fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Terlikowski: A ja lubię Boże Narodzenie

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Wiem, że to nienowoczesne, że teraz, jak się chce być trendy, to trzeba deklarować niechęć do tych rodzinnych, strasznych świąt.
A jeszcze lepiej – jak jedna z publicznych stacji radiowych – od razu zadeklarować, że ma się dosyć nie tylko tego zabiegania, dań, prezentów, ale i kolęd, które osłuchały się w supermarketach. Ale we mnie – i nic na to nie poradzę, a nawet poradzić nie chcę – wciąż pozostało sporo z dziecka (jakżeby inaczej, jeśli w domu obcuję głównie z dziećmi, które przypominają mi, że dorosłe problemy wcale nie są tak bardzo poważne) i pewnie dlatego uwielbiam Boże Narodzenie.
I to nie tylko dlatego, że jestem chrześcijaninem, a święto to przypomina niezwykle mocno, iż Bóg, stając się człowiekiem, przyjął na siebie nasz los i naszą cielesność i stał się tak bezbronny i bezsilny, że aż zabrakło dla niego miejsca w gospodzie. Ten wymiar z pewnością jest najważniejszy i to on sprawia, że wciąż na nowo staram się zgłębić teologię Bożego Narodzenia, czytając z dziećmi Pismo Święte czy przygotowując szopkę. Ale Boże Narodzenie to nie tylko teologia, ale przede wszystkim niesamowity czas.
Kupowanie i strojenie choinki, szukanie prezentów, wspólne pisanie listów do św. Mikołaja, chowanie ich tak, żeby dzieciaki przypadkiem ich nie znalazły, pieczenie pierniczków na choinkę i wspólne czytanie „Opowieści wigilijnej" – to wszystko jest po prostu fantastyczne, daje poczucie sensu, wspólnoty i zwykłego ludzkiego funu. Jest czymś niesamowitym, gdy mogę z dziećmi dekorować ciasta lub gdy najmłodszy niewprawnymi ruchami rąk próbuje wrzucać warzywa do sałatki. I gdy dzieci, widząc choinkę na balkonie, co chwila przybiegają, by zadać pytanie: tato, kiedy ją ubierzemy?
I wcale nie przeszkadza mi, a nawet sprawia radość, że „Xmas time" (nie mylić z Bożym Narodzeniem) zaczyna się krótko po Wszystkich Świętych. Kolorowe światełka i xmasowe hity w supermarketach, choć mogą irytować, mnie akurat przypominają, że mam się solidnie przygotować do świąt, i wywołują dziwną słodycz w sercu, wspomnienie dzieciństwa.
A gdy podkładam prezenty pod drzwi, dzwonię, a potem uciekam, żeby dzieci znalazły tylko prezenty i uwierzyły w moją opowieść o tym, że św. Mikołaj się spieszył, ale rozmawiałem z nim, to wtedy wraca do mnie mój własny dom, gdzie było tak samo. I dlatego właśnie nie zamieniłbym tych rodzinnych świąt, połączonych z pasterką, na żaden najwspanialszy nawet wyjazd. Boże Narodzenie to bowiem także święty czas powrotu do korzeni.
Autor jest filozofem, redaktorem portalu Fronda.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA