fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Są w śpiączce. Trwa walka, by się obudzili

ROL
W ciągu pięciu miesięcy ze śpiączki wyszło pięcioro pacjentów kliniki Budzik. To niejedyne miejsce w Polsce, gdzie dokonują takich rzeczy.
13 września 2013 r. – po czterech miesiącach snu – budzi się 16-letnia Klaudia ze Słupska. Dwa tygodnie później do świata wraca 9-letnia Wiktoria. Spała pół roku. 24 października po siedmiu miesiącach budzi się Klaudia z Wodzisławia Śląskiego. W połowie listopada kolejny sukces – tym razem jest to 13-letni Dawid, który w śpiączce był od trzech miesięcy. Tuż przed świętami po prawie pół roku kolejny sukces. Wybudzona zostaje piąta pacjentka – tym razem to 6-letnia Kamila.
Wszystkie te dzieci pokonały śpiączkę w klinice „Budzik" – pierwszym i jedynym w Polsce ośrodku zajmującym się leczeniem i rehabilitacją dzieci po ciężkich urazach mózgu, które są w stanie śpiączki.
Założyła ją fundacja Ewy Błaszczyk „Akogo", która już od wielu lat zajmuje się dziećmi w stanie śpiączki, po tym jak w takim stanie znalazła się jedna z córek aktorki.
Cud? – Nie. Powiedziałbym raczej, że to wynik naszej ciężkiej pracy– tłumaczy Andrzej Lach, dyrektor Budzika.
Sukces? Na pewno – klinika działa dopiero od lipca i leczy się w niej równolegle piętnaścioro dzieci, więc statystycznie rzecz biorąc, obudziło się co trzecie przebywające w niej dziecko.

Odmienny stan świadomości

Śpiączka to jeden z najbardziej zagadkowych z punktu widzenia medycyny stanów ludzkiej świadomości. To głęboka utrata świadomości, w którym nie ma reakcji na bodźce.
Może być ona spowodowana urazami lub ciężkimi schorzeniami, np. metabolicznymi, albo ostrymi zatruciami, w wyniku których mózg przestaje prawidłowo pracować. Jej głębokość określana jest w piętnastostopniowej skali Glaskow, która ocenia stopień kontaktowania się pacjenta ze światem.
Rocznie w Polsce w śpiączkę zapada od 100 do 150 osób. Ile jest takich osób obecnie – nie wiadomo.
– Nasi pacjenci to głównie dzieci po wypadkach komunikacyjnych, próbach samobójczych, podtopieniach lub takie, które nie wybudziły się po operacjach nowotworowych. Najwięcej jest ofiar wypadków – wylicza dyrektor Lach.
Tak właśnie zaczęła się śpiączka Dawida. Gdy 14 sierpnia chłopiec przejeżdżał przez pasy rowerem, został potrącony przez samochód.
– Miał bardzo poważne obrażenia. Połamaną miednicę, obojczyk, żebra, szczękę i uszkodzoną śledzionę. Był w stanie krytycznym. Lekarze w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trafił do szpitala, nie dawali mu szans – opowiada pani Izabela, mama chłopca.
Ofiarą wypadku była także Kamila, ostatnia wybudzona w Budziku pacjentka. – Córka została 5 lipca potrącona przez motocyklistę. W szpitalu została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej, z której nie mogła wyjść – wspomina Wojciech Pasieczny, tata Kamili.

Mandarynki, czekolada, pies i rock

Nikt nie jest w stanie przewidzieć, którzy pacjenci wyjdą ze śpiączki. – Wiemy natomiast, że im wcześniej rozpocznie się rehabilitację, stymulowanie mózgu, tym lepiej. Z biegiem czasu szanse na wybudzenie spadają – tłumaczy dyrektor Lach.
Przyjmuje się, że dzięki takim działaniom można pomóc wyjść ze śpiączki osobie, która w tym stanie przebywa nie dłużej niż półtora roku. Później liczy się raczej na cud.
Dlatego Budzik nastawiony jest na ostrą rehabilitację. Przyjmuje tylko tych małych pacjentów, którzy są w stanie śpiączki nie dłużej niż rok, a ich stan jest średnio głęboki. Dodatkowo są wydolni krążeniowo i oddechowo. – Chodzi o to, by natychmiast można było rozpocząć rehabilitację – tłumaczy Lach.
W Budziku rehabilitacja dziecka trwa od rana do wieczora. Tu działa się też kompleksowo. Twórcy kliniki rozumieją, że dla prawidłowego przebiegu rehabilitacji dziecka szczególnie ważna jest opieka rodziców. Dlatego łóżko w klinice dostaje także jedno z rodziców. Mogą oni także liczyć na wsparcie psychoterapeuty. – Im w lepszej formie są rodzice, tym bardziej mogą się oni zaangażować w rehabilitację dziecka – tłumaczy Lach.
Dzieci w warszawskiej klinice mogą liczyć nie tylko na gimnastykę i masaże, które zmniejszają pojawiające się u dzieci przykurcze, ale także na dogoterapię,  muzykoterapię, artterapię.
Dla każdego dziecka dobierane jest indywidualne leczenie. – Rehabilitanci najpierw starają się dowiedzieć, co dziecko lubiło, czego nie znosiło, czym się interesowało i dopiero, mając tę wiedzę, układają dla dziecka indywidualny program zajęć – mówi Lach. – Stąd nieraz w naszej klinice słychać rap czy muzykę Guns N' Roses – dodaje.
Obecnie Budzik przymierza się do wprowadzenia aromaterapii.
Pomysł powstał podczas otwarcia wystawy „Zapach, niewidzialny kod" w warszawskim Centrum Nauki Kopernik. Eksponaty na nią przygotowywała m.in. warszawska Pollena Aroma. – Odtwarzaliśmy m.in. egipskie naklejki zapachowe na bazie tłuszczu naklejane na peruki czy wodę królowej Węgier Elżbiety Łokietkówny z 1325 r., która była twórczynią  pierwszych perfum na bazie alkoholu – mówi dr Władysław S. Brud, pełnomocnik zarządu z Polleny Aromy. Po otwarciu tej wystawy z firmą skontaktowali się przedstawiciele fundacji „Akogo", założyciela Budzika.
– Wspólnie doszliśmy  do wniosku, że można spróbować pomóc pacjentom kliniki za pomocą zapachu. Jest trochę badań naukowych, które mówią o tym, że zmysł węchu działa na cały mózg – mówi dr Brud.
Do kliniki zawieziono już pierwsze najbardziej popularne zapachy wśród dzieci, m.in. pomarańczy, mandarynek czy mięty, które mogą wykorzystywać terapeuci kliniki.
Przedstawiciele Polleny rozmawiali już z rodzicami na temat zapachów, jakie lubiły, lub których nienawidziły ich dzieci, zanim zapadły w śpiączkę. – To były m.in. zapach białego żurku, określonego gatunku czekolady czy mandarynek. A były dzieci, które nienawidziły zapachu papierosów – opowiada dr. Brud. Teraz perfumiarze z Polleny pracują charytatywnie nad otworzeniem zapachów pacjentów Budzika. Trafią do kliniki po Nowym Roku.

Terapia Realem

Wybudzanie ze śpiączki to bardzo długi proces, który u każdego dziecka przebiega inaczej. – U pierwszej wybudzonej u nas pacjentki najpierw dało się zauważyć zmianę tzw. krzyku mózgowego, czyli bardzo dramatycznego pisku wydawanego przez osoby z tego typu dolegliwościami. Matka dziewczynki zwróciła uwagę, że staje się on bardziej modulowany – opowiada dyr. Lach. – A potem pojawiło się pierwsze słowo. Było to „mama" – dodaje.
Podobnie wspomina wybudzenie syna matka Dawida. – Efekty rehabilitacji następowały powoli: ruch ręką, mrugnięcie okiem czy pierwsze słowo „mama". Tym słowem określał wszystko – opowiada.
Dodaje, że razem z mężem puszczali chłopcu nagrania z meczów Realu Madryt – ulubionej drużyny Dawida, czytali prasę sportową czy książkę o Ronaldo – ulubionym piłkarzu Dawida. Rodzice czytali też mu historię, której chłopiec nie znosił.
Dawid został wybudzony 18 listopada, miesiąc później wyszedł już z kliniki.
Wybudzone dziecko czeka kilkuletnia rehabilitacja. Jak długo potrwa, nie wiadomo?
– Wszystko zależy od tego, w jakim stanie jest dziecko. – Kamila na razie nie mówi i nie chodzi, ale jest z nią kontakt i reaguje na polecenia – mówi Wojciech Pasieczny. – Mamy nadzieję na poprawę, bo lekarze oceniają, że córka robi szybkie postępy – dodaje.
– Wszystko zależy od dziecka. Przykładowo: Klaudia trzy tygodnie od wybudzenia mówiła już pełnymi zdaniami, ale wciąż nie chodzi. Dla odmiany Wiktoria jest bardzo sprawna ruchowo, ale bardzo powoli wraca jej mowa – opowiada o pacjentach dyrektor Budzika.
Fenomenem jest Dawid, pierwszy pacjent, który opuścił klinikę na własnych nogach. – Pewnie nie bez znaczenia jest to, że był dzieckiem bardzo wysportowanym.
– Basen, piłka nożna, były u niego na porządku dziennym – opowiada mama chłopca. Dawid jest teraz w domu. Rodzice załatwiają mu rehabilitację. Szukają logopedy i starają się o indywidualny tok nauczania – dodaje pani  Izabela. – Wierzymy, że syn wróci do pełnej sprawności – podkreśla.

Ani chwili do stracenia

Warszawski Budzik to pierwsza w Polsce specjalistyczna klinika nastawiona na wybudzanie ze śpiączki. Ale są także inne miejsca, które też mogą pochwalić się sukcesami. W Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Fundacji „Światło" w Toruniu pacjenci w stanie śpiączki przebywają już od dziesięciu lat. – Przez ten czas mieliśmy aż 32 wybudzenia. Raz udało się obudzić chłopca, który spał przez 15 miesięcy. Ale kiedyś udało nam się uzyskać kontakt wzrokowy z człowiekiem od dwóch lat w śpiączce – opowiada Janina Mirończuk, szefowa „Światła".
Jej zdaniem to, co się dzieje w Budziku, to wynik intensywnej i wczesnej rehabilitacji, bo to ona jest prawdziwą szansą na odzyskanie sprawności.
– Powinni być jej poddawani pacjenci zaraz po opuszczeniu oddziału intensywnej opieki medycznej, tak jak się to robi np. w Niemczech czy we Francji. Niestety, w Polsce ani nie ma takich ośrodków, ani się ich nie buduje, a ludzi skazuje się na wegetację i powolną śmierć – mówi wprost Mirończuk.
Jej zdaniem to dlatego, że wiele osób nie wie, czym jest śpiączka i inne stany zaburzenia świadomości. – Wszystkim wydaje się, że ci ludzie nic nie widzą i niczego nie rozumieją. To nieprawda, u nas na 44 podopiecznych zaledwie dwóch jest w stanie wegetatywnym. Z pozostałymi jest jakiś kontakt – opowiada Mirończuk.
Ośrodek dysponuje specjalnym urządzeniem do komunikacji pozawerbalnej, które wychwytuje minimalne ruchy gałki ocznej. Dzięki temu pacjenci są w stanie np. za pomocą liter na specjalnej klawiaturze układać wyrazy i całe zdania. – Mamy np. lekarkę weterynarii, która napisała nam po łacinie nazwę lekarstwa, które należy podać naszemu choremu psu. Jest też dziewczyna, która w ten sposób poprosiła nas o przefarbowanie włosów. A potem w ten sposób umówiła się na spotkanie z chłopcem, inny naszym pacjentem – mówi Mirończuk.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA