fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Z Krakowa na Dach Świata - Tybet 2013

Wyprawa Tybet 2013. Drogi... właściwie nie ma!

Kazachstan - najgorsza droga świata
DISCOVER 4X4
25 sierpnia 2013, nad Morzem Kaspijskim
stan licznika: 17 324 km
W Aktobe coś tam w samochodowej elektryce naprawiliśmy i skierowaliśmy się na południe, w stronę Morza Kaspijskiego. Reszta ekipy kieruje się na Moskwę, wiec już się pewnie nie zobaczymy. Nam się marzy odrobina astrachańskiego kawioru i dużo słońca.
Z Prezesem pokonujemy tę trasę (Aktobe-Astrachań) po raz trzeci w ciągu 5 lat. I po raz trzeci przysięgamy sobie, że po raz ostatni. Mimo bowiem, że jest to trasa newralgiczna, prawdopodobnie jest też najgorszą drogą świata. Na odcinku ok. 600 kilometrów po asfalcie są tylko zamierzchłe wspomnienia, a utwardzone resztki jezdni bardziej wyglądają na marsjański eksperyment niż trzynasty rok XXI wieku. Drogi... właściwie nie ma!
Jest szlak po każdym deszczu wyznaczany w stepie nowym duktem śladów opon. Drogowskazem (jedynym!) jest tor kolejowy. Samochody (i osobowe i ciężarowe), gdy nie mogą pokonać jakiejś przeszkody, nadrabiają kolejne kilometry stepu i zostawiają ślad następcom. W efekcie kluczymy polnymi ścieżkami na szlaku szerokim na ponad kilometr. Przy okazji 600 km zamienia się w 800. Każdy pojazd wzbija chmury pyłu. W naszym samochodzie izolujemy się i włączamy klimę na zamkniętym wewnętrznym obiegu, ale „panatadkowa" toyota klimatyzacji nie posiada. Więc Piotr wietrzy się otwartym oknem (upał coraz większy), na twarzy ma maskę antypyłową i wygląda jak kosmita. Przy okazji zbiera do wnętrza kilogramy pudru, który dojedzie z nim pewnie do Polski.
Auta mamy dostosowane do podróży w terenie. Ale producent offroadowego sprzętu nie uwzględnił warunków jakie panują w Kazachstanie. Każdą setkę kilometrów okupujemy kolejnymi „stratami". Epopeje można by spisać o tym co nam się na tej drodze urwało, obtarło, przedziurawiło. Odpadają szpanerskie halogeny, anteny, kaloryfery. Wypaczają drzwi i inne elementy ruchome. Tracimy zbiornik z wodą i nadzieję na prysznic. Elektroniczne czujniki na tablicy rozdzielczej wariują. Filtr powietrza się zapycha. Pękają dwa pióra w resorach. I tak dalej...
Oczywiście łapie nas na trasie zmrok. Prędkość mamy symboliczną. W ciągu godziny popychamy nie więcej niż 30 kilometrów. Po ćmoku jest jeszcze wolniej, bo czasem gubimy ślad i z trudem w pyle odnajdujemy odpowiednia ścieżkę. W myślach tworzymy piętrowe konstrukcje przekleństw. Większość po rosyjsku. Do uwiecznienia na piśmie się nie nadają.
Ciągniemy tak prawie do świtu. Aż dopatrzymy się w przydrożnym mroku kiwonów pompujących ropę naftową, nieomylny znak kaspijskiej prosperity. Zasypiamy przy cmentarzyku muzułmańskim przeklinając Kazachstan i zgrzytając piaskiem w zębach.
Szczegóły na www.rp.pl/Tybet2013 oraz na stronie www.discover4x4.com.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA