fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dramat najmłodszego państwa

Poszukujący schronienia cywile uciekają do baz ONZ (na zdjęciu wejście do bazy w Dżubie)
AFP
Po tygodniu bratobójczych walk Sudan Południowy stanął na krawędzi wojny domowej.
W weekend pozycje w stołecznej Dżubie zajęli żołnierze z przysłanego tam na apel miejscowego rządu kontyngentu ugandyjskiego. 45-osobowy oddział przysłały też Stany Zjednoczone, które od ubiegłej środy prowadzą ewakuację swoich obywateli z Sudanu Południowego.
O wycofaniu własnego personelu z Dżuby zadecydowały też rządy Włoch i Wielkiej Brytanii. Sudan Południowy opuszczają pracownicy Polskiej Akcji Humanitarnej, którzy prowadzili w tym kraju budowę studni zaopatrujących ludność w wodę.
Wczoraj doszło do poważnego incydentu, gdy rebelianci ostrzelali amerykański samolot lecący do Dżuby. Rannych zostało czterech żołnierzy na jego pokładzie, w tym jeden ciężko, samolot musiał zaś zawrócić do Ugandy. Po tym wypadku prezydent Obama ostrzegł władze Sudanu Południowego, że USA, które wspierały tworzenie tego państwa, mogą się wycofać z wszelkiej pomocy.
Najnowszy konflikt zbrojny w Sudanie Południowym rozpoczął się 15 grudnia, kiedy żołnierze z ludu Nuerów służący w siłach zbrojnych zbuntowali się i wystąpili przeciwko władzy prezydenta Salvy Kiira Mayardita z narodu Dinka. Walki objęły początkowo centralne dzielnice stolicy i wywołały panikę wśród cywilów.
Pod koniec ubiegłego tygodnia starcia rozszerzyły się na miasto Bur, a także na ważne z powodu wydobycia ropy okolice miasta Banitu na północy kraju. Z kolei w stanie Jonglei tzw. Biała Armia Nuerów dokonała napadu na bazę sił pokojowych ONZ. W ataku zginęło trzech indyjskich żołnierzy próbujących bronić szukających schronienia Dinków. W innym starciu zniszczono śmigłowiec sił ONZ.
W sumie od próby przewrotu zginęło już ponad 500 osób, rannych zostało 800, a ponad 50 tys. ludzi uciekło z domów w obawie o życie. W reakcji na wydarzenia prezydent Kiir zaapelował o pokój między ludami Sudanu Południowego i ogłosił gotowość dialogu „z każdą grupą rebeliancką", nie wyłączając ugrupowania pod wodzą Rieka Machara. Szanse na szybki pokój są jednak niewielkie, gdyż oddziały pod wodzą Machara konsekwentnie prowadzą ofensywę i najwyraźniej nie mają ochoty zrezygnować z próby obalenia prezydenta.
Najmłodsze państwo świata, liczący niespełna dwa i pół roku Sudan Południowy, przeżywa najcięższe chwile w swej krótkiej historii. Puczowi wojskowemu towarzyszą animozje etniczne, które niezależnie od toczonej z arabską Północą walki o niepodległość już nieraz prowadziły do krwawych starć między miejscowymi plemionami.
Seria najnowszych kłopotów zaczęła się w lipcu, kiedy prezydent Salva Kiir Mayardit pozbawił stanowiska swojego zastępcę Rieka Machara. Nie jest tajemnicą, że mimo walki przeciw wspólnemu wrogowi obaj politycy od lat ze sobą rywalizowali, a w ich sporach podstawową rolę odgrywały zadawnione waśnie etniczne: Machar jest Nuerem, a Kiir pochodzi z ludu Dinka.
Współplemieńcy Machara uważają, że Kiir otacza się swoimi ziomkami, nadaje im stanowiska i pozwala na osiąganie korzyści z funkcji państwowych. Z kolei Dinkowie nie mogą zapomnieć Nuerom ich prób dogadywania się z arabskimi władzami w Chartumie, które prowadziły politykę „dziel i rządź", starając się poróżnić rebeliantów z murzyńskiego Południa.
W ostatnich dwóch dekadach w siedmiu z dziesięciu prowincji Sudanu Południowego dochodziło do zatargów i walk na tle etnicznym. Do największej rzezi doszło w 1991 r. w Bur, gdzie Nuerowie wymordowali od 2 do 3 tys. Dinków. Wspomnienie tych wydarzeń nadal rodzi podejrzliwość i utrudnia współpracę głównych grup etnicznych młodego kraju.
Sudan Południowy jest jednym z najbiedniejszych obszarów Afryki, a do tego jest silnie podzielony etnicznie – oprócz stanowiących większość mieszkańców Dinków, Azandów i Nuerów żyje tam jeszcze około 200 innych grup plemiennych. Około 10-milionowa ludność w większości należy do kilku odłamów chrześcijaństwa, ale są tam również muzułmanie i wyznawcy tradycyjnych kultów animistycznych. Dramatycznie niski jest poziom edukacji (szkołę podstawową kończy 1–2 proc. mieszkańców) i opieki medycznej. Podstawą gospodarki pozostaje wydobycie ropy naftowej – z jej sprzedaży pochodzi 98 proc. dochodów budżetu. Południe po oddzieleniu od Sudanu Północnego odziedziczyło 75 proc. obszarów roponośnych, jednak wszystkie rurociągi, dzięki którym ten surowiec można eksportować, przebiegają przez Sudan Północny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA