fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Elementarz w ogniu krytyki

Fotorzepa/Jarosław Pruss
Prawie 70 proc. nauczycieli ocenia rządową publikację gorzej niż podręczniki, z którymi pracowało do tej pory.

Od tego roku szkolnego nauczyciele klas pierwszych w publicznych szkołach podstawowych korzystają w zasadzie tylko z rządowego podręcznika. Przygotowany w zaledwie kilka miesięcy na zlecenie Ministerstwa Edukacji „Nasz elementarz" jest bezpłatny.

Nauczycieli praktycznie pozbawiono możliwości wyboru innego podręcznika, bo książka dla pierwszaków, a w kolejnych latach dla drugo- i trzecioklasistów, musi być bezpłatna, to zaś oznacza, że gdyby szkoła chciała uczyć z innej publikacji, musiałaby sfinansować jej zakup. Ta reforma rządu była ukłonem w stronę rodziców, których zwolniono z obowiązku zakupu kosztownych zestawów edukacyjnych. Tempo prac nad elementarzem oraz system jego konsultacji budziły wiele emocji i kontrowersji. Z naszych informacji wynika, że Ministerstwo Edukacji, które wprowadziło elementarz do szkół bez pilotażu, nie zleciło do tej pory żadnych badań dotyczących jego oceny merytorycznej przez nauczycieli, którzy z niego korzystają.

Wraz z agencją badania opinii i rynku SW Research zapytaliśmy nauczycieli, co sądzą o rządowej publikacji. Prawie 70 proc. z grupy niemal 1,7 tys. pedagogów, którzy wzięli udział w naszym badaniu, oceniło ją gorzej niż podręczniki komercyjnych wydawnictw, z których korzystało do tej pory. 21 proc. nauczycieli oceniło ją bardzo źle, przeszło 47 proc. raczej źle. Tylko 1 proc. pedagogów ocenił podręcznik bardzo dobrze. Poprosiliśmy ich także, by wskazali jego wady i zalety. Warto zwrócić uwagę, że aż 16 proc. badanych nie było w stanie wymienić żadnej zalety elementarza. Dla porównania: tych, którzy nie dostrzegali w nim żadnej wady, było tylko 0,4 proc.

Co najbardziej irytuje nauczycieli? 75 proc. wskazało na małą trwałość podręcznika. 30 proc. przyznaje, że w trakcie zaledwie kilku miesięcy użytkowania uczniowie zniszczyli od 41 proc. do 100 proc. użytkowanych egzemplarzy. Kolejne uwagi dotyczą warstwy merytorycznej podręcznika. Około 70 proc. nauczycieli zwraca uwagę na problemy z matematyką: w ich ocenie podręcznik zbyt słabo różnicuje poziom tych treści, na czym tracą uczniowie uzdolnieni matematycznie. Podobny procent respondentów wskazuje na małą ilość zadań rozwijających umiejętności rachunkowe.

Opowiada jeden z nauczycieli: – Podręcznik wprowadza pojęcie odejmowania w momencie, gdy uczniowie poznali zaledwie trzy cyfry, ponadto bardzo pobieżnie został potraktowany obszar dotyczący figur i kształtów, który wymaga wielu ćwiczeń. Skoro ktoś nie przemyślał takich podstawowych spraw, to proszę sobie wyobrazić, jak zostały opracowane bardziej skomplikowane zagadnienia – dodaje nasz rozmówca.

Niewiele lepiej wygląda obszar humanistyczny. Zdaniem 60 proc. nauczycieli nieprzemyślana jest kolejność wprowadzania liter, 54 proc. uważa, że źle ustawiono stopień trudności tekstów do czytania i że jest ich zbyt mało. Dla co drugiego nauczyciela w elementarzu jest zbyt mało treści przyrodniczych. Bardzo słabo zostało ocenione jego dostosowanie do pracy z uczniami sześcioletnimi, którzy w tym roku szkolnym obowiązkowo poszli do szkół. Aż 26 proc. pedagogów uważa, że podręcznik w ogóle nie jest dostosowany do pracy z dziećmi w tym wieku, kolejne 52 proc. – że jest dostosowany słabo, a tylko 1,5 proc. nie ma żadnych uwag.

Już wcześniej eksperci wskazywali, że tempo pracy, jakie narzuca nauczycielowi elementarz, szczególnie jeśli chodzi o naukę pisania i czytania, nie jest dostosowane do percepcji i możliwości sześciolatka.

To dlatego aż 71 proc. pedagogów uważa, że ograniczenie nauczycielom możliwości wyboru podręcznika i zastąpienie go rządowym wydawnictwem wpłynie negatywnie na jakość nauczania, a w ocenie 27,5 proc. efekty będą bardzo złe. Przeciwnego zdania jest mniej niż 3 proc. nauczycieli. Aż 90 proc. z nich chciałoby znów mieć możliwość wyboru książki, z której uczą.

Zdaniem Krystyny Łybackiej, byłej minister edukacji, obecnie eurodeputowanej SLD, wyniki tych badań świadczą o tym, że MEN powinno jak najszybciej poprawić elementarz. – Popieram ideę darmowego podręcznika dla uczniów. Ale nie ma żadnej wątpliwości, że prace nad tą publikacją były podporządkowane kalendarzowi politycznemu. W związku z tym nie przeprowadzono należytych konsultacji z nauczycielami, a podręcznik wprowadzono bez żadnego pilotażu, co pozwoliłoby wyeliminować błędy – mówi Łybacka. W jej ocenie rząd naraził pół miliona uczniów na obniżenie jakości kształcenia. – Potraktujmy to jako wyjątkowo kosztowny pilotaż, ale nie powielajmy tych błędów w kolejnych latach – apeluje Łybacka.

Joanna Dębek, rzecznik MEN, poinformowała nas, że ministerstwo nie planuje żadnych badań jakości pracy nauczycieli z elementarzem. „Nie otrzymujemy sygnałów, z których wynikałoby, że nauczyciele mają z nim problemy" – napisała nam rzecznik. Resort nie planuje też zmian w treści podręcznika. „Z założenia jest on trzyletni. Niewykluczone, że po tym czasie będzie zaktualizowany" – wyjaśniła Joanna Dębek.

Opinie:

prof. Bogusław Śliwerski, szef Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN

Wyniki badań pokazują fundamentalne błędy popełnione przez MEN. Kompromitują populistyczne rozwiązanie, które nie skutkuje wyższą jakością kształcenia dzieci. Jego ofiarami są też sześciolatki, których rodzicom obiecano stworzenie jak najlepszych warunków do uczenia się. Podręcznik w ogóle nie sprzyja różnicowaniu kształcenia dzieci nie tylko ze względu na wiek, ale przede wszystkim na poziom ich wiedzy i potencjał rozwojowy. Utrwala tym samym syndrom nudy u najzdolniejszych i lęku u mniej dojrzałych przed uczeniem się w I klasie. Diagnoza ma też optymistyczny charakter w obszarze profesjonalizmu nauczycieli. Wiedzą, że konieczna jest autonomia w doborze źródeł wiedzy oraz wprowadzania w świat liter, liczb, przyrody i sztuki. Trafnie wskazują, że zostali niejako zmuszeni do pracy z pomocą, która nie spełnia podstawowych funkcji dydaktycznych i wychowawczych, skoro nieodpłatność tego bubla postrzegają jako jego najwyższy walor.

dr Anna Widur, matematyk, Studium Pedagogiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego

Inicjatywa rządowego podręcznika wydaje się przedsięwzięciem, które nie znajduje merytorycznego uzasadnienia. Rozumiem nauczycieli, którzy w swojej pracy z dziećmi wykorzystują inne opracowania. Kwestią kluczową jest brak opracowanego programu nauczania, do którego został napisany „Nasz elementarz". MEN zapewnia, że podręcznik jest dostosowany do obowiązującej podstawy programowej, jednak zgodnie z prawem nauczyciel z uczniami realizuje nie podstawę programową ani tym bardziej nie podręcznik, ale właśnie program nauczania. Przykładem niech będzie choćby porównywanie liczb, które powinno być poprzedzone opracowaniem monograficznym każdej z nich. Tymczasem podręcznik rządowy traktuje to w sposób bardzo pobieżny i schematyczny, bez wystarczającej liczby ćwiczeń rachunkowych oraz doświadczeń. Podręcznik ma służyć także dzieciom o szybkim tempie pracy i ponadprzeciętnych uzdolnieniach. Takich elementów też brakuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA