fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Związki zawodowe chciały zwolnień grupowych w TVP

Ewa Ger
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Na oficjalnym spotkaniu Związków z Zarządem TVP usłyszeliśmy pytanie, dlaczego nie zrobimy zwolnień grupowych. Przy zwolnieniach grupowych osoby, które są w zarządach związków zawodowych, są objęte przez te związki szczególną ochroną, a mamy 24 organizacje związkowe w Spółce, taki proces nie stanowiłby dla nich zagrożenia. Tylko, jaka to jest dbałość o ludzi? – powiedziała Ewa Ger, dyrektor personalna TVP, w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.
Pani dyrektor, Kazimierz Kutz chciałby, żeby dzisiejsza Telewizja Polska „zdechła". Czy pomaga pani spełnić życzenie słynnego reżysera?
Ewa Ger, dyrektor personalna TVP: Zdecydowanie nie. Przeciwnie! Kiedyś zadano mi pytanie, czy narodowe instytucje kultury takie jak: Teatr Wielki Opera Narodowa, teatry narodowe, muzea narodowe, powinny się nieco skomercjalizować, żeby zaczęły na siebie zarabiać i państwo nie musiało do nich dokładać. Moja odpowiedz brzmi - nie! Obowiązkiem państwa jest dotować takie instytucje, by społeczeństwo mogło się rozwijać, by gwarantować rozwój kultury i rozwój cywilizacyjny, tak też obowiązkiem państwa jest stworzenie stabilnego systemu finansowania telewizji publicznej. Publiczna telewizja - nie mam wątpliwości - powinna istnieć w każdym kraju.
TVP jest jeszcze publiczna?
Jest, choć niestety Polacy nie mówią o telewizji publicznej dobrze. Musimy zrobić wszystko, żeby to zmienić. A będzie to możliwe, kiedy będziemy mieli dobry program, gdy TVP będzie gospodarną, dobrze funkcjonującą instytucją.
I tutaj właśnie ma problem senator Kutz, który mówił w rozmowie z „Gazetą Wyborczą": „Państwo ma obowiązek dbania o edukację i kulturę swoich obywateli. Trzeba stworzyć telewizję publiczną od nowa, bez polityków i bez komercji. Nie można zakładać, że Polska składa się z samych idiotów, którzy nie chcą oglądać inteligentnych programów." W jaki sposób telewizja ma pozostać publiczną, nie ścigając się z telewizjami komercyjnymi?
Telewizja publiczna jest jednoosobową spółką skarbu państwa, działającą w oparciu o przepisy Kodeksu spółek handlowych. Z jednej strony realizujemy misję, z drugiej musimy konkurować z nadawcami komercyjnymi przy zakazie przerywania programów reklamami. Reklamy zaś lepiej sprzedają się przy programach „niemisyjnych". I tu koło się zamyka. Problem, zatem jest w finansowaniu. Przy stabilnym finansowaniu moglibyśmy skupić się w znacznie większym stopniu na produkcji „inteligentnych" programów. Mimo wszystko TVP w świecie medialnym radzi sobie naprawdę dobrze.
TVP radzi sobie dobrze, przez kolejne lata przynosząc straty?
Strata z zeszłego roku jest dość specyficzna. Mieliśmy gigantyczne obciążenia, które wynikały przede wszystkim z Euro 2012, Olimpiady i z wcześniejszych zobowiązań, które telewizja publiczna miała do zrealizowania. Księgowo rzeczywiście ten wynik nie jest dobry. Ale jeżeli nie mamy dobrze skonstruowanego systemu płatności za telewizję publiczną, a niemal wszyscy oczekują dobrej oferty programowej, to trudno się dziwić naszej sytuacji finansowej. Tylko 10 proc. Polaków opłaca abonament, przy średniej europejskiej na poziomie 80 procent.
Czy premier Donald Tusk nawołując do niepłacenia abonamentu i twierdząc, że „abonament RTV to haracz", dobił media publiczne?
To nie jest precyzyjny cytat. Ale też proszę zwrócić uwagę, że sposób płatności abonamentu będzie reformowany. Inna sprawa, że ta reforma dość długo trwa. W obecnej formule rzeczywiście to się nie sprawdza.
Proszę precyzyjny cytat z premiera, który mówił,  że nie do zaakceptowania jest też sytuacja, w której "we wnętrzu telewizja publiczna przypomina komercyjną m.in. ze względu na bardzo wysokie wynagrodzenia dla gwiazd ekranu, a na zewnątrz staje się publiczna tylko z tego tytułu, że ściąga haracz publiczny z ludzi". A tu kolejne wypowiedzi szefa rządu: „Abonament radiowo-telewizyjny jest archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych, haraczem ściąganym z ludzi; dlatego rząd będzie zabiegał o poparcie prezydenta i opozycji dla jego zniesienia. (...) Nie wyobrażam sobie jednak, aby w finale utrzymać ten niesprawiedliwy, a kosztowny system. (...) Mamy zbyt wiele informacji na temat nieracjonalnego wydawania pieniędzy publicznych, pieniędzy podatnika, jeśli chodzi o media publiczne." i „Chciałbym powiedzieć, że nie spoczniemy dopóty, dopóki nie zmienimy tego wyjątkowo obłudnego systemu narzucania haraczu Polakom szczególnie niezamożnym." Zapytam raz jeszcze, czy słowa premiera Tuska zaszkodziły TVP?
Gdyby za tym poszła realna, szybka praca nad ustawą medialną, pomogłyby.
A co z ustawą medialną i konsultacjami ze środowiskami twórczymi?
O ile wiemy prace nad ustawą mają przyspieszyć. Bardzo się tego trzymamy i mamy nadzieję, że tak właśnie się stanie. Aczkolwiek wiemy, że i my musimy coś zrobić, pokazać, że restrukturyzujemy, uzdrawiamy telewizję.
I tutaj wkracza pani.
Można tak powiedzieć.
I zwalnia blisko 600 pracowników.
Nie, to jest nieprawda!
To co się stanie z tymi 600 osobami?
Od dłuższego czasu telewizja publiczna zwalnia. W ciągu ostatnich 4 lat zwolniła 1200 osób. Z tych 1200 osób blisko 900 osób to są osoby z administracji. W ten sposób wyprzedzam pana pytanie:- dlaczego „reformujemy" środowiska twórcze - bo wcześniej cały czas ograniczaliśmy administrację.
Czyli telewizja redukowała biurokrację, a dzisiaj redukuje środowiska twórcze?
Te redukcje zatrudnienia odbywały się na zasadzie ustanawiania limitów w jednostkach organizacyjnych. Limity były realizowane w taki sposób, że ustanawiało się maksymalny poziom zatrudnienia w danej jednostce organizacyjnej i dany dyrektor był odpowiedzialny za to, żeby redukować zatrudnienie do określonego poziomu. Świetne rozwiązanie 3 lata temu, 2 lata temu. Teraz już to nie spełnia swojego zadania, ponieważ zaczynamy zwalniać ludzi, z którymi intensywnie pracujemy.
Nie dość, że to brzmi groźnie dla funkcjonowania TVP...
Jak pan wie, instytucje publiczne, spółki skarbu państwa mają też pewne zaszłości, z którymi muszą sobie radzić. Nie narzekam na to, że mamy bardzo dużo osób chronionych związkowo, czy z innych powodów, natomiast doszliśmy do takiej sytuacji, że zaczęliśmy zwalniać ludzi, których naprawdę potrzebujemy i zdarzały się przypadki, w których sądy orzekały naruszenie Kodeksu pracy przez TVP. Trzeba było rozliczyć się ze zrealizowania limitu zatrudnienia, więc dochodziło do takich sytuacji, że jednego dnia dyrektor zwalniał pracownika, by tego samego dnia podpisać z nim umowę cywilno-prawną, w obawie, że nie będzie miał rąk do pracy.
... to jeszcze absurdalnie.
To są absurdy, z którymi się zetknęliśmy. Aby uzdrowić Spółkę bez skutków, dla jakości programowej, trzeba było wymyśleć inny sposób niż prosta redukcja zatrudnienia.
Czyli jak tu restrukturyzować zatrudnienie i nie wyrzucać z hukiem ludzi na bruk?
Poprzez systemową reorganizację procesów pracy i podziału zadań z uwzględnieniem wyprowadzenia niektórych z nich poza struktury Spółki, co jest przecież od kilkunastu lat sprawdzonym modelem zarówno w sektorze biznesowym, jak i publicznym, nie wyłączając mediów. Rozpoczęliśmy analizę zadań i funkcji, które telewizja realizuje. Zaczęliśmy szukać oszczędności w inny sposób. Oczywiście wiąże się to z restrukturyzacją zatrudnienia, ale niekoniecznie ze zwalnianiem.
Czyli?
Nowe podejście do restrukturyzacji nałożyło się też z planem restrukturyzacyjnym, który był wcześniej zaakceptowany przez radę nadzorczą, czyli połączenie naszych czterech kluczowych produkcyjnych jednostek w dwie: agencji produkcji telewizyjnej z agencją filmową i agencji produkcji audycji informacyjnych z TVP Info. Cały proces przygotowywany był dużo wcześniej, a wdrożenie nastąpiło 1 lipca. Uznaliśmy, że punktem wyjścia do naszego myślenia o restrukturyzacji powinny być te 4 jednostki. Akurat te 4 jednostki są naszymi największymi jednostkami produkcyjnymi i tam skupione są w znacznej części zadania twórcze.
Ponieważ w tych obszarach nigdy nie dokonano głębszej reorganizacji, zaczęliśmy się tym jednostkom przyglądać. Zastanawialiśmy się jak można ograniczyć koszty realizacji pewnych zadań. Jednocześnie zdecydowaliśmy, że te zmiany powinny być realizowane w skali całej spółki. Po analizie sytuacji w 4 kluczowych jednostkach, decydujemy się uporządkować realizację zadań dziennikarskich, ale już nie tylko w tych 4 jednostkach, a w skali całej spółki, włączając oddziały terenowe.
Związki zawodowe w TVP nie kupują tego tłumaczenia.
I ja się im nie dziwię. Taka jest ich rola. Nie spodziewałam się, że związki zawodowe powiedzą: hurra, wreszcie ktoś robi porządek w obszarze twórczym. Kluczowy przy tych zmianach związek zawodowy „Wizja" na reformę się nie zgodził. Mówię o tym, dlatego, żeby pan już nie używał słowa „zwolnienie", bo TVP naprawdę nie wyrzuca nikogo na bruk. Ale póki TVP jest w takiej sytuacji finansowej, musimy szukać oszczędności. Nie chcemy zwalniać, więc musimy znaleźć taką metodę, żeby współpracować z tymi osobami wedle potrzeb TVP, a jednocześnie uporządkować pewne procesy.
Jakie procesy?
Proszę sobie wyobrazić, że mamy obecnie na etatach niecałe 600 dziennikarzy a na tzw. współpracy 1441 dziennikarzy. W dodatku każda jednostka robi to po swojemu. Z jednymi współpracuje, jako jednoosobowymi firmami, inni są na etatach czasowych, jeszcze inni na umowach cywilnoprawnych, na różnych warunkach finansowych i z różnymi terminami realizacji współpracy. Wszystkie sposoby zatrudniania, jakie tylko są, funkcjonują w telewizji publicznej. Chcemy to w końcu uporządkować.
Niczym stajnię Augiasza?
Po analizach doszliśmy do wniosku, aby nie zaburzyć misyjności telewizji, niezbędne jest pozostawienie funkcji programowej i koordynującej, natomiast możliwe jest wydzielenie ze struktury TVP niektórych funkcji wykonawczych. Taka konstrukcja procesu daje możliwość, że telewizja po wprowadzeniu ustawy medialnej, przy dobrej kondycji finansowej, może niektóre funkcje przywrócić, jako etatowe.
A jaka jest szansa, że telewizja publiczna będzie w dobrej kondycji?
Duża. Gdybym zakładała, że nie ma takiej szansy, to by mnie tu nie było. Ja cały czas wierzę, że my do tego doprowadzimy. Będzie dobra ustawa, będzie dobra kondycja.
O ustawie medialnej słyszymy od tak dawna, jak o in vitro czy o ustawie o związkach partnerskich.
Jeśli my pokażemy działania racjonalizatorskie i rzeczywiście pójdziemy w dobrym kierunku dającym oczekiwane rezultaty, to – mam nadzieję - dość ostro wejdziemy z ustawą medialną. Wierzę, że wzajemnie te zobowiązania względem siebie wykonamy.
Sprzeciwia się pani słowu „zwolnienie", a co z tymi ludźmi będzie za rok?
Nadal, wedle potrzeb, będziemy korzystać z ich usług.
Z usług tak, ale czy z usług konkretnie tych ludzi i w dotychczasowej ilości?
Te osoby mają roczną gwarancję zatrudnienia, zdejmujemy z większości z nich zakaz konkurencji. Tak naprawdę dajemy tym osobom szansę. Mówimy: - na rok idziecie na zewnątrz, ale z gwarancją zatrudnienia, na tych samych warunkach wynagradzania. I mówimy wam, że po tym roku w miarę możliwości będziemy dążyć do tego, aby nadal z was korzystać na tyle, na ile telewizja będzie tego potrzebować. Nie przekreślamy tego, że i dziennikarze, i charakteryzatorzy, i montażyści, i graficy będą nadal z nami współpracować. A jeżeli sytuacja finansowa będzie lepsza, to - zgodnie  z przepisem art. 23 Kodeksu pracy - nie wykluczamy powrotu do etatów.
Dodam, że w związku z rozdzieleniem TVP Info od programów terenowych TVP, pojawi się nawet większa potrzeba pracy, bo ten sam czas antenowy będzie realizowany w dwóch miejscach, co sprawi, że ludzie realizujący wybrane usługi będą jeszcze bardziej potrzebni. Moim zdaniem, to wiarygodna gwarancja, że my mamy dla nich zadania, a perspektywa dalszej współpracy jest realna.
Dlaczego zmieniacie sposób zatrudnienia wśród montażystów, dziennikarzy a nie robicie tego z marketingiem, księgowością i działami tworzącymi biurokrację?
Po pierwsze, punktem wyjścia była wcześniej zaplanowana restrukturyzacja, polegająca na przekształceniu 4 kluczowych jednostek produkcyjnych TVP w dwie nowe. Drugi argument był taki, że przez ostatnie lata większość osób zwolnionych stanowiła administracja. A trzeci i zasadniczy argument brzmi: gdybyśmy się zdecydowali na outsourcing biura kadr czy biura marketingu, to nie możemy tego zrobić w tak elastycznej formule. Pracownikom twórczym możemy zagwarantować, że z nimi w miarę potrzeb będziemy mogli współpracować. Robimy to w rynkowy sposób na zasadzie B 2 B, przy zachowaniu wszelkich restrykcji prawnych wynikających z Kodeksu pracy. Dodatkowo, skomplikowanie naszych rozliczeń i księgowości jest na tyle duże, że koszty obsługi firmy zewnętrznej byłyby większe niż utrzymanie pracowników wewnętrznych.
W jaki sposób wybierano osoby, które zostaną przeniesione?
Jeśli chodzi o montażystów, grafików i charakteryzatorów, to funkcje te w całości zostają wydzielone poza strukturę spółki i konsekwentnie wszyscy pracownicy, którzy te zadania realizują przejdą do nowego pracodawcy. Jeśli zaś chodzi o dziennikarzy, dla zabezpieczenia misyjności telewizji i jakości programowej, określone zostały funkcje koordynacyjne i programowe, które będą realizowane przez pracowników etatowych. Dobór personalny na te stanowiska nie jest jeszcze zrealizowany. Wstępnie mamy opracowaną procedurę, którą jeszcze musi zatwierdzić zarząd. Przewiduje ona zastosowanie testów psychometrycznych, ćwiczeń sytuacyjnych, wywiadów panelowych. Po przeprowadzeniu tej procedury, na podstawie obiektywnych kryteriów, podjęte zostaną ostateczne decyzje personalne - z 600 dziennikarzy, których mamy wybierzemy maksymalnie 220, którzy etatowo pełnić będą w TVP funkcje koordynacyjne.
Chce pani w TVP nadrobić zaległości ostatnich 20 lat?
Gdyby się zabrać za to kilka lat wcześniej, kiedy sytuacja finansowa spółki była znacznie lepsza, to można to było robić zupełnie innymi metodami. W naturalny sposób porządkować procesy, pozwolić sobie na naturalne odejścia, na systemowe zatrudnianie, na ścieżki kariery. Przeprowadzić to spokojnie w ciągu kilku lat. Ale teraz już nie ma na to czasu. Kiedy jest dobra koniunktura, nikt o tym nie myśli, a w momencie, kiedy jesteśmy pod kreską, trzeba się zastanawiać jak się ratować.
Wcześniej HR nie chciał reformy zatrudnienia?
W TVP funkcję HR dopiero budujemy. Nie było jej dotychczas. Ja tego nie krytykuję, tylko zwracam uwagę, że w telewizji nie było zamysłu systemowego rozwiązywania problemów kadrowych, żeby telewizja mogła poradzić sobie w gorszych sytuacjach.
A jeżeli te wszystkie procesy restrukturyzacyjne, które wprowadzacie, nie przyniosą założonego rezultatu, to co wtedy?
Proces restrukturyzacji zadań i funkcji, to nie jest jedyny proces restrukturyzacyjny, który prowadzimy. Związkowcy często pytają, jakie będą z tego oszczędności? Oczywiście, kiedy patrzymy na ten pojedynczy proces to te oszczędności nie są duże. Zobaczymy je pewnie w perspektywie trzech, czterech lat. Restrukturyzacje prowadzimy w wielu obszarach: sprzedaż nieruchomości, ograniczenia kosztów produkcji programów itd. Jak popatrzymy na wszystkie działania restrukturyzacyjne, które się dzieją, to suma oszczędności robi wrażenie.
Czy będzie ciąg dalszy redukcji zatrudnienia?
Z całą pewnością będzie restrukturyzacja, ale w innej formule. Związki zawodowe zarzucają nam, że za pół roku przeniesiemy na zewnątrz kolejne grupy zawodowe. Stanowczo deklaruję - nie ma takiego planu. Dalsza restrukturyzacja będzie polegała na wdrożeniu: modelu kompetencyjnego, ścieżek kariery, systemu opisów stanowisk, systemu wartościowania stanowisk pracy, systemu okresowych ocen pracowniczych, których tu nie ma. Chcemy zaangażować naszych emerytowanych pracowników  w proces mentoringu, kształcenia, budowania programów edukacyjnych dla młodych dziennikarzy.  Outsourcing wybranych zadań jest pierwszym etapem, żeby zamknąć temat limitów. Realizacja zwolnień w dotychczasowej formule jest szkodliwa dla ludzi, Spółki, atmosfery pracy, kultury organizacyjnej i dla dyrektorów, którzy muszą tego dokonywać. Proces restrukturyzacyjny jest przygotowywany z dbałością o ludzi, żeby nie pozbawić ich środków do życia.
Związki zawodowe są innego zdania.
Na oficjalnym spotkaniu Związków z Zarządem TVP usłyszeliśmy pytanie, dlaczego nie zrobimy zwolnień grupowych.
Związki zawodowe chciały zwolnień grupowych w TVP?
Tak. Niestety nasuwa się wniosek, że skoro przy zwolnieniach grupowych osoby, które są w zarządach związków zawodowych, są objęte przez te związki szczególną ochroną, a mamy 24 organizacje związkowe w Spółce, taki proces nie stanowiłby dla nich zagrożenia. Tylko jaka to jest dbałość o ludzi?
Nie wyczuwa się dobrego klimatu, jeśli chodzi o relacje pani ze związkami. Czy to przez brak komunikacji między wami?
To nie jest prawda. Od pierwszego dnia mojej pracy regularnie i często spotykam się ze związkami. Nie zawsze jest łatwo. Ale na bieżąco dzisiaj współpracujemy w sprawach, które nie dotyczą tego drażliwego procesu.
Związkowcy zarzucają, że prezes telewizji nie spotyka się z nimi.
To nie jest obowiązek prezesa telewizji. W tym celu Zarząd powołał swojego Pełnomocnika ds. Kontaktów ze związkami. Do dyspozycji Związków zawsze też jestem ja.
Ale może byłoby to wskazane dla ocieplenia relacji?
I takie spotkanie się odbyło. Odbywały się też w przeszłości. Oczywistym jest, że Związki nie będą się zgadzać na tę reformę. Plany reformy zostały partnerom społecznym przedstawione zanim jeszcze mieliśmy pewność, że do niej dojdzie. Dzień przed zarządem, kiedy już podjęliśmy decyzję, że reforma się odbędzie, zaprosiłam przedstawicieli związków i poinformowałam, że jednak idziemy z taką propozycją na zarząd. I wtedy było już wiadomo, że będzie trudno. Ale rozstaliśmy się w poprawnej atmosferze, jednak ze świadomością, że teraz jesteśmy po dwóch przeciwnych stronach.
Kończąc temat 600 pracowników, jaki mają przed sobą scenariusz?
Po pierwsze uruchomiliśmy wszystkie możliwe kanały komunikacji dla pracowników. Wydajemy biuletyn, który jest rozsyłany do wszystkich na ich maile, umieszczany na stronie internetowej w specjalnej utworzonej zakładce poświęconej reformie i dodatkowo drukowany, żeby każdy kto nie ma na bieżąco dostępu do Internetu mógł go przeczytać. Uruchomiliśmy 24-godzinny telefon, na który każdy może zadzwonić, uruchomiliśmy skrzynkę e-mail „info o zmianach", który dotyczy tej reformy, każdy może napisać maila. Pracownicy mogą mieć w każdej chwili kompletną wiedzę o tej reformie.
Scenariusz dla nich na najbliższy rok?
Trwa procedura przetargowa. Do przetargu zgłosiły się 4 firmy. Żadna z nich nie wypełniła w 100 proc. formalności, więc zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych teraz występujemy o uzupełnienie dokumentów. Następnie zaprosimy do składania ofert te firmy, które spełnią wymogi formalne. Przekażemy im Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia oraz projekt umowy. Procedura przetargowa będzie się toczyła najprawdopodobniej do października.
W międzyczasie uruchamiamy procedurę wyłaniania 220 dziennikarzy koordynujących i programowych, którzy mają zostać na etacie w spółce. Pozostali zostaną przejęci przez wyłonioną w przetargu firmę zewnętrzną i realizujemy przez rok usługi z udziałem tych pracowników w niezmienionej formule wynagrodzenia. Po roku może zmienić się formuła wynagrodzenia, bo przejęci pracownicy stają się pracownikami firmy zewnętrznej, natomiast my nadal będziemy zlecać realizację usług na rzecz TVP.
Związki zawodowe w TVP są zaniepokojone faktem, że komisją przetargową w telewizji kieruje szef firmy EGER Kompetencje, którą jeszcze do niedawna zarządzała obecna dyrektor biura kadr TVP.
W TVP, kiedy tu przyszłam w styczniu, były tzw. kadry - dobrze pracujące, ale nie było strategicznego HR. Dlatego Szymon Badura, z którym współpracuję od lat, świetny fachowiec z zakresu HR, w dodatku doskonale znający realia instytucji publicznych, został zatrudniony na umowie cywilno-prawnej. A moja współpraca ze Spółką EGER Kompetencje jest zawieszona i nie jestem już jej prezesem.
EGER Kompetencje wciąż działa, a pan Badura jest prezesem zarządu, tak?
Tak, ale po paskudnych insynuacjach, sam zrezygnował z przewodzenia komisji przetargowej w TVP, by nie wzbudzać niepotrzebnych kontrowersji, choć – co warto podkreślić – taka formuła była absolutnie zgodna z prawem. Spółka EGER Kompetencje nie współpracuje w żadnym obszarze z TVP.
Ale wcześniej, współpracowała.
Tak, 7 lat przed moim zatrudnieniem w TVP. I to nie tyle sama spółka, co jej eksperci. Proszę sobie wyobrazić, że pojawiły się też równie absurdalne zarzuty, że ponieważ siedziba EGER Kompetencje jest na Wiertnicznej 107, znaczy to, iż jest ona na usługach TVN-u, bo TVN też ma biuro na Wiertnicznej. Owszem ma, ale... kilometr dalej, a ja w TVN-ie byłam raz w życiu, udzielając wywiadu 6 lat temu.
Rzecznik Telewizji Polskiej powiedział, że nie ma konfliktu interesów, ponieważ przed zatrudnieniem w TVP zbyła pani udziały spółki EGER Kompetencje. Według wpisów w KRS zbyła pani udziały w kwietniu, a umowę z TVP podpisała pani w styczniu.
Wszystko się zgadza, ale o tym, kiedy ktoś przestaje być wspólnikiem spółki, decyduje nie KRS tylko uchwała zgromadzenia wspólników i akt notarialny potwierdzający zbycie udziałów, a akt notarialny został podpisany w styczniu przed moim zatrudnieniem w Telewizji Polskiej.
Podobno przeszła pani do pracy w TVP prosto z Ministerstwa Kultury, gdzie kierowała pani departamentem współpracy z zagranicą. Jest pani człowiekiem Bogdana Zdrojewskiego?
Zostałam zatrudniona w Ministerstwie do konkretnych zadań przerywając na rzecz Ministerstwa Kultury swoją pracę dyplomatyczną w Nowym Jorku. Od razu było wiadomo, ze po zrealizowaniu założonych zadań z Ministerstwa odejdę. Tak też się stało. Założyłam spółkę, zdecydowałam się na powrót do HR w czystej postaci. Przez wiele miesięcy działałam w spółce, a dopiero później przeszłam do telewizji.
Ma pani ciekawe życie zawodowe. Koordynowała pani prace związane z pierwszym etapem powstania pomnika upamiętniającego katastrofę smoleńską. Pomnika wciąż nie ma.
Bo to długotrwały proces. Ja prowadziłam te prace do momentu oficjalnego ogłoszenia konkursu. Wynegocjowaliśmy i podpisaliśmy porozumienie ze stroną rosyjską, rozpisaliśmy konkurs na budowę tego pomnika, prace ruszyły, kiedy odchodziłam z ministerstwa. Projekt jest realizowany, a pomnik powstanie.
Nie obawia się pani, że z reformą telewizji polskiej będzie tak jak z pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej, dużo gadania, z którego nic nie wynika?
Bierze mnie pan pod włos. Nie wiem, jaki jest stan zaawansowania prac w ministerstwie nad tematem pomnika, ale jestem przekonana, że praca wre.
Czy Telewizja Polska zmierza do prywatyzacji? Takie spekulacje też się pojawiają?
Nie ma takich planów, a obecny zarząd jest absolutnie przeciwny prywatyzacji. Wszyscy mamy przekonanie, że telewizja publiczna jest potrzebna. Gdyby istniał taki plan, to nie pisałabym się na to. Jestem przekonana, że trzeba ratować TVP i zrobię wszystko, żeby tak się stało. Nie jest możliwe, żeby członek Unii Europejskiej nie miał telewizji publicznej. To jest standard poziomu demokracji, nawet jeżeli nie zapisano tego w ustawach.
Czy uważa pani, że filmy powinny być przerywane reklamami?
W TVP nie są i absolutnie nie powinny być, ale musimy mieć stabilny system finansowania.
Zatem, z czego powinna być finansowana TVP? Z abonamentem jest ten problem, że ściągalność jest niska.
Formuła abonamentowa oparta na rejestracji odbiorników się wyczerpała i trzeba znaleźć inną. Pomysłów jest wiele, należy poczekać, który z nich zyska największe poparcie. To pytanie trzeba zadać Ministerstwu Kultury, które jest odpowiedzialne za przygotowanie tej ustawy.
Ile czasu dała sobie pani na przeprowadzenie tej reformy?
Trzy lata. Z uporządkowaniem procesów, ze stworzeniem systemów opisu i wartościowania stanowisk, właściwych ścieżek karier, z procedurami rekrutacyjno- selekcyjnymi, dobrego systemu ocen, systemu kompetencyjnego, budowania kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu, motywacji, właściwym wynagradzaniu.
Nie obawia się pani strajków związków zawodowych, pracowników, którzy mogą organizować się przeciwko tym zmianom i pokrzyżują plany restrukturyzacyjne? Czy istnieje ryzyko zaburzenia pracy Telewizji Polskiej?
Cały czas mam nadzieję, że związki, jak już zobaczą, że jesteśmy konsekwentni i realizujemy nasze zapowiedzi bez naruszenia interesów pracowników, to jeszcze raz usiądą z nami do stołu, by porozmawiać na temat tej reformy.
Czy politycy próbują rozgrywać sytuację TVP?
Telewizja publiczna zawsze była obiektem politycznych gier. Przy okazji tej reformy my dokładnie widzimy, które środowiska polityczne są przeciw, które za. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ta reforma jest w pewien sposób upolityczniona. Ale w interesie nas wszystkich jest to, żeby telewizja publiczna była zdrową instytucją.
Nie obawia się pani, że dojdzie do zmiany władzy i Prawo i Sprawiedliwość, które może ją przejąć, wywróci tę reformę do góry nogami?
Gdybym myślała takimi kategoriami, to nie zabrałabym się za nic. A udało mi się zrobić kilka naprawdę ważnych rzeczy. Moim zadaniem jest myśleć strategicznie i z najlepszymi intencjami. Mam też nadzieję, że nawet gdyby tak się stało, ktoś kto przyjdzie po tym zarządzie, niezależnie od opcji politycznej, również będzie myślał kategoriami interesu publicznego. A Kazimierz Kutz pewnie dzisiaj wstydzi się słów, że życzy telewizji publicznej, by zdechła.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA