fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Nie będzie wojny na ceny pożyczek

Jeśli wyznacznikiem nowoczesnego pożyczania ma być jak najmniejszy kontakt z klientem, to pod tym względem nie jesteśmy i nie chcemy być nowocześni – mówi David Parkinson, prezes Provident Polska.
Rz: Czy spowolnienie gospodarcze dotknęło lidera branży pożyczkowej w Polsce?
Wzrost sprzedaży pożyczek w trzecim kwartale był wolniejszy. Dynamika wyniosła tylko 4 proc. rok do roku, w porównaniu z ok. 10 proc. w pierwszej połowie roku. Ale już w IV kwartale widać poprawę, która wynika z lepszych nastrojów konsumentów i większej pewności w podejmowaniu decyzji finansowych. Cały biznes pożyczkowy opiera się właśnie na pewności konsumenta, co do swojej przyszłej sytuacji finansowej.
Banki odkręcają kurek z gotówką. Nie obawia się pan odpływu klientów?
Pożyczka w banku to średnio 9 tys. zł, u nas – 1,5 tys. zł. Dlatego nie zauważyliśmy zmian w profilu naszego klienta, kiedy rekomendacja T weszła w życie, i nie widzimy ich teraz, kiedy zalecenia poluzowano. My po prostu obsługujemy innych klientów niż banki, dlatego przepływy między sektorem pozabankowym a bankami nie są istotne.
Jeśli nie banki, to może konkurencją są nowi gracze, którzy weszli w tym roku na rynek? Chodzi o coraz bardziej popularne mikropożyczki w sieci.
Widzimy, że te firmy są niezwykle aktywne w mediach, co znaczy, że próbują pozyskać pewną grupę klientów i znaleźć sobie miejsce na rynku pożyczkowym. To na pewno sprawia, że zmniejsza się nasz udział w tym rynku, co z kolei ma wpływ na naszą strategię komunikacyjną i marketingową. Nie postrzegamy jednak tych firm jako konkurencji, ponieważ ich model biznesowy jest inny niż nasz.
To znaczy?
Po pierwsze, my nie zarabiamy na opłatach karnych. Jeśli klient ma problemy ze spłatą zobowiązania, to jest to naszym kosztem, nie zarobkiem. Staramy się robić wszystko, aby klient spłacił pożyczkę, bo na tym właśnie zarabiamy. Dlatego oferujemy wiele możliwości wydłużenia czasu spłaty czy zmiany warunków spłaty, bez dodatkowych kosztów.
Prowizja za udzielenie pożyczki jest wystarczająco wysoka, aby ten biznes się opłacał?
Oczywiście w kosztach pożyczki jest wiele różnych opłat za usługi, w zależności od tego, czego życzy sobie klient, ale wszystkie te koszty znajdują się w umowie. Nie kasujemy ani grosza więcej. Nie wysyłamy listów, za które pobieramy dodatkowe opłaty. A to częsta praktyka firm mikropożyczkowych. My stawiamy na odpowiedzialne pożyczanie.
Przyzna pan jednak, że wprowadzenie ostatnio do oferty darmowej przez 28 dni pożyczki wygląda jak początek wojny cenowej. Tym klientów przyciągają nowi gracze.
Tak bym tego nie nazwał. Tą ofertą chcieliśmy zwrócić uwagę na prawo klienta do odstąpienia od pożyczki. Według obowiązujących przepisów jest na to 14 dni, my wydłużyliśmy ten okres do 28 dni. Omijanie tego prawa jest jedną z nieuczciwych praktyk stosowanych na rynku pożyczkowym. My chcieliśmy przetestować, jak zachowają się klienci, mając na rezygnację aż cztery tygodnie.
Mikropożyczki w sieci nie są dla nas konkurencją, model biznesowy tych firm jest inny niż nasz
Część firm pożyczkowych zrzeszyła się ostatnio w walce o swoje interesy i  stworzyła Związek Firm Pożyczkowych. Czy Provident zamierza do niego dołączyć?
Nie mamy takich planów. Jesteśmy firmą z tradycjami, która działa na polskim rynku już od kilkunastu lat i, jak już wspomniałem, działamy według innych zasad niż mikropożyczki w sieci. W tym roku opuściliśmy Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych, przede wszystkim dlatego, że mamy odmienną wizję rozwoju sektora pożyczkowego.
Jak zamierzacie odpowiedzieć na marketingową ofensywę mikropożyczkodawców?
Bardzo ważna jest dla nas technologia. Trafiamy do klientów przez Internet, ok. 700 tys. wniosków o pożyczkę otrzymujemy właśnie poprzez ten kanał. Będziemy iść w kierunku coraz lepszego wykorzystania Internetu i przygotowujemy nasze produkty tak, aby można było z nich korzystać właśnie z wykorzystaniem tego kanału.
Czy to znaczy, że niedługo w Providencie będzie można otrzymać pożyczkę przez Internet?
Nigdy nie udzielamy pożyczki, zanim nie spotkamy się twarzą w twarz z osobą, która o nią wystąpiła. To jest nasza naczelna zasada i nie zamierzamy jej zmieniać. Jest to bardzo ważny element odpowiedzialnego pożyczania. Zadam pani proste pytanie: ile par butów kupiła pani w sieci i potem musiała je oddać? To odzwierciedla zachowania konsumentów i proces podejmowania decyzji. Nie jest łatwo podjąć właściwą decyzję, kiedy nie jest się pewnym koloru czy rozmiaru butów. Podobnie jest z pożyczkami. Chcemy poznać klienta, zanim podejmiemy decyzję o udzieleniu pożyczki. To jest początek wieloetapowej drogi weryfikacji wiarygodności kredytowej. Z wniosków, które spływają do nas różnymi kanałami, tylko 30 proc. kończy się udzieleniem pożyczki.
To mało nowoczesne podejście, jeśli porównać je z pożyczką w sieci w 15 minut...
Jeśli jako wyznacznik nowoczesnego pożyczania przyjmiemy jak najmniejszy kontakt z klientem, to pod tym względem nie jesteśmy i nie chcemy być nowocześni.
Państwo szykuje ostrzejsze regulacje sektora pozabankowego, w tym górny limit kosztów pożyczki. To uderzy w pana firmę?
Pewna kontrola cen pożyczek powinna mieć miejsce i branża musi zrozumieć, że jest to element budowania zaufania klienta i wiarygodności rynku. Ale ewolucja rynku w kierunku pożyczek na krótki czas i małe kwoty spowodowała, że ustalanie wspólnego limitu kosztów nie jest najlepszym sposobem regulacji tego rynku. Należy skoncentrować się raczej na egzekwowaniu istniejących praw konsumentów, które ograniczają oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych i dodatkowe koszty pożyczek.
David Parkinson jest związany z Providentem od 1986 r. Był m.in. dyrektorem działu komunikacji, szefem działu szkoleń i rozwoju, a także zarządzał działem rozwoju przedstawicieli. W marcu 2010 r. został prezesem Provident Polska. Wcześniej kierował Providentem w Czechach i na Słowacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA