fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Maszyniści chcą rządzić

W Niemczech trwa najdłuższy strajk w historii Deutsche Bahn
PAP/EPA
Strajk na kolei ujawnia słabości niemieckiego modelu związków zawodowych.

Niemcy obawiają się najbardziej dwóch plag: strajku pilotów oraz maszynistów kolejowych. Ten ostatni rozpoczął się we wtorek i będzie trwać do niedzieli. Trudno o większy paraliż kraju, którego obywatele nie wyobrażają sobie życia bez punktualnie jeżdżących pociągów. Nie mówiąc już o przemyśle.

Strajk na kolei jest więc sprawą wagi państwowej i mało kto rozumie, dlaczego nie można skutecznie mu zapobiec. Tym bardziej że w Niemczech strajkuje się stosunkowo rzadko, konflikty płacowe rozwiązywane są zaś najczęściej na poziomie przedsiębiorstw.

A niemiecki model społecznej gospodarki rynkowej w dużej mierze zawdzięcza swój sukces udziałowi pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwami, w tym ich wpływowi na warunki płacy i pracy.

Niebezpieczne związki

Związek maszynistów w Niemczech GLD chce więcej. Liczy 33 tys. członków, w tym 19 tys. maszynistów. To oni trzymają od lat w szachu cały kraj. Co najmniej od czasu, gdy szefem związku został Claus Weselsky.

– Nieustępliwy, nieskorumpowany, gotowy na wszystko – pisze o nim „Spiegel". Media cytują anonimowe opinie menedżerów Deutsche Bahn, których zdaniem Weselsky opętany jest chęcią posiadania jak największej władzy, jest megalomanem i człowiekiem nieodpowiedzialnym.

Na rękach noszą go za to związkowcy. Nim został szefem związku, był maszynistą. Tej grupie zawodowej nie powodzi się w Niemczech źle. Zarabiają od 2,5–3,5 tys. euro miesięcznie, a więc nieco powyżej średniej krajowej. Można za te pieniądze żyć, a praca jest przy tym pewna. W dodatku jest wiele dobrze płatnych godzin nadliczbowych. Maszyniści domagają się obecnie 5-proc. podwyżki oraz skrócenia czasu pracy, co oznaczałoby dla DB 15-proc. podwyżkę. Rozłożona w czasie byłaby do przełknięcia. Związkowi maszynistów chodzi jednak nie tylko o pieniądze dla siebie.

Chcą podwyżek dla innych grup zawodowych zatrudnionych na kolei – konduktorów czy personelu wagonów restauracyjnych. A to oznacza konflikt z drugim działającym na kolei związkiem zawodowym EVG. Ma znacznie więcej członków i to on powinien negocjować z zarządem kolei. Nie jest jednak tak wojowniczo nastawiony.

Związkowców mniej

Tymczasem rząd przygotowuje ustawę, na podstawie której wynegocjowane przez dominujący związek zawodowy warunki pracy i płacy miałyby obowiązywać w całym przedsiębiorstwie. GLD i Claus Weselsky zapowiadają już, że zaskarżą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

- To małe związki zawodowe są dzisiaj odpowiedzialne za konflikty z pracodawcami – tłumaczy „Rz" prof. Werner Patzelt, politolog. Zwraca uwagę na stały spadek liczby członków związków zawodowych. DGB, czyli niemiecka centrala związkowa, skupia obecnie 6,1 mln członków. W 1991 roku było ich nieco ponad 11 mln.

Związki miały też wtedy znacznie większy wpływ na politykę, wspierając zazwyczaj socjaldemokratów z SPD. Jednak ich drogi się rozeszły po bolesnych dla obywateli reformach kanclerza Gerharda Schrödera. – Prawdę mówiąc, związki nie mają już o co walczyć. Skrócenie czasu pracy nie wchodzi w grę, a najważniejszy postulat, jakim było wprowadzenie płacy minimalnej, został właśnie zrealizowany – mówi Werner Patzelt.

Jest to tylko jedna z przyczyn małej aktywności strajkowej w Niemczech. W latach 2005–2013 na 1000 zatrudnionych przypadło 16 dni strajku. We Francji aż 139, przy czym do związków zawodowych należy tam zaledwie 8 proc. zatrudnionych w porównaniu z 18 proc. w Niemczech. W Polsce do związków należy 12 proc. pracowników przy pięciu dniach średniej ilości dni strajkowych w latach 2005–2013. W Danii było to 135 dni, w Hiszpanii 66, a w Wielkiej Brytanii 23.

Pracownicy mają wpływ

– Niemieccy związkowcy nie muszą strajkować, aby uzyskać określone korzyści – tłumaczy „Rz" prof. Dirk Meyer, ekonomista z Hamburga. Przypomina, że od pierwszych lat po II wojnie w Niemczech działa system współdecydowania pracowników o losach firmy, tzw. Mitbestimmung. Dzieje się to poprzez obecność przedstawicieli pracowników w radach nadzorczych spółek oraz funkcjonowanie rad pracowniczych w mniejszych firmach.

Przedstawiciele pracowników współdecydują więc o warunkach pracy i płacy. W wielkich, dobrze działających koncernach, jak BMW czy Mercedes-Benz, uwzględnianie ich postulatów prowadzi wprawdzie do podwyżki cen wytwarzanych produktów, ale nie ma negatywnego wpływu na wyniki finansowe firm. Nie zawsze tak bywa i zdarza się, że Mitbestimung się nie sprawdza.

Mimo że gwarantuje określony spokój społeczny, nie jest modelem gotowym do wdrożenia w innych krajach. W Niemczech działa, bo pracownicy wyróżniają się wysokim stopniem dyscypliny obywatelskiej oraz podatnością na argumenty władzy państwowej czy menedżerskiej w gospodarce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA