fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Stratfor

Moskwa wróciła do gry

George Friedman
Stratfor
Afera Snowdena ustawia Rosję w jednym szeregu z organizacjami obrony praw człowieka, które wcześniej potępiały Moskwę za jej działania. Rosja chce pokazać, że z moralnego punktu widzenia niewiele się różni od Ameryki, co daje jej cenny atut w politycznej konfrontacji z USA – pisze szef Stratforu.
Stratfor od lat opisuje zjawisko, które nazwaliśmy końcem post-zimnowojennego świata, świata opartego na trzech filarach: Stanach Zjednoczonych, Europie i Chinach. Dwa z tej trójki zmieniły swój status w ostatnich kilku latach. Pisaliśmy już na tych łamach o końcu chińskiego modelu rozwoju, opartym na dynamicznym wzroście i niskich płacach. Dyskutowaliśmy również o głębokim kryzysie instytucjonalnym w Europie, wynikającym z jej problemów ekonomicznych. Zastanawialiśmy się również, kto może zostać potencjalnym następcą Chin. Dziś trzeba się zastanowić jaki system wyłoni się z post-zimnowojennego świata, a nie da się tego zrobić bez oceny roli Rosji.
Wersja angielska tekstu na www.stratfor.com Rosja w świecie post-zimnowojennym przeszła przez dwie fazy. Pierwszą był chaos, który w nieunikniony sposób nastąpił po upadku Związku Radzieckiego. Chaos może być niekiedy mylony z liberalizmem i wielu obserwatorów zwykło myśleć o Rosji w dekadzie po upadku Związku Radzieckiego jako o państwie liberalnym. Jednak Rosję pod rządami Borysa Jelcyna cechował raczej chaos niż liberalizm. Na programie prywatyzacji wzbogacali się ci, którzy potrafili się szybko zorganizować, by w mętnej wodzie wyłowić najsmakowitsze ryby. Życie polityczne dopiero się kształtowało, zaś Zachód z jednej strony był zadowolony z upadku radzieckiego imperium, a z drugiej łudził się, że Rosja stanie się konstytucyjną demokracją na jego obraz i podobieństwo.USA powoli zaczynają rozumieć, że Rosja stworzyła strategię, na którą nie mają one pomysłu
Druga faza była reakcją na pierwszą. Chaos, który pozostawił po sobie Jelcyn był na dłuższą metę nie do utrzymania. Rosja pod wieloma względami po prostu nie funkcjonowała jako państwo. Jedyną strukturą, która przetrwała upadek Związku Radzieckiego i wciąż zachowała sprawność były tajne służby – choć nawet one zostały poważnie osłabione przez działania Jelcyna. Służby specjalne zarówno utrzymywały, na tyle na ile to było możliwe, spójność kraju, jak i uczestniczyły w akumulacji kapitału poprzez proces prywatyzacji. W rezultacie nie tylko zachowały władzę którą posiadały w Związku Radzieckim, ale wręcz radykalnie ją zwiększyły. W tym samym czasie pojawiła się klasa oligarchów i te dwie grupy balansują od tego czasu na granicy pomiędzy konkurencją a współpracą.
Rosja nie mogła dalej funkcjonować w ten sposób. Poziom nędzy był większy niż w czasach Związku Radzieckiego; kolejne republiki zgłaszały chęć odłączenia się od Federacji Rosyjskiej; międzynarodowy autorytet Moskwy sięgnął dna.
Stany Zjednoczone i NATO zaangażowały się w wojnę w Kosowie, całkowicie ignorując rosyjski sprzeciw. Rosja nie chciała wojny zarówno dlatego, że Serbia była jej sojusznikiem, jak i z racji jednej z podstawowych zasad powojennego ładu w Europie, która mówiła o nienaruszalności granic. Traktowano ją niemal jak świętość, bo rewizja granic była jedną z przyczyn wybuchu II Wojny Światowej. Postulaty Rosji zostały całkowicie zlekceważone.
Gdy okazało się, że Serbia nie upadła natychmiast pod ciosami natowskiego lotnictwa i wojna zaczęła się przeciągać, Rosjan poproszono o pośrednictwo w negocjacjach. W zamian za to obiecano im znaczącą rolę w zarządzaniu powojennym Kosowem. Nic takiego się nie stało; przyszłość Kosowa znalazła się w rękach europejskich i amerykańskich decydentów.
Wpływy międzynarodowe nie są dane jakiemuś krajowi raz na zawsze. Posiada on je z racji swojej potęgi i wynikają one ze świadomości faktu, że ignorowanie jego żądań może mieć niemożliwe do zaakceptowania konsekwencje. W 1999 roku pozycja międzynarodowa Rosji była najsłabsza od stuleci.

Putin stawia kraj na nogi

Pojawienie się takiego człowieka jak Władimir Putin było logiczną konsekwencją chaosu lat 90-tych. Putin był głęboko osadzony w KGB i starym aparacie bezpieczeństwa. Podczas swojej pracy w Sankt Petersburgu zaprzyjaźnił się z powstającą klasą oligarchów, a także nowym pokoleniem reformistycznie nastawionych ekonomistów. Putin rozumiał, że po to by ożywić Rosję, potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze oligarchowie muszą zacząć działać zgodnie z polityką rządu. Za dużo im zawdzięczał, by ich złamać – choć przeprowadził jeden czy dwa pokazowe procesy – ale nie na tyle, by dalej bezczynnie patrzeć, jak rozkradają Rosję.
Rozumiał również, że musi przywrócić jakiś ład w gospodarce, zarówno dla dobra polityki wewnętrznej jak i zagranicznej. Rosja miała potężne rezerwy energetyczne, ale nie była w stanie konkurować na światowych rynkach w sektorach przemysłu i usług. Putin skupił się na jedynym atucie, jaki posiadała Rosja: zasobach energetycznych i surowcowych. By to zrobić, musiał do pewnego stopnia przejąć kontrolę nad gospodarką – nie na tyle, by cofnąć Rosję do modelu sowieckiego, ale wystarczająco by zrezygnować z modelu liberalnego rzekomo wdrażanego w Rosji. Albo, ujmując rzecz inaczej, by położyć kres chaosowi. Głównym instrumentem tej polityki był Gazprom, kontrolowana przez rząd firma, której misją była eksploatacja rosyjskich zasobów energetycznych w celu ustabilizowania sytuacji w kraju i stworzenie podstaw do jego dalszego rozwoju. Putin równolegle wycofywał się z liberalizmu gospodarczego i coraz bardziej zacieśniał kontrolę nad życiem politycznym, ograniczając swobody obywatelskie.
Ten proces nie przebiegał z dnia na dzień. Zajął ponad dekadę, ale w rezultacie Rosja nie tylko stała się stabilną gospodarką, ale również odzyskała wpływy w świecie. Dla Putina konsekwencje w postaci likwidacji politycznych i obywatelskich swobód nie były wysoką ceną do zapłacenia. Z jego punktu widzenia karnawał wolności z lat 90-tych przyniósł Rosji tylko i wyłącznie szkody. Wciąż pamiętał o widmie dezintegracji, wspieranej przez zachodnie mocarstwa, któremu należy zapobiec. A Rosji nie można było po prostu zignorować w systemie międzynarodowym, chyba że pogodziłaby się ona z rolą permanentnej ofiary.
Produkcja surowca stworzyła bazę ekonomiczną, którą rząd mógł wykorzystać do powstrzymania erozji życia gospodarczego w całym kraju. Dała również Rosji narzędzie gwarantujące, że jej interesy nie będą ignorowane. Sprzedaż energii do Europy stała się jednym z kluczowych elementów ekonomicznego krwiobiegu Starego Kontynentu. Niemcy, dla przykładu, potrzebują ogromnych dostaw energii do utrzymania swojej gospodarki w ruchu. Zawsze jednak istnieje ryzyko, że Rosja może ograniczyć sprzedaż. Kilkakrotnie gazociągi zostały wyłączone, ponieważ Moskwa nie mogła się porozumieć z krajami tranzytowymi: Białorusią i Ukrainą. Ponieważ Rosjanie zgromadzili wielkie rezerwy energetyczne, łatwiej im przetrwać taki miesięczny klincz niż Niemcom.
Niemcy i inne kraje europejskie nie mogą już dłużej ignorować rosyjskich interesów. Podczas Zimnej Wojny Rosja była biedna, ale potężna. Po jej zakończeniu stała się jeszcze biedniejsza i w dodatku bezsilna. Putin przywrócił ją do punktu, w którym w kraju nieco się poprawia, a dodatkowo odzyskał on wpływy międzynarodowe. Jego obojętność na prawa człowieka oburza głównie wielkomiejską inteligencję w Rosji. Poza Moskwą i Sankt Petersburgiem sprawa nie jest już tak oczywista, ale jego notowania wciąż są wyższe poza głównymi miastami.

Narodziny rosyjskiej strategii

Europa zmaga się ze swoimi problemami wewnętrznymi, chińska gospodarka zwalnia, więc Rosja zyskuje znaczące wpływy w regionie – wpływy które Putin systematycznie stara się umacniać. Prezydent realizuje politykę, którą możemy nazwać „handlowym ekspansjonizmem". Rosyjskie czołgi nie wkroczą na terytorium byłych krajów satelickich w Europie, tak jak to zrobiły w Gruzji, ale słabość Europy zmusiła te kraje, by nie pokładały zbyt dużej wiary w Brukseli i próbowały sobie radzić na własną rękę. Nie mają też co liczyć na Stany Zjednoczone, które nie były w stanie przeprowadzić sprawnie tak prostej w gruncie rzeczy operacji jak budowa tarczy antyrakietowej. Absolutnie nie dowierzają przy tym Rosji, ale mają niewielkie pole manewru, a Rosjanie cierpliwie tłumaczą, że te handlowe relacje nie mają nic wspólnego z próbami odzyskania politycznej kontroli.
W rosyjskim interesie jest wzmocnienie kontroli nad zasobami energetycznymi i szeregiem innych branż. Za sprawą kryzysu gospodarczego na potęgę podpisywane są po cichu umowy kapitałowe tworzące spółki joint-venture, dzięki którym pieniądze wędrują z rąk do rąk. W większości są to niewielkie transakcje, ale to właśnie dzięki nim Rosjanie oplatają Europę Wschodnią siatką swoich interesów. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki zarządzana jest rosyjska gospodarka, nawet małe firmy muszą się dopasować do szerszej strategii, by ich działalność miała finansowy sens. Jednak skutkiem ubocznym jest zwiększanie rosyjskich wpływów.
Polityka ta nie ogranicza się wyłącznie do byłych krajów satelickich. Rosyjskie koncerny, zasobne w gotówkę ze sprzedaży ropy i gazu, przejmują firmy i negocjują nowe kontrakty w całej Europie. Strategia ta zakłada, że relacje handlowe wzmocnią wewnętrzną presję by unikać konfrontacji z Rosją w sprawach politycznych i będą miały wpływ na politykę zagraniczną poszczególnych krajów.
Ta strategia tworzy nową dynamikę w stosunkach Rosji ze Stanami Zjednoczonymi. W czasach radzieckich i pod rządami Putina rosyjska strategia wobec Stanów Zjednoczonych polegała na generowaniu problemów w różnych częściach świata, co zmuszało USA do rozpraszania sił i nadmiernego angażowania się Waszyngtonu w konflikty regionalne, czego najlepszym przykładem jest Wietnam. Dla Putina taką sferą jest Bliski Wschód. Wojny w Afganistanie i Iraku były prawdziwym darem z nieba dla Rosjan. Amerykanie zostali uwiązani w tych krajach, co dało Rosjanom czas na ustabilizowanie swojej sytuacji wewnętrznej, odbudowę systemu władzy, a gdy okoliczności stały się sprzyjające, także na rozszerzenie swoich wpływów.
Zakończenie wojen w Afganistanie i Iraku nie jest w interesie Rosji. Moskwa, mimo pewnych kosztów, korzysta z nadmiernego zaangażowania USA w sprawy świata islamskiego. Rosjanie odgrywają istotną rolę zarówno w Syrii jak i w Iranie i jeżeli Amerykanie chcą kontynuować swoją politykę na Bliskim Wschodzie, muszą się z nimi liczyć. Stany Zjednoczone próbowały wpłynąć na Rosjan, by ci wycofali swoje wsparcie dla Bashara al Assada i Irańczyków. Bez powodzenia.

Nowa zimna wojna

Kiedy spojrzymy wstecz, zobaczymy że Stany Zjednoczone weszły w fazę izolacjonizmu, która zazwyczaj występuje w tamtejszej polityce po każdej wojnie toczonej przez Amerykę. To wycofanie się następuje w tym samym momencie, w którym Europa przeżywa wewnętrzny kryzys, przeradzający się w kryzys instytucjonalny. To otwiera Rosjanom drogę do zwiększenia swoich wpływów w Europie w czasie, kiedy Stany Zjednoczone same próbują odzyskać równowagę. Rosjanie podsycają potencjalne kryzysy na Bliskim Wschodzie, w które Amerykanie mogliby chcieć się zaangażować. Odnawiają również i rozszerzają sieć swoich kontaktów w Ameryce Łacińskiej, gdzie antyamerykanizm od dawna równoznaczny jest z lewicowością. Dziś Rosjan trudno uznać za lewicowców, są raczej nacjonalistami. Jednak ich zdolność do wywołania napięć pomiędzy, Wenezuelą, Ekwadorem i Boliwią a Stanami Zjednoczonymi kosztuje Moskwę niewiele, a zawsze może przynieść potencjalne korzyści.
Aferę Snowdena także należy rozpatrywać w tym kontekście. Ma ona wiele wątków, od interpretacji amerykańskiej konstytucji po zobowiązania tych, którzy posiadają dostęp do informacji niejawnych. Ale sprawa Snowdena ma również inny kontekst; Amerykanin z dostępem do ściśle tajnych materiałów uciekł do Rosji. Amerykanie chcą jego ekstradycji. Dziesięć albo 15 lat temu prawdopodobnie by ją uzyskali, ale dzisiaj już nie. Gdyby Rosjanie go wydali, wszelcy potencjalni amerykańscy zbiegowie mogliby przestać ufać Rosji. Gdyby analogiczny rosyjski zbieg uciekł do Stanów Zjednoczonych, też prawdopodobnie nie zostałby wydalony, by stanąć przed sądem. Ale całą sprawę załatwiono by po cichu, wychodząc z założenia, że im mniej wiedzą Rosjanie, tym lepiej. Z powodów, które być może pozostawały poza kontrolą Moskwy, a być może nie,  tej akurat sprawie nadano wielki rozgłos.
Zrobiono to w dwóch celach. Po pierwsze, by spowodować kryzys polityczny w Stanach Zjednoczonych oraz w stosunkach pomiędzy Waszyngtonem a jego sojusznikami. Po drugie, ustawia to Rosję w jednym szeregu z organizacjami obrony praw człowieka (zarówno międzynarodowymi jak i w samej Rosji), które wcześniej potępiały Moskwę za jej działania. Rosja chce pokazać, że z moralnego punktu widzenia niewiele się różni od Stanów Zjednoczonych, co daje je cenny atut w jej politycznej wojnie z Ameryką. Afera Snowdena na tym poziomie wydaje się błaha, ale nie ma tak błahej okazji, której nie należałoby wykorzystać.
Ani dziś, ani w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma ryzyka konfrontacji zbrojnej. Ale Rosjanie wykorzystują dziś
kryzys gospodarczy w Europie i napięcia pomiędzy Europejczykami i Amerykanami do rozszerzania swojej strefy wpływów – w tym przypadku gospodarczych – na Europę i odizolowanie, na tyle na ile to możliwe, Europejczyków od Amerykanów. W ten sposób chcą zepchnąć Stany Zjednoczone do defensywy.
Rosjanie w swoim rozumieniu wcale nie zachowują się agresywnie. Od 1991 roku zaznali serii upokorzeń, których nie szczędziły im Stany Zjednoczone, od Kosowa, przez Ukrainę po republiki bałtyckie. Przez chwilę wydawało się, że Amerykanie osiągną swój cel i definitywnie złamią potęgę Rosji. Gdyby nie 9/11 być może by im się to udało. Dziś Rosja postrzega siebie jako centrum tworzenia sfery bezpieczeństwa, która chroniłaby jej interesy i kazała się liczyć z jej interesami jako supermocarstwa.
Stany Zjednoczone nie zdefiniowały jeszcze swojej polityki wobec Rosji. Nadal patrzą na Rosję przez pryzmat poszczególnych działań, które nie składają się w spójną całość. Syria, Iran, Europa Wschodnia i Ekwador są postrzegane jako źródło rosyjskich frustracji, ale nie element rosyjskiej strategii. Tymczasem strategia ta już istnieje – zakłada ona znalezienie środków na spętanie i zepchnięcie do defensywy Stanów Zjednoczonych, podczas gdy Rosja będzie tworzyć nową rzeczywistość na swoich peryferiach, szczególnie w Europie.

USA są bez wyjścia

Stany Zjednoczone mogą sobie pozwolić na to, by przez jakiś czas dać się wodzić za nos. Są wielkim mocarstwem, które ma dość czasu na reakcję. Rosja jest w ostatecznym rozrachunku państwem słabym. Jej przewaga w dziedzinie energetyki zależy od cen surowców, rozwoju alternatywnych źródeł energii i tego, czy znajdą się na nią klienci. Rosyjska buta opiera się na bardzo słabych podstawach i osobiście wątpię, by była w stanie wytrzymać słowo „sprawdzam". Związek Radziecki był dużo silniejszy niż dzisiejsza Rosja, a i tak nie był w stanie się utrzymać. Podobnie będzie z Rosją.
Na razie jednak trwa walka o wpływy. To, co robi latynoamerykańska lewica nie ma większego znaczenia, a Stany Zjednoczone nie dadzą się z powrotem wciągnąć w awanturę na Bliskim Wschodzie; dwie wojny całkowicie wystarczą. Jednak to co Rosja robi w Europie Wschodniej może zmienić równowagę sił na Starym Kontynencie na tyle, by zagrozić amerykańskim interesom. Trudno te działania zignorować, ale również trudno się im przeciwstawić. Na tym polega amerykański problem. Na razie Stany Zjednoczone nie mają dobrego wyjścia.
To jeden z powodów dla których prezydent Barack Obama rozważa odwołanie wrześniowego szczytu z Putinem. Snowden jest jedynie wymówką i drobnym elementem układanki, w której chodzi o coś większego. Stany Zjednoczone powoli zaczynają rozumieć, że Rosja jest ich przeciwnikiem, który w ramach swoich ograniczonych zasobów stworzył przemyślaną i skuteczną strategię, na którą Stany Zjednoczone nie mają pomysłu. Ostatni szczyt nie przyniósł żadnych efektów, podobnie będzie z najbliższym.
W książce „Następne 100 lat" przedstawiłem sekwencję wydarzeń, w ramach której Europa i Chiny słabną. Dowodziłem, że mocarstwem które może skorzystać na tym osłabieniu będzie Rosja, zdolna utrwalić swoją pozycję w następnym pokoleniu i rozpętać małą Zimną, czy też raczej Chłodną Wojnę ze Stanami Zjednoczonymi. To może być centralny element systemu międzynarodowego.
- Tłum. TK
Autor jest amerykańskim politologiem, założycielem i prezesem Stratforu, prywatnej agencji wywiadowczej i instytucji publikującej analizy geopolityczne
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA