fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Niezależność prokuratora

Robert Gwiazdowski
Fotorzepa, Szymon Laszewski Szymon Laszewski
W związku z zamieszaniem, jakie premier Tusk wytworzył wokół prokuratora generalnego, przypomnę – co jak mantrę powtarzam od lat – nie wystarczy oddzielić stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, żeby prokuratura zaczęła działać sprawnie.
Jan Rokita oddzielenie funkcji prokuratora generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości przedstawił w swoich zasadach dobrego rządzenia (słynne „8 punktów Rokity"). Postulat taki krytykowali Zbigniew Ziobro, Lech Kaczyński i... ówcześni pozostali liderzy PO – Donald Tusk i Grzegorz Schetyna. Potem ci dwaj ostatni, jak już pozbyli się Rokity, zrealizowali jego postulat i stanowiska ministra i prokuratora rozdzielono. Ale kiepsko.
Dlatego po katastrofie smoleńskiej Włodzimierz Cimoszewicz, onegdaj minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, powiedział, że prokuratura zachowuje się, „jakby chodziło o włamanie do garażu na Grochowie". Prokuratorzy powinni równie starannie podchodzić do sprawy włamania do garażu na Grochowie jak do katastrofy samolotu prezydenta. Takie włamania są znacznie częstsze niż takie katastrofy. Gdyby prokuratorzy mieli we krwi, jak należy prowadzić postępowania w sprawie włamań, to choćby z samego przyzwyczajenia zachowaliby takie same standardy w innych sprawach.
Andrzej Seremet dostał okazję pokazania nowych standardów pracy prokuratury. Niestety, to mu się nie udało. Ale jak miało się udać, skoro ustawodawca przyjął, że ważnym kryterium doboru prokuratorów jest doświadczenie? Kandydat na prokuratora generalnego nie powinien mieć żadnego doświadczenia prokuratorskiego. Jest ono raczej obciążeniem, zwłaszcza dla prokuratorów, którzy szli na aplikację prokuratorską w latach 80., a już w szczególności w samym stanie wojennym. A to niestety to pokolenie nadaje ton prokuraturze.
Powtórzę jak mantrę: prokurator generalny powinien być powoływany na jedną, siedmioletnią kadencję, bez możliwości reelekcji. Tryb jego wyboru powinien być zbliżony do tego, w jakim się wybiera prezesa NBP, z dodatkowym udziałem Krajowej Rady Sądownictwa. Po zakończeniu kadencji powinien pobierać dożywotnią pensję w takiej samej wysokości, i mieć co najmniej przez pięć lat zakaz zajmowania się polityką. A wszystko to po to, aby w okresie sprawowania funkcji „nie zaprzątało" mu uwagi myślenie o swojej przyszłości i podejmowanie decyzji w „trosce" o tę przyszłość.
Ale taki ktoś byłby rzeczywiście niesterowalny – ani przez rząd, ani przez prokuratorów. Niedoczekanie w „państwie prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej".
Autor jest adwokatem, profesorem prawa, prezydentem Centrum im. Adama Smitha
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA