laty. To był główny powód – poszło do wyborów ponad półtora miliona mniej ludzi. No i w części wyborcy Bronisława Komorowskiego sprzed pięciu lat i PO sprzed czterech lat zagłosowali na Pawła Kukiza. To są dwie przyczyny, które spowodowały ten wynik wyborczy.

Ale czy rzeczywiście wierzy w wygraną? – Uważa, że wciąż te wybory można wygrać, choć nie ma mowy o zwycięstwie wyraźnym – twierdzi jeden z jego współpracowników.

Jego pierwsze decyzje już są wcielane w życie – bronkobusy trafiły na parking, a Komorowski do końca kampanii będzie występował wyłącznie w prezydenckim anturażu.

Zarówno spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim w sprawie poparcia przed drugą turą, jak i ogłoszenie propozycji zorganizowania referendum w sprawach politycznych i podatkowych odbyły się w Belwederze – choć przecież są to wydarzenia związane z kampanią, a nie z obowiązkami głowy państwa. – Belweder to symbol prezydentury – tłumaczy jeden z nowych strategów kampanii. – To był błąd, że przed pierwszą turą prezydent został obsadzony w roli zwyczajnego kandydata, takiego jak inni. Komorowski jest głową państwa i tak powinien być prezentowany.

Odciąć się od stylu Platformy

Propozycja rozpisania potrójnego referendum – w sprawie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym wprowadzających zasadę rozstrzygania niejasności na korzyść podatnika – to ilustracja drugiego pomysłu Schetyny i jego wyborczej ekipy. Uważają oni, że wyborcy wystawili prezydentowi rachunek nie za jego pierwszą kadencję, lecz za ośmioletnie rządy Platformy. Dlatego prezydent ma w ciągu dwóch tygodni wyraźnie odciąć się od PO – ale nie od partyjnego szyldu, co zrobił na wstępie kampanii, tylko od stylu rządów.

– Wyborcy są wściekli na Platformę – twierdzi nasz rozmówca, nowy człowiek w sztabie prezydenta. – Komorowski zapłacił za kilometrówki Radka Sikorskiego, za podejrzenia korupcyjne wobec Andrzeja Biernata i wątpliwy egzamin na broń Cezarego Grabarczyka.

Poddanie pod referendum postulatów Kukiza, takich jak jednomandatowe okręgi i odcięcie partiom finansowania z budżetu, ma pokazać, że Komorowski jest blisko tych, którzy są niezadowoleni z systemu partyjnego. A dołożenie do tego referendum dotyczącego systemu podatkowego to wyraźny sygnał o obronie interesów podatników przed rządem – bo to rząd właśnie wyrzucił wcześniej ten postulat Komorowskiego do kosza.

Oczywiście, Schetyna i jego ludzie nie zamierzają zrezygnować z obowiązkowego elementu kampanii PO od 2006 r. – straszenia Jarosławem Kaczyńskim i jego partią. Ale zdają sobie sprawę, że drugiej tury dla Komorowskiego samym straszeniem wygrać się nie da.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA