fbTrack

Kultura

Zmarł Janusz Kondratowicz

Janusz Kondratowicz w radiowej Muzycznej Jedynce
youtube
W wieku 73 lat zmarł w Warszawie Janusz Kondratowicz, jeden z tych autorów tekstów, którzy tworzyli historię polskiej piosenki ostatniego półwiecza – pisze Jacek Marczyński.
Podobno spod jego pióra wyszło ponad 1500 tekstów, przynajmniej 150 z nich stało się przebojami. Ale każdy z nas mógłby do listy hitów Janusza Kondratowicza dodać kolejne, bo tych naprawdę udanych piosenek stworzył znacznie więcej.
Był absolwentem polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Nie zyskał może takiej sławy i uznania jako jego koledzy z tych studiów: Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski czy Maciej Zembaty. Teksty Janusza Kondratowicza nie miały wyraźnego indywidualnego piętna co ich. Często nuciliśmy je, nie wiedząc, kto był ich autorem. Zawsze wszakże były świetnie skrojone, pozostawały w idealnej zgodzie z muzyką i nawet jeśli bardziej cechowała je rzemieślnicza perfekcja niż odrobina poetyckiego szaleństwa, to niezmiennie budziły uznanie warsztatową precyzją. Stał się też Janusz Kondratowicz twórcą łączącym stare i nowe czasy. Z jednej strony pozostawał wierny dawnym regułom, nakazującym, by podstawą tekstu był łatwy do zapamiętania tzw. szlagwort („Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze" lub „Napiszę do ciebie z dalekiej podróży"), z drugiej jednak strony jako autor tekstów wykazywał otwartość na nowe muzyczne mody.
W przeciwieństwie do Osieckiej czy Młynarskiego jego romans z kabaretem i kulturą studencką, czy raczej kontrkulturą ówczesnego PRL trwał krótko – na początku lat 60. Potem związał się z nową falą muzyczną i został czołowym autorem polskiego big-bitu. Napisał „Trzynastego" dla Kasi Sobczyk, „Dwadzieścia lat, a a może mniej" dla Jacka Lecha, „Zakochani są wśród nas" dla Heleny Majdaniec oraz szereg przebojów dla Trzech Koron Krzysztofa Klenczona („Dziesięć w skali Beauforta"), dla Trubadurów („Krajobrazy)", a przede wszystkim dla Czerwonych Gitar („Biały krzyż", „Powiedz stary, gdzieś ty był" czy „Płoną góry, płoną lasy"). Po takim rzec by można, przebojowym wejściu na polskie estrady koniec lat 60. oraz dwie następne dekady uczyniły z niego autora, o którego względy zabiegały największe gwiazdy. A on dla każdej z nich miał coś wyjątkowego. Dla Ireny Santor – „Powrócisz tu", dla Ireny Jarockiej – „Beatlemanię story" i „Nie wrócą te lata", dla Anny Jantar – „Tyle słońca w całym mieście" i „Cygańską jesień", dla Haliny Frąckowiak – „Papierowy księżyc" i „Dancing Queen", dla Wojciecha Gąsowskiego – „Zielone wzgórza nad Soliną", dla Zdzisławy Sośnickiej – „Mam w ramionach świat", dla Urszuli Sipińskiej – „To był świat w zupełnie starym stylu" i „Jaka jesteś, Mario", dla Krzysztofa Krawczyka –„Rysunek na szkle". Z wieloma z tych wykonawców pozostał w artystycznym związku równie i znacznie później, tym niemniej od połowy lat 90 jako autor zniknął z pierwszej linii. Przede wszystkim dlatego, że nie było już zapotrzebowania na warsztatowe mistrzostwo. Teksty piosenek zaczęli pisać wszyscy – kompozytorzy, muzycy i wokaliści, nie bacząc, czy mają ku temu predyspozycje czy też nie. Musiał jednak odczuwać satysfakcję, gdy jego teksty wytrzymały próbę czasu, a wiele piosenek przejęły kolejne generacje wykonawców. Od dawna cierpiał na poważne kłopoty z sercem, kilka tygodni temu trafił do szpitala. 20 lipca obchodziłby 74 urodziny, a za rok przyjaciele chcieli mu urządzić jubileusz 55-lecia pracy artystycznej. Pozostanie już tylko szykowana z tej okazji książka, będąca wywiadem-rzeką z Januszem Kondratowiczem. Jacek Marczyński
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL