fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Sieć to ujście dla naszych frustracji

arch. prywatne
Rozmowa z Agatą Zygmunt, socjologiem z Uniwersytetu Śląskiego
Rz: Internauci nie oszczędzają nikogo, często naruszając czyjeś dobre imię, na przykład lekarzy. Skąd to się bierze?
Agata Zygmunt: Ludzie, wyrażając swoje opinie w internecie, mają poczucie bezkarności i anonimowości. Zasady, które obowiązują w realnym świecie, nie są przenoszone do świata wirtualnego. Wydaje im się, że frustracje czy gniew mogą rozładowywać w dowolny sposób w sieci, bo tam nie dosięgną ich żadne konsekwencje. Mamy świadomość, że internet jest medium wszechobecnym, jego znaczenie jest niekwestionowane, ale jednocześnie cechuje nas brak odpowiedzialności za to, w jaki sposób się go wykorzystuje, rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to ma faktyczne przełożenie na życie ludzi.
Wpisując jeden komentarz, możemy mieć wpływ na czyjąś karierę...
Jeśli kogoś obrazimy w realnym świecie, spotkamy się ze społeczną sankcją. W internecie chowamy się za nickiem i wyładowujemy frustracje, nie myśląc o konsekwencjach. Kiedyś przekazywaliśmy opinie pocztą pantoflową. Teraz robimy to bardzo rzadko, więc szukamy jak najbardziej efektywnego narzędzia, które pozwoli nam informacje pozyskać.
I tu pojawia się internet...
Jest nazywany bankiem informacji, ale też jest informacyjnym śmietnikiem, z czego wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy. Kiedy pozyskujemy informacje na jakiś temat od innych osób, chcemy to weryfikować. Natomiast w internecie takich informacji nie poddajemy krytyce, bierzemy zdanie nieznanej nam osoby za pewnik. Opinie na temat lekarzy i zawodów cieszących się zaufaniem społecznym są odbierane bardzo serio.
A opinia o polskiej służbie zdrowia sama w sobie jest negatywna...
Pojęcie „służba zdrowia" jest pojęciem dość abstrakcyjnym. Jeżeli myślimy o niej, to na myśl przychodzi nam funkcjonariusz tej służby, czyli lekarz. Narzekanie na politykę jest narzekaniem na ludzi, którzy ją reprezentują. Potrzebujemy ujścia dla naszych frustracji i winnymi czynimy te osoby, z którymi mamy styczność, które są w tym systemie tak naprawdę najsłabsze. Lekarz reprezentuje pewien system i podlega jego regulacjom, w wielu przypadkach nie jest w stanie procedur przekroczyć, ale to z nim potencjalny pacjent ma styczność i na niego będzie narzekał, a nie na ministra zdrowia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA