Świat

Ukraina: rozbrajanie prywatnych armii

Petro Poroszenko
AFP
Prezydent Poroszenko zaproponował oddziałom nacjonalistycznego Prawego Sektora, by złożyły broń.

Propozycję przekazali wojskowi, ale tylko oddziałom Sektora znajdującym się na froncie w pobliżu Mariupola. Podczas nocnej narady zaproponowano członkom ugrupowania podporządkowanie się Gwardii Narodowej albo rozjechanie się do miejsc zamieszkania, by tam zgłosić się do wojskowych komend uzupełnień. Prawy Sektor kategorycznie odmówił.

– Chcą nas rozpędzić po różnych oddziałach. A przecież my jesteśmy zwartą formacją, mamy własne oddziały zwiadu czy saperów – powiedział „Rz" przedstawiciel Prawego Sektora Artiom Skoropadski.

„Cywile i wojskowi to dwie różne rzeczy. Jeśli chcą walczyć, niech wstępują oficjalnie (do armii)" – powiedział z kolei przedstawiciel dowództwa w Mariupolu Oleg Suszynski.

Prawy Sektor powstał w trakcie walk na Majdanie, gdy członkowie radykalnych ugrupowań zajęli pozycje na skraju placu – stąd nazwa. Wiosną ubiegłego roku Sektor zaczął jako pierwsza organizacja formować ochotnicze oddziały zbrojne, które bardzo szybko stały się celem ataków rosyjskiej propagandy.

Rosyjska Prokuratura Generalna prowadzi kilka spraw karnych przeciw członkom Sektora (pod zarzutem „prześladowania ludności rosyjskojęzycznej"), jednocześnie działalność organizacji została zakazana w Rosji (choć nigdy jej tam nie prowadziła), a lider ruchu, deputowany Dmytro Jarosz, poszukiwany jest przez Rosję listem gończym.

Oddziały Prawego Sektora obecnie używają nazwy Ochotniczy Korpus Ukraiński. – Mamy 17 batalionów, czasami działamy lepiej niż armia – chwali się Skoropadski. Jednak na froncie wspierają jedynie obronę Mariupola, zajmują też pozycje w pobliżu Doniecka, na zachodnim krańcu lotniska zajętego przez separatystów. W czasie ciężkich walk o lotnisko oddziały Prawego Sektora działały jako zwiad regularnej ukraińskiej armii.

W tym ostatnim rejonie działa również jedyny poza Sektorem oddział ochotników niewchodzący w skład ani armii, ani Gwardii Narodowej – batalion OUN. Ale oni nie dostali propozycji złożenia broni.

– Nie możemy też wstąpić do Gwardii Narodowej, bo ona podporządkowana jest milicji, a na czele MSW stoi Arsen Awakow. My zaś żądamy jego dymisji, bo nie przeprowadził lustracji w swoim ministerstwie – mówi Skoropadski.

Dwa dni przed przekazaniem Prawemu Sektorowi przez wojskowych „propozycji głównodowodzącego" prezydent Poroszenko zdymisjonował gubernatora Dniepropietrowska Ihora Kołomojskiego. Oficjalnie pod zarzutem utrzymywania „prywatnej armii". Gubernator sformował i wysłał na front ochotnicze bataliony z Dniepropietrowska, z których najbardziej znany jest „Dniepr". Jednak gubernatorskie oddziały były tworzone z dniepropietrowskich milicjantów i od początku podporządkowane MSW.

Część z kijowskich ekspertów sugeruje, że próby podporządkowania ochotniczych oddziałów strukturom państwa spowodowane są naciskiem USA, które – mimo oporów – zaczynają dostarczać Ukrainie sprzęt wojskowy. Amerykanie chcą współpracować jednie z armią i Gwardią. – Być może prezydent jest już przekonany, że dostaniemy również broń, i wychodzi naprzeciw żądaniom Waszyngtonu – powiedział „Rz" jeden z kijowskich analityków.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL