fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Putin rozważa wojnę

AFP
Jędrzej Bielecki
Ukraińska armia rozpoczęła natarcie na północne przedmieścia Doniecka. Rosja uratuje rebeliantów?
Na początku tygodnia Ukraińcom udało się wyzwolić Jasynuwatę, ważny węzeł kolejowy znajdujący się na granicy stolicy Donbasu. We wtorek walki trwały także w Marince, miejscowości położonej bezpośrednio na południe od Doniecka. To tędy wiedzie strategiczna droga zaopatrująca miasto. Andrij Łysenko, rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zapowiedział, że szturm stolicy Donbasu może się rozpocząć w każdej chwili. Zaapelował do mieszkańców milionowej metropolii o jak najszybszą ewakuację. Mają wywiesić na samochodach białe flagi i kierować się specjalnie utworzonymi korytarzami.

Walki w mieście

To jednak nie będzie łatwe, bo rebelianci nie zgadzają się na wyjazd cywilów, a wiele kluczowych mostów zostało wysadzonych w powietrze. W tej sytuacji przynajmniej jedna trzecia mieszkańców postanowiła na razie nigdzie się nie ruszać: we wtorek przed sklepami spożywczymi ustawiły się kolejki ludzi, którzy starają się zgromadzić zapasy na wypadek długiego oblężenia. Poza tym ulice milionowego miasta były jednak puste.
– Wkrótce odniesiemy pełne zwycięstwo – zapowiedział Wałerij Hełetej, minister obrony Ukrainy.
W ciągu dwóch miesięcy ukraińskiej armii rzeczywiście udało się odbić dwie trzecie terytorium opanowanego przez rebeliantów. Co ważne, w minionych kilkudziesięciu godzinach oddziały separatystów walczących w Ługańsku zostały odcięte od tych z Doniecka. Stolica Donbasu zachowuje co prawda łączność z zapleczem w Rosji, ale coraz bardziej ograniczoną.
Thomas Gomard, ekspert ds. rosyjskich we Francuskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (IFRI), ostrzega jednak: – Ukraińcom nie będzie łatwo odbić Donieck i Ługańsk, bo w walkach miejskich separatystom znacznie łatwiej jest powstrzymać natarcie armii niż na otwartym polu. Ale jeśli ukraińskie czołgi dotrą do centrum Doniecka, będzie to bardzo poważny sukces propagandowy dla Kijowa i bardzo poważna porażka dla Moskwy – przyznaje w rozmowie z „Rz".

Misja pokojowa

Pentagon obawia się, że Władimir Putin zdecyduje się nawet na bezpośrednią interwencję na Ukrainie, byle nie dopuścić do takiego blamażu. W ostatnich dniach Kreml zgromadził w pobliżu ukraińskiej granicy 17 batalionów doborowych wojsk (21 tys. żołnierzy), 14 wyrzutni ziemia-powietrze, 30 baterii artyleryjskich. Od poniedziałku trwają też ćwiczenia rosyjskiego lotnictwa z udziałem stu samolotów, w tym myśliwców SU-24 i SU-27 oraz bombowców SU-34. Zdaniem Amerykanów rosyjscy żołnierze zostali nawet zaopatrzeni w emblematy misji pokojowej, jaka miałaby „nieść pomoc" rosyjskojęzycznym mieszkańcom wschodniej Ukrainy.
– Putin zgromadził już wszystkie elementy potrzebne do przeprowadzenia bezpośredniej interwencji na Ukrainie. Nie podjął jednak jeszcze politycznej decyzji, aby taką operację przeprowadzić – uważa gen. Wesley Clark, były głównodowodzący siłami NATO w Europie.
– Putin sam zapewne jeszcze nie wie, czy taką interwencję przeprowadzi, czy nie. Od początku tego kryzysu działa raczej spontanicznie, a nie według jednej obranej strategii – mówi „Rz" Stefan Meister, ekspert European Council on Foreign Affairs w Berlinie.
Rosyjski prezydent zgromadził jeszcze poważniejsze (40 tys. żołnierzy) wojska przy ukraińskiej granicy w marcu. Wówczas ich zadanie było jednak inne. Chodziło o wywarcie presji na tymczasowym rządzie Arsenija Jaceniuka, aby zgodził się na taką reformę ukraińskiej konstytucji, która przekształci kraj w luźną federację i de facto da Moskwie możliwość blokowania integracji państwa z Zachodem poprzez zdominowane przez ludność rosyjskojęzyczną regiony Ukrainy. Taką koncepcję do pewnego stopnia popierał nawet Zachód, a przede wszystkim Niemcy.
– Dziś sytuacja jest zupełnie inna: Petro Poroszenko jest demokratycznie wybranym i uznawanym przez cały świat prezydentem, który znajduje się u progu strategicznego zwycięstwa przeciw rebeliantom i odrzuca możliwość federalizacji kraju. A Zachód stracił resztki zaufania do Putina i nałożył przeciw Moskwie poważne sankcje – podkreśla Meister.

Ryzyko interwencji

W tej sytuacji trudno znaleźć inny powód koncentracji rosyjskich wojsk na granicy z Ukrainą niż rzeczywiście przygotowania do bezpośredniego uderzenia.
Taka operacja niosłaby jednak ogromne ryzyko dla Rosji. I Putin o tym wie. W ostatnich tygodniach ukraińska armia wyraźnie okrzepła i odnosi coraz większe sukcesy. Kreml musi więc się liczyć z długotrwałą wojną w razie bezpośredniej interwencji. Tym bardziej, że w takim przypadku Stany Zjednoczone, a być może również Unia Europejska, zapewne zdecydowałyby się na uruchomienie dostaw nowoczesnego uzbrojenia dla Kijowa.
Równie dużym ryzykiem dla Putina jest także uruchomienie blokady gospodarczej przez Zachód. Już teraz Rosja balansuje na skraju recesji, a znaczący spadek cen ropy w ostatnich tygodniach poważnie ogranicza dochody Moskwy. Dzięki nacjonalistycznej propagandzie po zdobyciu Krymu wskaźniki poparcia dla prezydenta poszybowały do przeszło 80 proc., jednak spadek poziomu życia Rosjan może szybko to zmienić. Kreml nie może do tego dopuścić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA