fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Niemiecko-rosyjski zły sen - analiza Andrzeja Talagi

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Największym koszmarem geopolitycznym Polski jest sojusz rosyjsko-niemiecki, nowe Rapallo lub pakt Ribbentrop-Mołotow. ?Na szczęście nie widać na horyzoncie choćby cienia podobnego układu, ale... przezorny dmucha na zimne. Dlatego warto wziąć pod lupę obecne kontakty kanclerz Merkel z prezydentem Putinem w związku z sytuacją na Ukrainie.
Niemcy nie zaakceptowały wprawdzie aneksji Krymu, potępiają ingerencję rosyjską na wschodzie kraju, ale też nie zgadzają się na skuteczne sankcje ekonomiczne wobec Moskwy. Na płaszczyźnie dyplomatycznej stawiają zaś na rozejm i rozmowy pokojowe oparte na stanie faktycznym, co wzmacnia pozycję separatystów, a osłabia rząd w Kijowie. Korzystniejsze byłoby wszak wyeliminowanie rebeliantów i rozmowy o autonomii wschodu z pokojową opozycją, nie zaś z nielegalnymi ugrupowaniami zbrojnymi.

1

Nie można postawić tezy o jakimkolwiek politycznym czy nawet ekonomicznym sojuszu Niemiec z Rosją, w działaniach kanclerz Merkel i jej rządu widać natomiast niechęć do osłabienia Moskwy. W kręgach SPD zaś jest wręcz wyczuwalna nuta sympatii do wschodniego niedźwiedzia. Berlinem kieruje w tym wypadku motywacja nie tylko ekonomiczna, ale także geopolityczna, a to może w przyszłości oznaczać kłopoty dla Polski.
W ciągu ostatnich dwóch dekad Niemcy, wciąż wprawdzie silnie zakotwiczone w UE i NATO, stają się państwem coraz bardziej samodzielnym politycznie i gospodarczo. Niemieckie interesy, a co za tym idzie – konieczność ich obrony, sięgają poza Europę. Chodzi przed wszystkim o importerów produktów wysokich technologii – w tym obrabiarek i samochodów. To głównie Chiny oraz Rosja. Rosnący eksport do tych dwóch państw znakomicie zrekompensował straty wynikające  z kryzysowej zapaści rynku europejskiego. Globalne interesy Niemiec zaszły już tak daleko, że w programie modernizacji niemieckich sił zbrojnych uwzględniono konieczność samodzielnej ochrony morskich szlaków komunikacyjnych, stąd choćby zakupy fregat oceanicznych czy rozbudowa systemu zwiadu satelitarnego.

2

O ile w przypadku Chin chodzi w gruncie rzeczy tylko o handel, o tyle z Rosją sprawy mają się inaczej. W latach 90. XX wieku Niemcy parły do rozszerzenia NATO i UE na wschód, by zyskać w ten sposób  zabezpieczenie swojej granicy. Gdyby kiedyś miało przyjść stamtąd jakiekolwiek zagrożenie militarne, musiałoby się przetoczyć przez Polskę, co daje Berlinowi czas na reakcję, uruchomienie pomocy sojuszniczej itd. Takie same racje przyświecają obecnie Polsce w wypadku Ukrainy. My jesteśmy buforem bezpieczeństwa Niemiec, Ukraina – naszym.
Jest jednak druga strona medalu. Niemcy mają już tak silną pozycję, że wdają się z Amerykanami w spory o fundamentalnym znaczeniu, czego dowodem ostatnia afera szpiegowska. W żadnym państwie NATO nie wydarzyło się do tej pory coś tak symbolicznego jak wydalenie szefa rezydentury CIA. W dalszym braniu się za bary z USA Berlin będzie szukał sojusznika, i to nie egzotycznego, na drugiej półkuli, ale bliskiego, z Eurazji. Jedynym realnym kandydatem jest Rosja. Może nie dziś, nie za pięć lat, ale kiedyś Moskwa może być Berlinowi potrzebna.
Ta myśl jest od dekad pielęgnowana na Kremlu, już w latach 50. komuniści całkiem realnie proponowali wycofanie się ze swojej strefy okupacyjnej w zamian za zdemilitaryzowanie i ogłoszenie neutralności przez zjednoczone Niemcy. Obecnie zaś Putin powitałby antyamerykańskie Niemcy z otwartymi ramionami, odwdzięczając się otwarciem rosyjskiego rynku dla inwestorów znad Renu i Sprewy.

3

W polityce, także geopolityce, nigdy nie należy mówić „nigdy". Nie trzeba zresztą wielkiej wyobraźni, by przedstawić sobie obraz dalszej eskalacji sporu niemiecko-?-amerykańskiego, który przeradza się w walkę o wpływy gospodarcze.
Zadaniem Polski jest przeciwdziałać, jak tylko się da, najmniejszemu choćby poluzowaniu związków Niemiec ?z UE i NATO oraz pomysłom na osłabienie sojuszu niemiecko-?-amerykańskiego. Berlin nigdy, ale to nigdy, nie może się urwać z tej kotwicy, inaczej prędzej czy później znajdzie sojusznika w Rosji. To nie kwestia sympatii, nawet nie gospodarki, będzie to czysto geopolityczna konieczność.
Autor jest dyrektorem ds. strategii w Warsaw Enterprise Institute oraz dyrektorem ds. komunikacji w Sikorsky Aicraft/PZL Mielec
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA