fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Janukowycz traci grunt

AFP
Jędrzej Bielecki
Prezydent Ukrainy przegrywa nie tylko na ulicach Kijowa. Zaczynają się też od niego odwracać oligarchowie.
To miał być pokaz siły. Jednak w niedzielę w położonym koło Pałacu Prezydenckiego parku Marinskim zamiast zapowiadanych 200 tys. manifestantów zjawiło się nie więcej niż 15 tys. zwolenników Wiktora Janukowycza. I to mimo że wielu zostało dowiezionych autobusami ze wschodniej Ukrainy i otrzymało 200–250 hrywien (70–90 zł) za każdy dzień udziału w „spontanicznej" demonstracji.
W tym samym czasie na oddalonym o kilometr Majdanie Niezależności było kilkanaście razy więcej osób, wielu z naklejkami na kurtkach: „Ja tut nie za groszi!" (Nie jestem tu dla pieniędzy). Choć demonstracje trwają już czwarty tydzień, a w Kijowie zagościł mróz, nadzieje Janukowycza, że manifestanci w końcu się znużą, okazały się bezpodstawne.
Jeszcze poważniejszą niż na ulicach Kijowa porażkę Janukowycz poniósł jednak na froncie dyplomatycznym. Od wielu miesięcy ukraiński prezydent usiłował osłabić opozycję, przekonując społeczeństwo, że on sam doprowadzi do finału negocjacji nad umową stowarzyszeniową, tyle że na lepszych warunków. Ta strategia od niedzieli nie jest już jednak możliwa.
– Słowa i czyny ukraińskich władz coraz bardziej się rozchodzą – ogłosił na Twitterze komisarz ds. poszerzenia Unii Štefan Füle. I zapowiedział, że Bruksela „zawiesza" negocjacje z Kijowem nad umową stowarzyszeniową.
– W ostatnich 48 godzinach z punktu widzenia Janukowycza wszystko się wali – uważa Adrian Karatnicky, ekspert waszyngtońskiego Atlantic Council cytowany przez „New York Timesa".
Gdy wybuchły protesty na Majdanie, Janukowycz na tyle je zlekceważył, że wyruszył w wielodniową podróż najpierw do Chin, a potem do Rosji. Jeszcze w piątek w trakcie obrad okrągłego stołu odrzucił wszystkie postulaty opozycji. Jednak teraz zmienił zdanie. Aby uspokoić nastroje, prezydent poświęcił czterech ze swoich współpracowników. W areszcie domowym znaleźli się burmistrz Kijowa, szef stołecznej milicji i jego zastępca oraz zastępca szefa rady bezpieczeństwa narodowego. Prokuratura uważa, że to oni odpowiadają za brutalne pobicie demonstrantów 30 listopada.
Majdan chce jednak o wiele więcej: dymisji całego rządu Mykoły Azarowa i przyspieszonych wyborów prezydenckich.
– To jest tylko początek. Ci czterej urzędnicy mieli przecież nad sobą zwierzchników, którzy wiedzieli o planach rozpędzenia manifestacji – mówił do protestujących lider opozycji Witalij Kliczko.
To jednak dystansowanie się oligarchów, także z najbliższego mu „klanu donieckiego", jest dla Janukowycza szczególnie dużym zagrożeniem. W piątek Rinat Achmetow, którego majątek nie ma sobie równych na Ukrainie, otwarcie poparł opozycję. A w należącym do innego czołowego oligarchy Dmytro Firtasza kanale telewizyjnym Inter relacje z Majdanu stały się nagle całkiem przychylne.
Arsenij Jaceniuk, lider założonej przez Julię Tymoszenko Batkwiszczyny, twierdzi, że duża grupa deputowanych związanej z Janukowyczem Partii Regionów jest gotowa przejść na stronę opozycji. To jego zdaniem może wystarczyć do obalenia rządu Azarowa. Sam Achmetow kontroluje zachowanie przynajmniej 50 posłów.
– W tej rozgrywce już nie chodzi o umowę stowarzyszeniową, ale o skórę Janukowycza – mówi agencji Bloomberga Frederik Erixon, dyrektor brukselskiego instytutu ECIPE.
Oligarchowie odwracają się od Janukowycza, bo obawiają się, że prowadzona przez niego polityka za chwilę doprowadzi kraj do bankructwa i zmiecie ich własny biznes. Z tego samego powodu nie chcą nałożenia sankcji przez Brukselę i Waszyngton. Niepokoją się także rosnącymi wpływami familii Janukowycza kosztem „starego" klanu donieckiego. I chcą zapobiec nadmiernej zależności Ukrainy od Rosji, aby nie podzielić losu Michaiła Chodorkowskiego.
Już we wtorek Janukowycz ma się spotkać z Władimirem Putinem, oficjalnie po to, by odblokować handel między oboma krajami.
Mykoła Azarow, jakby przeczuwając, że kompromis z opozycją przestał być możliwy, przekonywał jednak zgromadzonych w parku Marinskim do znacznie bliższej współpracy z Moskwą. – Umowa z Unią oznacza dla nas nie tylko bankructwo, ale także legalizację małżeństw homoseksualnych i zrównanie praw mniejszości seksualnych. Czy nasze społeczeństwo naprawdę jest na to przygotowane? – pytał premier.

UE. Tylko spontaniczne wizyty

Ministrowie spraw zagranicznych UE nie zdecydują dziś w Brukseli o wyznaczeniu stałego mediatora między rządem i opozycją na Ukrainie. Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji, która była w ubiegłym tygodniu w Kijowie, nie widzi takiej potrzeby. Jest zwolenniczką spontanicznych i nieskoordynowanych wizyt ministrów spraw zagranicznych różnych państw UE. – Będzie zachęcać ministrów, żeby tam jeździli i pokazywali obecność UE – mówi wysoki rangą unijny dyplomata. Według niego potrzebne są też wizyty eurodeputowanych z różnych frakcji politycznych czy innych polityków, żeby pokazać, że unijna oferta jest wciąż aktualna. Ale żadna zinstytucjonalizowana forma pośredniczenia w wewnętrznych negocjacjach politycznych nie wchodzi w grę. I to mimo apelu Parlamentu Europejskiego w tej sprawie oraz gotowości jego wysłanników Pata Coxa i Aleksandra Kwaśniewskiego do kontynuowania misji. I to nawet w większym zakresie niż wcześniej, gdy chodziło tylko o namawianie prezydenta Janukowycza do uwolnienia Julii Tymoszenko. Szefowa unijnej dyplomacji nie zaproponuje też sankcji wobec rządu ukraińskiego. – W Europie nie ma wielu sygnałów poparcia dla stosowania tego instrumentu – argumentuje unijny dyplomata. —Anna Słojewska z Brukseli
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA