fbTrack

Sądownictwo

Powstaniec odzyskał broń

Mjr Waldemar Nowakowski z kolekcją broni z powstania
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Muzeum Powstania Warszawskiego zwróciło mjr. Nowakowskiemu kolekcję, którą sześć lat temu zabrała policja.
Przed mjr. Waldemarem Nowakowskim leżą karabiny i pistolety. Po wieloletniej sądowej batalii, która oparła się aż o Strasburg, otrzymał je z powrotem. Wśród nich jest m.in. vis, który był używany w czasie powstańczych walk na Żoliborzu, a także unikalny egzemplarz pistoletu maszynowego UD 40. W sumie jego kolekcja liczy niemal 200 sztuk broni.
Nowakowski teraz ją porządkuje, jego asystent opisuje i wiesza na ścianie. – Do końca życia będę miał niesmak, że wystąpiłem wobec państwa polskiego. Zawsze będę pamiętał, że policja potraktowała mnie jak terrorystę – mówi Waldemar Nowakowski.
Powstaniec jest właścicielem jednego z najciekawszych w kraju prywatnego zbioru broni i pamiątek historycznych związanych z wojskowością – liczy on ponad tysiąc egzemplarzy. Niebawem będzie można je oglądać, bo zarejestrował Muzeum im. mjr. Władysława Nowakowskiego, ps. Żubr. – Nazwałem go imieniem ojca.  Być może zbiory uda się uporządkować i udostępnić zwiedzającym 1 sierpnia w rocznicę wybuchu powstania – mówi nam mjr Nowakowski. Przez sześć lat losy kolekcji Nowakowskiego bulwersowały środowisko warszawskich kombatantów i powstańców. W jego obronie stanęli m.in. Kancelaria Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, prof. Jan S. Ciechanowski, dyrektor Urzędu ds. Kombatantów, gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, prezes Związku Powstańców Warszawskich. Nowakowski gromadził pamiątki wojenne od lat 60., stworzył prywatne muzeum powstańcze. Odwiedzały je wycieczki szkolne i oficjele, m.in. prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Był konsultantem do spraw militarnych m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego. Elementy jego kolekcji były wykorzystywane w rekonstrukcjach historycznych. W lipcu 2008 r. policjanci z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP zrobili nalot na warszawskie mieszkanie powstańca. Zarekwirowali niemal całą kolekcję broni, wiatrówki, straszaki i bagnety. Ich zdaniem kolekcjoner powinien posiadać na nie specjalne pozwolenie. Policjanci stwierdzili, że powstańcza kolekcja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. – Nigdy nie ukrywałem swoich zbiorów, a zrobiono ze mnie terrorystę – oburza się mjr Nowakowski. I wspomina : – W 1982 r. SB dokonała rewizji w moim domu, szukali radiostacji i drukarni. Ale nawet oni stwierdzili, że z posiadanej przeze mnie broni nie można oddać strzału, i nic nie zabrali. 20 lipca 2010 r. kombatant został oskarżony o nielegalne posiadanie broni. Warszawski sąd uznał, że z większości posiadanej przez kolekcjonera broni nie dałoby się oddać strzału, ale stwierdził też, że „możliwe było przywrócenie cech użytkowych broni". Nie skazał kombatanta, ale orzekł przepadek kolekcji na rzecz Skarbu Państwa. Jego kolekcja została przekazana w 2011 r. do Muzeum Powstania Warszawskiego. Kolekcjoner nie ustawał w walce o zwrot swojej własności. Jego pełnomocnik mec. Mariusz Heleniak złożył  skargę  przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wskazał, że zostało naruszone prawo do spokojnego korzystania z własności. Półtora roku temu sędziowie strasburscy przyznali mu rację. Wskazali, że polskie sądy nie uznały, by Nowakowski popełnił jakiekolwiek przestępstwo. Nie zbadały też, czy konfiskata kolekcji rzeczywiście była konieczna w interesie publicznym. W skardze do Strasburga kolekcjoner domagał się zwrotu cennej broni lub – w razie odmowy – 300 tysięcy złotych odszkodowania oraz 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia za straty niematerialne. Trybunał uznał, że strony sporu powinny dojść do porozumienia co do zwrotu broni i przyznał kolekcjonerowi 4 tys. euro zadośćuczynienia za straty niematerialne. Dopiero teraz broń została zwrócona właścicielowi. 81-letni Waldemar Nowakowski, ps. Gacek, to nietuzinkowa postać. To syn mjr. Władysława Nowakowskiego, ps. Żubr, dowódcy akowskiego zgrupowania na Żoliborzu. W czasie powstania warszawskiego 12-letni „Gacek" był sanitariuszem i łącznikiem w zgrupowaniu „Waligóra". Po wojnie działał w harcerstwie. Na początku 1949 r. Nowakowski junior wraz z kolegami postanowił wysadzić w powietrze tzw. błękitny pociąg kursujący między Berlinem a Moskwą. Operację pod kryptonimem „Mitropa" przeprowadzili pod Mińskiem Mazowieckim.  Młodzi konspiratorzy podłożyli ładunki wybuchowe pod tory, ale nie doszło do eksplozji. W dwa lata później Nowakowski i jego koledzy zostali aresztowani przez UB. On i członkowie jego grupy zostali oskarżeni o działalność wywrotową i usiłowanie wykolejenia pociągu. Po dwóch latach śledztwa „Gacek" został skazany na sześć lat więzienia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL