fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Promocja turystyczna

Lwów zamienia szare na złote

Przewodnik Ihor Lylo oprowadza po swoim mieście z wielkim entuzjazmem
archiwum prywatne, PW Paweł Wroński
Lwowskie ulice ocieniają parasole licznych kawiarni. Po pralinki w Manufakturze Czekolady ustawiają się długie kolejki. Podobnie jak do straganów z rękodziełem na miejskich targowiskach. Pod gmachem Opery, świątyniami i kaplicą Boimów słychać różnojęzyczny gwar, bo Lwów żyje i zachwyca. Mieszkańców i gości.
- To najważniejszy dla nas dzień od momentu odzyskania niepodległości w 1991 roku – ocenił nie kryjąc radości prezydent Petro Poroszenko, gdy 27 czerwca Ukraina podpisała umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską. Przez trzy kolejne, tak się złożyło, że wolne od pracy dni, na ulicach Lwowa panowała atmosfera festynu. Umowa o wolnym handlu z UE otwiera bowiem nowe perspektywy przed zachodnioukraińską metropolią. Również, a może przede wszystkim z korzyścią dla rozwoju turystyki, która jest w ostatnich latach podstawą miejskiej prosperity. W związku z erupcją usług turystycznych w 2013 roku powstało ponad tysiąc nowych miejsc pracy. Tak wynika z oficjalnych danych, a przecież z tej samej koniunktury co hotelarze, restauratorzy czy miejscy przewodnicy, korzystają rzemieślnicy sprzedający swoje wyroby na targowiskach, rolnicy z Lwowskiego Okręgu, taksówkarze i właściciele marszrutek, kursujących między przejściami granicznymi a miastem.

Ostatnie miasto Europy

- Lwów jest ostatnim miastem Europy - mówi z przekonaniem wicemer Oleh Bereziuk. - Aby odetchnąć jego atmosferą przyjeżdżają do nas od dawna goście ze wschodniej Ukrainy i z Rosji. Obecnie to nadal jedne z najliczniej odwiedzających miasto nacji, choć rola współgospodarza Euro 2012, a wcześniej, w 2008 roku, stolicy kulturalnej Europy, spowodowała wzrost zainteresowania nim gości z krajów zachodnich, zwłaszcza niemieckojęzycznych.
Na początku dekady, liczba odwiedzających Lwów turystów przekroczyła milion rocznie. W 2012 przyjechało 1,4 mln, a rok później 1,6 mln gości. Pomimo konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, budzącego zrozumiałe, choć w praktyce nieuzasadnione obawy o bezpieczeństwo, spadek przyjazdów w tym roku nie przekroczył poziomu kilkunastu procent. Największy odnotowano w lutym, i to głównie w odniesieniu do obywateli Ukrainy - o 17 procent mniej niż rok wcześniej.
Najczęściej odwiedzają Lwów Polacy, Niemcy, Białorusini i RosjanieUkraińcy stanowią większość, przynajmniej 51 procent, turystów odwiedzających Lwów. Jeśli chodzi o gości z zagranicy, to w czołówce plasują się Polacy, Niemcy, Białorusini i Rosjanie. Patrząc z perspektywy całego sektora, krzywa wciąż pnie się w górę, chociaż wolniej niż przed konfliktem o Krym. Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2012 roku, przeciętny turysta, nocujący w jednym z lwowskich hoteli spędza w mieście 3 dni, zostawiając 265 dolarów. Teraz, gdy wartość hrywny spadła, koszty podróży i pobytu we Lwowie kształtują się dla nas jeszcze korzystniej (1 hrywna to około 0,25 złotego).

TripAdvisor poleca

Lwów nie ustaje w staraniach o rozwój rynku usług turystycznych. Tworzy ofertę coraz wyższej jakości, wielostronną, ciekawą i oryginalną. Unowocześniają się istniejące i powstają nowe obiekty noclegowe, z których mogą korzystać zarówno wymagający klienci indywidualni, jak i biznesowi, w tym korporacyjni.
W międzynarodowym portalu TripAdvisor zamieszczono do czerwca tego roku 1650 recenzji dotyczących 52 z 78 lwowskich hoteli. Zdecydowanie przeważają wśród nich opinie pozytywne, co zaowocowało przyznaniem kilku z nich prestiżowego tytułu „Travellers' Choice 2014" (http://pl.tripadvisor.com/Hotels-g295377-Lviv_Lviv_Oblast-Hotels.html). Zwolenników podróży niskobudżetowych ucieszy z kolei, że działa tu aż 65 hosteli. Jest też szereg pensjonatów oraz mnóstwo kwater prywatnych, których liczba jest trudna do oszacowania.

Zjeść u Kumpla, U Edzia lub w ziemiance UPA

Po lokalach gastronomicznych starego miasta można wędrować bez znudzenia. Je się naprawdę smacznie, a potrawy są serwowane w niesamowicie zaaranżowanych wnętrzach. Co ciekawe, najszersza jest oferta, osadzona głęboko w mozaikowej, wielonarodowej tradycji dawnej Galicji. Wystarczy wspomnieć takie lokale jak minibrowar Kumpel, w którym do znakomitych własnej produkcji piw podawane są dania bazujące na owczym serze, przygotowane według receptur karpackich górali - hucułów i bojków.
W należącej również do Grupy Kumpla restauracji Salo specjalnością - zgodnie z nazwą - są potrawy ze słoniny. Podawane w ekstrawaganckim klimacie techno tego nowoczesnego de facto lounge-baru. W menu restauracji Trapezna, w piwnicach bernardyńskiego klasztoru zebrano „Sto potraw galicyjskiej kuchni". Restauracja jest elementem szerszego projektu kulturalnego - Muzeum Pomysłów.
Przystań lwowskiej bohemy, restauracja Atlas z tradycjami sięgającymi II połowy XIX wieku, zasłynęła niegdyś z otwarcia pierwszej publicznej toalety. A że właścicielem lokalu był wówczas Edward Tarlerski, utarła się używana po dziś dzień dwuznaczna nazwa U Edzia. Lokal mieści się w rynku, w narożniku tzw. kamienicy Kudliszowskiej. W jego karcie także nie brak ukraińskiego barszczu czy pierogów.
W progach specjalizującej się w daniach z grilla restauracji Mięso i Sprawiedliwość wita klientów lwowski kat. Stylizowaną na ziemiankę Ukraińskiej Powstańczej Armii Kryjówkę, anglojęzyczny portal lvivalive.com anonsuje jako „???????: Tourist-Friendly Ukrainian Nationalism", a związany z nią lokalizacją Masoński Teatr jako „the most expensive galician restaurant". Rzeczywiście, w menu są dania i wina po 300 euro. Wystarczy jednak wziąć w Kryjówce jednorazowy bon uprawniający do 90-procentowej zniżki, by świat wrócił do równowagi, a masońska cena się urealniła.

Z imprezy na imprezę

Współczesny Lwów nie wstydzi się wielonarodowych korzeni. Wręcz przeciwnie, z ich mozaiki czyni atut. Z dumą odkrywa zakryte tynkami w czasach radzieckich napisy po polsku, ukraińsku, niemiecku, hebrajsku... Eksponuje religijne i etniczne odrębności. W pierwszym rzędzie przywraca się świetność najcenniejszym zabytkom, pozostałe, wciąż liczne kamienice i skrywane za ich fasadami podwórza muszą zadowalać się rozwiązaniami prowizorycznymi. Jednak tutaj, podobnie jak we Włoszech czy w Grecji, w zabytkach toczy się codzienne życie, więc zarówno prowadzone z rozmachem remonty, jak i prowizorki są jego równoprawnymi przejawami.
Od połowy czerwca do połowy września, a więc w szczycie letniego sezonu, w mieście odbywa się tak wiele imprez, że praktycznie nie ma wolnych dni w kalendarzu. A są to już przeważnie cykliczne, i do tego międzynarodowe festiwale. Muzyczne, folklorystyczne, teatralne, kinowe, samochodowe. Liczba tego typu imprez w skali roku przekracza obecnie 50.

Miasto z wysokości dachu

Niezależnie od tego, czy Lwowianie doszli do pewnych rozwiązań sami, czy też podpatrują je w Europie, formy prezentacji miejskich atrakcji są coraz bardziej wyszukane. Widać to nawet w skansenie, otulonym zielenią ternie na wschodnich obrzeżach miasta. Jeszcze kilka lat temu chodziło się tutaj po pięknych, ale przecież wyrwanych z kontekstu, bo przeniesionych z terenu pustych chatach i cerkwiach. Dziś ich wnętrza zajmują ludzie parający się zapomnianymi rzemiosłami. Można być świadkiem wytłaczania oleju albo kupić mydełko zrobione, jak przed laty, ze zwierzęcego tłuszczu i popiołu z dodatkiem ziół o naturalnym roślinnym lub owocowym aromacie.
Najbardziej bodaj nowatorską, a do tego luksusową ofertę tworzy Kumpel-Tour. Duszą przedsięwzięcia jest zakochany w rodzinnym mieście Ihor Lylo. Z zawodu historyk sztuki, wykładowca na Uniwersytecie Lwowskim, związany także z Uniwersytetem Jagiellońskim, autor książek o mieście. Wciąga do współpracy przedstawicieli biznesu i osoby prywatne, przecierając szlaki innym przewodnikom. Każdego roku w maju, podczas Dni Lwowa, zamienia się na przykład miejscami z merem, i wcielając w rolę pierwszego miejskiego urzędnika, prezentuje jego gabinet.
Krąży z chętnymi po zakamarkach starówki nocą, zapuszcza się z wycieczkami do piwnic. Ostatnim jego pomysłem jest zwiedzanie Lwowa z wysokości dachów. Nie wszystkich rzecz jasna, ale tych, na które normalnie się raczej nie wchodzi - hoteli, banków, a nawet prywatnego domu, na który wyjście prowadzi z trzypoziomowego, bodaj jedynego tego typu mieszkania w mieście.

Pieniądze na promocję zawsze się znajdą

Jaki procent w miejskim budżecie zajmuje turystyka, promocja miasta? Tak postawione pytanie wywołuje podniesienie brwi u Oleha Bereziuka i uśmiechy na twarzach jego współpracowników. - Nie mamy na to budżetu - pada odpowiedź. Nie ma takiej możliwości, ani procedur redystrybucji środków.
Jak więc sobie Lwów radzi? Jak wydaje foldery, prowadzi obszerny portal informacyjny, organizuje festiwale i emituje promocyjne filmy? Prawda jest taka, że na rozwiązania systemowe przyjdzie jeszcze Ukraińcom poczekać. Gospodarka rozwija się, choć nie bez udziału szarej strefy, w której obroty szacują niektórzy nawet na 80 procent. Miasto nie może sobie pozwolić na czekanie. A koniunktury ostatnich lat nikt nie chce zmarnować. Szczęście w nieszczęściu, że beneficjentami turystycznej popularności są przede wszystkim firmy z branży hotelarskiej i gastronomicznej. - Zwracamy się do nich z naszymi pomysłami, a oni nie odmawiają pomocy - zamyka kwestię wicemer.
W lwowskiej rzeczywistości zamiana szarego na złote nie jest więc przenośnią. Oczywiście nic by z tego nie było, gdyby dysponenci kapitału nie dostrzegali sensu działań koordynowanych przez miasto. Dowodem na to, że wierzą w hasła „Lwów otwarty na świat" i „W jedności siła" jest choćby to, że powstało i działa Lwowskie Zrzeszenie Turystyczne. Typowa organizacja non-profit, a zarazem kanał przepływu potrzebnych środków. Na pożytek zrzeszonych i całego miasta.
Autor był uczestnikiem podróży studyjnej do Lwowa, zorganizowanej przez Lwowskie Zrzeszenie Turystyczne.
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA