fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Mecenas skazany na politykę

Roman Giertych nie narzeka na brak klientów
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Jedni uważają, że publicznie jest skończony. Inni są przeciwnego zdania.
Roman Giertych, znany prawnik, twórca Ligi Polskich Rodzin, który reaktywował Młodzież Wszechpolską, wicepremier w rządzie PiS, jeszcze do niedawna miał pięknie rozwijającą się karierę adwokacką. Miał też biuro w najbardziej prestiżowym miejscu w stolicy, czyli przy ul. Nowy Świat, oraz niezłe perspektywy polityczne. Co z tego zostanie po taśmach Piotra Nisztora?

Drzwi do Platformy

Uczestnicy niedawnego grilla zorganizowanego przez Romana Giertycha zapamiętali gospodarza w minorowym nastroju. Impreza odbyła się krótko po opublikowaniu pierwszych taśm „Wprost", na których Sławomir Nowak opowiada Andrzejowi Parafianowiczowi o kontroli skarbowej w firmie jego żony.
To nagranie zakończyło karierę polityczną Nowaka. Były minister transportu z dnia na dzień wystąpił z Platformy Obywatelskiej, a to właśnie z nim Giertych mógł wiązać nadzieję, na powrót do wielkiej polityki w ramach PO.
Bo że miał na to ochotę, dla nikogo nie ulega wątpliwości. Od trzech lat adwokat wyraźnie ciążył ku PO, prowadząc sprawy ministrów rządu Donalda Tuska, a nawet jego syna Michała, który po aferze Amber Gold postanowił wytoczyć proces o zniesławienie jednemu z tabloidów.
To właśnie to zaangażowanie prawne oraz ostra krytyka Jarosława Kaczyńskiego, od której mecenas nie stronił, miały mu otworzyć drzwi do Platformy. Dlatego nikogo nie dziwiło, że już dwukrotnie Giertych był ostatnio przymierzany przez media do rządowych stanowisk.
Za pierwszym razem miał pójść do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdy wyrzucony  został Jarosław Gowin. Media spekulowały wówczas, że jednego konserwatystę zastąpi drugi – czyli Giertych. Część mediów podniosła wówczas raban, na wyścigi przypominając wypowiedzi lidera LPR z czasów, gdy był wicepremierem w rządzie PiS. W rezultacie nowym ministrem został Marek Biernacki.
– Sądzę, że ta przymiarka była prawdziwa, tylko po reakcji mediów Tusk zaniechał tego pomysłu – mówi nam jeden z polityków prawicy.
Po raz drugi nazwisko byłego wicepremiera zostało wymienione w kontekście wejścia do rządu Tuska raptem kilka dni temu, bo 1 lipca. Dziennik „Fakt" poinformował, że Giertych jest przymierzany na stanowisko szefa MSW po Bartłomieju Sienkiewiczu, gdy ten zakończy ostatnią misję ścigania autorów nielegalnych nagrań i odejdzie z rządu. Co prawda mecenas oświadczył, że nie ma takich planów, jednak wiadomość przebiła się do wielu innych mediów.

Podejrzana książka

Ale adwokat władzy – jak nazywają go media – nie wiedział jeszcze, że nad nim również zbierają się czarne chmury. Oto Piotr Nisztor, współpracownik „Wprost", postanowił opublikować nagranie rozmowy sprzed trzech lat, podczas której Giertych namawia go do odsprzedania praw autorskich do niewydanej książki o miliarderze Janie Kulczyku.
Na fragmentach nagrań, które udostępniła redakcja, słychać też, jak Giertych proponuje Nisztorowi zbieranie materiałów do kolejnych książek o najbogatszych ludziach i sprzedawanie ich, nim ujrzą światło dzienne.
Mecenas broni się, że od początku miał dziennikarza za gangstera, dlatego ułożył sobie wiarygodną legendę i rozmawiał z nim jak gangster z gangsterem.
– Kto będzie chciał uwierzyć, ten uwierzy – mówi dosyć sceptycznie socjolog Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych. A minister rolnictwa Marek Sawicki (PSL) dodaje, że sprawą powinna się zająć prokuratura.
– Jeżeli trzech panów spotkało się i omawiało możliwość szantażowania przedsiębiorców, a tak przedstawia to tygodnik „Wprost", to organy ścigania mają obowiązek sprawdzić, czy nie doszło do szantażu – mówi Sawicki w rozmowie z „Rz". – W końcu książka o Kulczyku się nie ukazała.
Czy z tego będzie sprawa karna, dopiero się okaże. Ale ewentualne ambicje polityczne Giertych musi przynajmniej na razie odłożyć na półkę. Jarosław Gowin jest nawet zdania, że przed byłym wicepremierem nie ma już żadnych perspektyw kariery politycznej.
– Nie wyobrażam sobie, by po takim nagraniu ktokolwiek był w stanie traktować Giertycha poważnie, czy to w kategoriach politycznych, czy biznesowych – mówił lider Polski Razem w wywiadzie dla wPolityce.pl. – Myślę, że jego kariera polityczna jest definitywnie skończona.
Za to Jacek Kucharczyk nie jest do końca pewien, że Giertych ostatecznie spoczął na politycznym katafalku, na którym przed laty złożył go redemptorysta ojciec Tadeusz Rydzyk, gdy Radio Maryja poróżniło się z LPR.
– Byłem pewien, że Leszek Miller, po tym gdy wystartował do Sejmu z list Samoobrony, nigdy nie wróci na scenę polityczną, a tymczasem nie tylko wrócił, ale nawet ponownie został szefem SLD – przypomina socjolog.
Ale – jego zdaniem – Giertychowi trudno się będzie wywinąć z taśm Nisztora i wrócić szybko do czynnej polityki. – Został powstrzymany w momencie, w którym wyraźnie się rozpędzał do wielkiego skoku – ocenia Kucharczyk. – Podstawiono mu nogę i teraz musi się pozbierać i ponownie rozpędzić, a to nie jest łatwe.
Nigdy nie miałem tylu zapytań o poprowadzenie sprawy co w ciągu ostatnich dwóch dni
Kucharczyk nie ukrywa też zdziwienia, że Giertych tak bardzo związał się z PO, iż prominentni politycy tej partii angażują go, gdy popadają w kłopoty.
– Już to jest dla wyborców tej partii konfudujące, a wzięcie Giertycha do rządu byłoby szalenie ryzykowne – mówi Kucharczyk. – Platforma Obywatelska ciągle czerpie w dużej mierze paliwo z 2007 roku, czyli z niezgody wyborców na rządy z PiS, czyli partią zdolną w celu rządzenia do wszystkiego, nawet do koalicji ze skrajną prawicą, czyli LPR.
I dodaje: – Ponieważ zbliżają się kolejne wybory, prędzej czy później Tusk będzie musiał powiedzieć: „albo my, albo PiS". A wtedy Jarosław Kaczyński powie: „a co to za różnica, skoro LPR jest teraz z wami", bo Giertych nie zrzuci łatwo ani Ligi, ani Młodzieży Wszechpolskiej.

Wciąż jest w grze

W tej chwili PO wyraźnie odsuwa się od mecenasa. Jedynym politykiem tej partii, który wziął go publicznie w obronę, jest Radosław Sikorski. Szef MSZ na Twitterze napisał: „Atak na adwokata, który prowadzi sprawy przeciwko tygodnikowi Wprost, wygląda na prywatę i akt desperacji". Inni potencjalni przyjaciele z PO milczą.
– Sikorskiego i Giertycha wyraźnie coś łączy – mówi poseł Antoni Mężydło z PO. – Ale poza Sikorskim nikt sobie chyba nie wyobraża, że Giertych mógłby dołączyć do Platformy. Przed aferą taśmową nie słyszałem, by koledzy ciepło się o nim wypowiadali, a teraz to jest w ogóle niemożliwe. Nigdy też nie dostał sygnału z kręgów decyzyjnych, że ma szansę przystać do naszej partii.
Arkadiusz Mularczyk, szef Klubu Sejmowego Solidarnej Polski i prawnik z wykształcenia, uważa jednak, że Giertych ma teraz poważniejsze zmartwienia niż kariera polityczna. Poseł zwraca bowiem uwagę, że taśmami „Wprost" zainteresował się rzecznik dyscypliny adwokackiej.
– Już zapowiedział, że chciałby przesłuchać nagranie rozmowy, żeby wyciągnąć wnioski i ewentualne konsekwencje – mówi Mularczyk. – Tak czy inaczej ta historia nie ułatwi mu działalności w adwokaturze, bo podważa wiarygodność prawnika. Działalność biznesowa Giertycha może na tym ucierpieć.
Mularczyk jest jednak zdania, że afera taśmowa paradoksalnie nie przekreśla Giertycha jako polityka. A niektórzy z naszych rozmówców wręcz uważają, że jest to jedyna ścieżka kariery, jaka mu jeszcze pozostała.
– Upublicznienie rozmowy z Nisztorem go nie zabije, w polityce nie takie rzeczy uchodzą na sucho – mówi Mularczyk, choć oczywiście wyklucza możliwość kariery byłego lidera LPR w PO czy PiS.
Inny z naszych rozmówców uważa jednak, że gdyby doszło do rozpadu PO, a w ślad za tym zaczęło rozpadać się PiS, to na tworzącej się na nowo scenie Giertych z grupą wiernych LPR-owców, którzy jeszcze przy nim pozostali, będzie partnerem nie do pogardzenia dla niektórych środowisk.

A co na to wszystko sam mecenas?

– Biznesowo to, szczerze mówiąc, nigdy nie miałem tylu zapytań o możliwość poprowadzenia spraw co w ciągu ostatnich dwóch dni – mówi Roman Giertych w rozmowie z „Rz". – Mam nowych klientów, niektórych bardzo znanych.
Giertych nie obawia się też postępowania dyscyplinarnego w adwokaturze.
– W moim życiu było ich już ze 30, właściwie przy każdej kontrowersyjnej sprawie. Żadne nie skończyło się dla mnie źle – mówi mecenas. – A co do planów politycznych, to w tej chwili ich nie mam, a co będzie za rok, to się okaże.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA