fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Przychodnia bez wody bieżącej

Państwo w Państwie. Przedsiębiorca wydał ?na remont wynajętego ?od spółdzielni lokalu ponad milion złotych. Teraz chcą go z niego wyrzucić.
Wojciech Marusza chciał stworzyć nowoczesne centrum medyczne z najlepszymi specjalistami, w którym szybko i sprawnie diagnozowano by pacjentów.  W 2008 r. wynajął w tym celu od Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej cztery lokale użytkowe przy ul. Grzybowskiej w centrum Warszawy.
Pomieszczenia były zdewastowane, więc Marusza przeprowadził gruntowny remont. Prace trwały dwa lata i kosztowały ponad milion złotych.
Umowę między stronami podpisano na czas nieokreślony. Znalazła się w niej również klauzula, na mocy której spółdzielnia musiałaby zwrócić przedsiębiorcy dwukrotność poniesionych przez niego kosztów, jeśli wypowiedziałaby mu najem w ciągu pierwszych dziesięciu lat od podpisania umowy.
Mimo to niedługo po ukończeniu remontu spółdzielnia postanowiła zerwać  umowę, zarzucając Maruszy nieopłacenie czynszu oraz dewastację lokali. Po pierwszej nieskutecznej próbie podjęła kolejne, podając różne preteksty.
W końcu Marusza oddał sprawę do sądu. Ten prawomocnym wyrokiem uznał rozwiązanie umowy za bezskuteczne.
Koszmar przedsiębiorcy się jednak nie skończył. Spółdzielnia wbrew umowie dwukrotnie zwiększyła kwotę czynszu za lokal. Marusza wyższej stawki płacić nie chciał, więc administrator odciął mu wodę, wymontowując część instalacji.
Właściciel przychodni jednak się nie poddaje i nie zamierza się z lokalu wyprowadzić. – Chciałbym pozostawić po sobie coś dobrego. To jest cel. Jeżeli ktoś utrudnia jego realizację, to nie znaczy, że należy przestać – mówi.
Sprawa przychodni Maruszy to jednak niejedyne nieprawidłowości związane ze Śródmiejską Spółdzielnią Mieszkaniową. W lutym sąd ogłosił jej upadłość likwidacyjną i wyznaczył syndyka. W maju to postanowienie zostało uchylone, ale do tego czasu zdołano odkryć wiele  nieprawidłowości.
Jedną z nich ma być zawarcie z  mężem członka zarządu spółdzielni i zarazem głównej księgowej Rafałem Ch. umowy najmu na  znajdujący się w ścisłym centrum Warszawy lokal o powierzchni niemal 150 mkw. Kwotę czynszu ustalono na niecałe 300 zł.
Dlaczego spółdzielnia zgodziła się na tak niską opłatę? – Bo Ch. wykonał znaczny remont – wyjaśnia prezes zarządu spółdzielni  Krystyna Rubik.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA