fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Spisku nie było, Ronaldo zawiódł

Ronaldo
AFP
Niemcy pokonali USA 1:0, Portugalia wygrała 2:1 z Ghaną, chociaż mogła i powinna wyżej
Michał Kołodziejczyk z Brasilii
Na boisko w Brasilii piłkarze wyszli ze spuszczonymi głowami. Portugalczycy po porażce 0:4 z Niemcami w pierwszym meczu na mundialu wiary w siebie już nie odzyskali. Ghańczycy zrobili cyrk w afrykańskim stylu. W środę w nocy w Brazylii wylądował samolot, którym przyleciały trzy miliony dolarów w gotówce, bez których piłkarze zbojkotowali by ostatnie spotkanie. Relacja na żywo była w brazylijskiej telewizji. Banknoty były w skrzyniach, transportował je wóz opancerzony w towarzystwie kilku wozów policyjnych.
Na konferencji przed meczem było śmiesznie, dziennikarze pytali, gdzie będzie przechowywana gotówka, czy nie można było zrobić przelewów. W czwartek rano nastąpił drugi akt cyrkowego przedstawienia - z drużyną pożegnało się dwóch zawodników - Sulley Muntari zarabiający miliony w Milanie nie wytrzymał napięcia i rzucił się na jednego z członków federacji piłkarskiej. Musiała interweniować hotelowa ochrona. Natomiast Kevin-Prince Boateng podobno nieodpowiednio zachował się podczas treningu. Piłkarz ma na ten temat inne zdanie, twierdzi, że po jednym z ćwiczeń trener Kwesi Appiah kazał mu "wyp...". Boateng przystał na propozycję i od razu pojechał na lotnisko.
Wiarę piłkarzy obu drużyn w to, że kwestia awansu nie jest jeszcze przesądzona powstrzymywała także świadomość niemieckiego spisku. Drugi mecz pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Niemcami miał zakończyć się remisem, bo przecież Juergen Klinsmann i Joachim Loew to dobrzy koledzy, przyjaciele, którzy dziesięć lat temu wspólnie zaczęli zmieniać obraz niemieckiego futbolu w wydaniu reprezentacyjnym. A remis dałby awans obu drużynom. Historia futbolu, także niemieckiego, znała już takie przypadki.
Spisku jednak nie było, Niemcy wygrali 1:0 po golu Thomasa Muellera, już czwartym na mundialu. W Recife nikt nie cofał nogi, piłkarze schodzili z boiska poobijani. Klinsmann oglądał mecz spokojnie, nie skakał przy bocznej linii, nie bawił się w dyrygenta. Z większością zawodników rywali zna się z 2006 roku, kiedy doprowadził reprezentację do trzeciego miejsca na świecie na mundialu w Niemczech. Wielu z nich sam wymyślił - spowodował, że uwierzyli, że mogą grać nie tylko skutecznie, ale też pięknie.
Amerykanie podczas meczu w Recife wcale nie czuli się bezpiecznie, bo nasłuchiwanie wiadomości z Brasilii na pewno podnosiło ciśnienie. Portugalia objęła prowadzenie po samobójczym golu Johna Boye'a. Asamoah Gyan wyrównał w 57 minucie, ale później zaczął się koncert Cristiano Ronaldo.
To był koncert pełen fałszywych nut. Portugalczyk sam mógł strzelić cztery gole, pudłował jednak w takich sytuacjach, że aż sam robił się czerwony ze wstydu. Strzał w poprzeczkę był trudny technicznie, ale piłkarz Realu nie radził sobie nawet w sytuacjach kiedy stał pięć metrów od bramki i miał przed sobą tylko bramkarza przeciwników. Kiedy w 80. minucie strzelił zwycięskiego gola, nawet się nie ucieszył. Dobrze wiedział, że dziesięć minut to za mało, by strzelić trzy gole i cieszyć się z wyeliminowania Stanów Zjednoczonych. Po meczu Ronaldo od razu ruszył do szatni, dopiero kiedy zatrzymał się przy linii bocznej i zobaczył, że jego koledzy dziękują za grę rywalom i wymieniają się koszulkami, postanowił do nich dołączyć.
- Dostaliśmy to, na co zasłużyliśmy. Po przegranym meczu z Niemcami 0:4 wiedzieliśmy, że trudno będzie wyprzedzić kogoś w grupie dzięki różnicy bramek. Stać nas oczywiście na więcej, moi piłkarze mają olbrzymie umiejętności, ale w Brazylii nie byliśmy sobą - mówił trener Paulo Bento. Bruno Alves przypomniał: - Jesteśmy tymi samymi piłkarzami, którzy wywalczyli awans, jesteśmy dumni z tego, że mogliśmy reprezentować nasz kraj na mundialu.
Trzy miliony dolarów nie pomogły Ghanie. Reprezentacja, której szanse ze wszystkich drużyn afrykańskich oceniano najwyżej nie poradziła sobie głównie z problemami wewnątrz drużyny. Honoru Afryki w fazie pucharowej bronić będzie Nigeria, odpadnięcie Portugalii, Hiszpanii oraz Włoch powoduje, że z czterech półfinalistów mistrzostw Europy w 2012 roku, na placu boju pozostali tylko Niemcy. World Cup zamienia się powoli w Copa America.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA