fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Afganistan głosował bez strachu

Wbrew talibom kobiety stanowiły ponad jedną trzecią głosujących. Na zdjęciu: Afganka z Heratu
AFP
Jerzy Haszczyński
Wybory następcy Hamida Karzaja. Była wyższa frekwencja i towarzyszyło im mniej zamachów talibów, niż zakładano.
Przez 12 lat Afganistanowi przewodził prezydent Hamid Karzaj. Mniej więcej tyle czasu w tym kraju są też wojska amerykańskie wspierane przez zachodnich i azjatyckich sojuszników. Sobotnie wybory prezydenckie były zakończeniem ery Karzaja. I prawie zakończeniem obecności zagranicznych wojsk w Afganistanie. Czy amerykańskie oddziały niebojowe zostaną po 2014 roku i na jakich zasadach – to ma ustalić nowy prezydent.
Będzie też próbował doprowadzić do porozumienia z talibami, których wsparcie dla szefa Al-Kaidy Osamy bin Ladena spowodowało – po zamachach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 r. – interwencję Amerykanów w Afganistanie.
Sobotnie wybory pokazały, że talibowie są mniej skuteczni, niż się wydawało. Nie udało im się zastraszyć Afgańczyków i zmusić  większość z nich do bojkotu głosowania. Wczoraj centralna komisja wyborcza szacowała, że frekwencja wyniosła około ?60 procent, i to mimo fatalnych warunków atmosferycznych. Na dodatek ponad jedną trzecią z głosujących stanowiły kobiety, które talibowie chcieliby zamknąć w domach.
– Moje marzenia się spełniają. To policzek dla wrogów Afganistanu i cios dla tych, którzy nie wierzą, że Afganistan jest gotowy do demokracji – komentowała deputowana do parlamentu, feministka Szukria Barkazai.
Co prawda talibowie twierdzili, że przeprowadzili w sobotę około tysiąca ataków i zabili dziesiątki ludzi, ale władze twierdziły, że to mocno przesadzona ocena. Również media zachodnie podawały, że poziom przemocy w dniu wyborczym nie przekraczał standardów afgańskich, a na pewno nie był taki, jak zapowiadali talibowie (chcieli urządzić piekło).
Czy to, że nie urządzili piekła, oznacza, że nie zagrażają już bezpieczeństwu Afganistanu i państwa zachodnie mogą ze spokojnym sumieniem zwijać prowadzoną przez NATO misję ISAF (co ma nastąpić do końca roku)? Zdaniem agencji Reuters jest za wcześnie na odtrąbienie zwycięstwa nad talibami. Wybory odbyły się bowiem pod czujnym okiem przeszło 350 tysięcy mundurowych, przeprowadzających kontrole na drogach i przed lokalami wyborczymi.
Wczoraj do wieczora nieznane były wyniki sobotnich wyborów, wszystko wskazywało na to, że będzie potrzebna druga tura – 28 maja. I że wystartuje w nich dwóch z typowanej już wcześniej trójki faworytów.
Wszyscy zajmowali kiedyś ministerialne stanowiska przy Karzaju (w Afganistanie prezydent jest jednocześnie szefem rządu). Abdullah Abdullah był szefem dyplomacji (w latach 2001–2005), Aszraf Ghani Ahmadzaj ministrem finansów (2002–2004), a Zalmaj Rasul szefem MSZ (2010–2013). Rasul jeszcze niedawno był bliskim współpracownikiem kończącego ostatnią dozwoloną kadencję Hamida Karzaja. Mimo że w kampanii wyborczej próbował się od niego odcinać, wielu Afgańczyków sądziło, że wybór Rasula oznaczałby, że Karzaj nadzoruje nowego prezydenta z tylnego siedzenia.
Przedwyborcze sondaże i szczątkowe dane z soboty sugerowały, że Zalmaj Rasul zajmie trzecie miejsce, a w drugiej turze spotkają się raczej Abdullah Abdullah i Aszraf Ghani Ahmadzaj.
Abdullah Abdullah, zwany po prostu dr. Abdullahem (jest z wykształcenia lekarzem), jako jedyny z głównych kandydatów nie jest stuprocentowym Pasztunem, czyli przedstawicielem najliczniejszej grupy etnicznej w Afganistanie. Przez długie lata był postrzegany jako Tadżyk, stał u boku charyzmatycznego tadżyckiego przywódcy Ahmeda Szaha Masuda, zasłużonego w walce z sowieckimi okupantami i później talibami (zginął w zamachu zorganizowanym prawdopodobnie przez Al-Kaidę, dwa dni przed 11 września 2001 r.). Ostatnio jednak podkreślał swoje mieszane pochodzenie (ojciec Pasztun, matka Tadżyczka), by nie zrażać dominującej liczebnie społeczności pasztuńskiej.
– Afganistanowi potrzebny jest prezydent, który jednoznacznie reprezentuje pasztuńską tożsamość. Musi być przedstawicielem większości, z wyraźnie dominującym głosem. Słaby przywódca w Kabulu nie będzie mógł zawierać poważnych porozumień, także z talibami  – mówi „Rz" Pranay Sharma, indyjski ekspert ds. Azji Południowej, publicysta tygodnika „Outlook".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA