fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Kochanie na kredyt - najnowsza sztuka Mariusza Szczygielskiego

Od lewej Filip Bobek, Anna Sienkiewicz, Bartek Kasprzykowski, Tamara Arciuch, Piotr Zelt
materiały prasowe
Jan Bończa-Szabłowski
W "Kochaniu na kredyt" najnowszej sztuce Marcin Szczygielski, prezentuje w krzywym zwierciadle współczesnych celebrytów. Żyjących w świecie pozorów, ogarniętych szałem zakupów, ukazuje ich żałosną hierarchię wartości, odsłania słabostki i ukryte pragnienia.
Jan Bończa-Szabłowski
Olaf Lubaszenko kompletując obsadę w kilku przypadkach zerwał z obowiązującymi schematami. Specjalista od ról "supersamców" Bartek Kasprzykowski tym razem obsadzony został w postaci Pawła - zblazowanego, czasem wręcz zniewieściałego narcyza, który żyje w świecie mediów. Jego życie wyznaczają bankiety i wernisaże na których warto się pokazać. Jest przekonany, że wszyscy go znają i podziwiają. Kasprzykowski kreśli tę postać z autoironią, czasem używa dość grubej kreski, a w jednej z kulminacyjnych scen - jak zauważyła obecna na premierze jedna z aktorek starszego pokolenia - przypomina Eugeniusza Bodo w przeboju "Sex apeal" śpiewanym w przedwojennym filmie "Piętro wyżej". Ciekawe skądinąd, jak z tą postacią poradziłby sobie Filip Bobek. Tu widzimy go, jak zwykle bardzo powściągliwego, tym razem w roli zakochanego, nieco zakompleksiałego komornika.
W "Kochaniu na kredyt" Szczygielski pokazuje, że w dzisiejszym świecie obowiązuje zasada "nie ma zmiłuj". To jej ofiarą staje się Łucjan grany przez Piotra Zelta. Poznajemy go jako dość groteskowego ochroniarza - jąkałę, ale w trakcie sztuki odkrywamy jego prawdziwe oblicze i tajemniczą przeszłość. Z prawdziwą przyjemnością ogląda się w tym spektaklu Tamarę Arciuch. Jej Grażyna jest kwintesencją kobiecości, wrodzony sex apeal, łączy z przewrotnością i... świetnie śpiewa. Myślę, że najwięcej pracy reżyser Olaf Lubaszenko miał z Anną graną przez Agnieszkę Sienkiewicz. Obdarzona dużym wdziękiem i jeszcze większym temperamentem młoda aktorka była niczym torpeda. Miałem wrażenie, że gdyby nie precyzyjna reżyseria rozsadziłaby całą scenę. Ale dzięki urodzie i niewątpliwemu talentowi wiele jej można wybaczyć.
Szczygielski świetnie porusza się w dzisiejszym świecie mass mediów. W sztuce jest wiele zabawnych skojarzeń z konkretnymi programami telewizyjnymi. Anna np. byłą prezenterką programu "Dzień dobry na śniadanie" wpadła w spiralę uzależnień od kochania i kupowania. Sztuka, jak sugerują recenzje, przyjęta została entuzjastycznie przez Polonię w Londynie i równie ciepło na premierze w Teatrze Żydowskim w Warszawie ma szansę rozgrzać widzów w całej Polsce podczas mroźnych wieczorów i poprawić im humor. Bo przecież nic tak nie cieszy jak słabostki i niepowodzenia bliźnich.
 
 
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA