fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Wyrzuty sumienia z powodu masakry kosmitów

Filip ?Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Czyste pojęcia moralne narażone są nieustannie na ryzyko zabrudzenia. Takie kategorie jak dobro czy zło nie funkcjonują przecież w jakiejś abstrakcyjnej przestrzeni, lecz nieodłącznie związane są z dramatem ludzkiej historii.
Nieustannie bruka je dwuznaczność wyborów dokonywanych przez gatunek rozumnych śmiertelników.
Przypomniałem sobie o tym, oglądając niedawno niezwykły film. „Hotel pod Poległym Alpinistą" to ekranizacja znanej opublikowanej w roku 1970 powieści Arkadija i Borysa Strugackich o tym samym tytule. Ciekawostkę stanowi fakt, że mimo iż obraz Grigoriego Kromanova wyprodukowany został w roku 1979 w ZSRR, to stanowi właściwie dzieło kinematografii estońskiej. W oryginalnej wersji filmu dialogi są nie po rosyjsku, ale po estońsku. Jego mroczny klimat uzupełniają słoneczno-śnieżne pejzaże w Ałatau Zailijskim (paśmie górskim w Tienszanie – na granicy kazachsko-kirgiskiej) oraz krautrockowe utwory estońskiego kompozytora Svena Grünberga.
I tak, akcja toczy się w jakimś bliżej nieokreślonym kraju zachodnim. Do położonego w górach hotelu przybywa inspektor policji Glebsky. Zostaje on wplątany w ciąg tajemniczych, niedających się racjonalnie wytłumaczyć wydarzeń, w rezultacie których okazuje się, iż za dużym zamieszaniem w hotelu stoi czwórka wyglądających jak ludzie kosmitów, a w dodatku dwójka z nich to roboty.
Gdy Glebsky chce aresztować dowódcę ekspedycji kosmitów, Mosesa, żeby następnie przekazać go policji, ten usiłuje złożyć mu wyjaśnienia. Mówi, iż po przybyciu na Ziemię pierwszymi jej mieszkańcami, z którymi nawiązał kontakt, byli terroryści (w książce braci Strugackich – gangsterzy). Zwiedli oni kosmitę, skutecznie przekonując go, że toczą szlachetną walkę o sprawiedliwość. Namówili więc Mosesa do tego, żeby pomógł im – przy pomocy posiadanych przez siebie zaawansowanych technologii – w napadach na banki. Kiedy więc się zorientował, w czym uczestniczy, postanowił ze swoimi towarzyszami ekspedycji opuścić naszą planetę, na co nie chcą pozwolić terroryści. Nieopodal hotelu znajduje się stacja kosmitów, ale uległa katastrofie w wyniku lawiny i nie mogą oni się wydostać z Ziemi.
Glebsky nie wierzy w tę opowieść i chce zatrzymać Mosesa. Jednak ścigani przez terrorystów kosmici znajdują sprzymierzeńców wśród mieszkańców Ziemi – są nimi właściciel hotelu Alec Cenevert oraz przebywający tam uczony, Simonet. Obezwładniają oni na moment Glebsky'ego, aby pomóc kosmitom. Jest już jednak za późno. Nad hotel dolatują helikopterami gangsterzy, którzy bombardując Mosesa i trzech pozostałych uciekinierów, dokonują na nich egzekucji.
Finał filmu nie oddaje głębi literackiego pierwowzoru, w którym Glebsky po ponad 20 latach, będąc emerytem, wraca pamięcią do przeszłości i przeprowadza swoisty rozrachunek z dokonanym wówczas przez siebie wyborem. To, że nie uwierzył słowom Mosesa, a także jego ziemskich sprzymierzeńców, przyniosło przecież dramatyczne konsekwencje. Postawił na wypełnienie swojego służbowego obowiązku, a więc na policyjne procedury, przyczyniając się tym samym do masakry kosmitów.
W książce Glebsky wyznaje: „Jest mi strasznie ciężko na duszy, oto w czym rzecz. Nigdy przedtem ani potem nic takiego mi się nie wydarzyło, postąpiłem słusznie, jestem czysty przed Bogiem, prawem i ludźmi, a dręczy mnie sumienie. Czasem bywa ze mną już zupełnie źle i wtedy pragnę spotkać kogokolwiek z nich i błagać o przebaczenie. Myślę o tym, że któryś z nich być może wciąż jeszcze tuła się wśród ludzi, przybrawszy jakąś ludzką postać, i ta myśl nie daje mi spokoju".
I tak pojawia się kwestia czystego dobra. Kosmici jawią się tu jako przedstawiciele bezgrzesznej cywilizacji, których gangsterzy perfidnie wrobili w swoje nikczemne plany. Policyjne procedury zaćmiły umysł Glebsky'ego, który nie rozpoznał w Mosesie (przy okazji nasuwają się tu skojarzenia z biblijnym Mojżeszem) niewinnej istoty z kosmosu. Kiedy do realizacji dobra zabiera się policjant, zostaje ono podporządkowane prawu, a to zwiastuje same nieszczęścia. W ten sposób stróż prawa może stać się sprzymierzeńcem zbrodniarzy.
Tęsknota za czystym dobrem leży w naturze człowieka. Ma w sobie coś z oczekiwania na przyjście Mesjasza. A jednak może się też przerodzić w fałszywy mesjanizm. Jego świadomi i nieświadomi wyznawcy są spadkobiercami gnostyków, którzy w epoce późnego antyku przeciwstawiali złemu Demiurgowi – utożsamianemu przez nich z naszym Stwórcą – pozaświatowe dobre bóstwo, dalekie od tak „przyziemnych" spraw jak zasady obowiązujące w jakiejś organizacji (warto tu nadmienić, że bracia Strugaccy, w innej swojej powieści „Niedoskonali", dawali wyraz temu, że oddziaływała na nich gnostycka wizja świata).
Być może należy zatem tu wziąć pod uwagę też następujący wariant: wbity w poczucie winy inspektor Glebsky okazuje się ofiarą gnostyckich szantażystów, usiłujących mu wmówić, że istnieje wybór między czystym dobrem a brudnym prawem. Z łatwością przychodzi im przeciwstawiać „miłosiernego" Jezusa Chrystusa „praworządnemu", starotestamentalnemu Bogu. Tyle że ten antagonizm jest fałszywy. Prawdziwe życie nieustannie polega na wcielaniu czystego dobra w brudne ciało norm moralnych, struktur społecznych, instytucji państwowych. Wbrew bajaniom gnostyków.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA