fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Egzorcysta Froome

Christopher Froome rok temu jako pomocnik Bradleya Wigginsa zajął w Tourze drugie miejsce, teraz nie miał sobie równych
EPA
Brytyjczyk zwycięzcą setnego wyścigu, Michał Kwiatkowski 11.
Ledwie dziewięć lat temu pierwszy raz zobaczył, jak Tour de France wygląda i sprzed telewizora w Johannesburgu kibicował Ivanowi Basso w walce z Lance’em Armstrongiem. Dopiero sześć lat temu pierwszy raz postawił stopę na Wyspach Brytyjskich. Dopiero kilka tygodni przed startem tegorocznego Touru dostał jasną odpowiedź, że to on, a nie obrońca tytułu sir Bradley Wiggins, sztandar brytyjskiego kolarstwa, będzie liderem grupy Sky.
Wczoraj Chris Froome pił szampana w drodze na Pola Elizejskie, ubrany w jubileuszową żółtą koszulkę z cekinami, by się bardziej rzucał w oczy podczas jazdy przez Paryż po zmroku.
Już nie jeździ pod flagą Kenii, jak w swoim pierwszym Tourze z 2008 roku, i nie męczy się w grupach z końca peletonu. Sky to gigant, który podbił peleton Blitzkriegiem i ma już drugie z rzędu zwycięstwo w Tourze, mimo że powstała dopiero w 2009 r. A Froome wyrósł na kolarza, który może wygrywać we Francji przez lata. Przyznaje żartem, że taka dominacja mu się do niedawna marzyła, ale teraz, gdy ma w nogach 3,5 tysiąca km i gdy zobaczył, jak się wspina w górach kolumbijski diabeł Nairo Quintana (wygrał sobotni etap w dniu święta narodowego Kolumbii), planuje tylko rok naprzód.
Pewnie znów zmieni zdanie, gdy zmęczenie minie i dotrze do niego w pełni, jak bardzo zdominował wyścig. Wziął żółtą koszulkę na pirenejskim ósmym etapie do Ax 3 Domaines i nikt już nie był w stanie mu jej zabrać.
Alejandro Valverde zniknął z radarów na 13. etapie, Alberto Contador zaczął tonąć pod koniec wyścigu i zamiast gonić Froome'a, na ostatnim sobotnim podjeździe do Semnoz stracił tyle, że wypadł poza podium Touru. A Froome wychodził cało ze wszystkich pułapek i powiększał przewagę. Tylko w jednej pułapce mógł utknąć, tej, którą zastawił sam na siebie, gdy przed drugą wspinaczką na Alpe d'Huez zjadł za mało i czekał z pustym bakiem, aż jego wierny pomocnik Richie Porte przywiezie, łamiąc przepisy, żel energetyczny z samochodu grupy Sky. Ale nawet na tamtym etapie, mimo 20 sekund kary za złamanie reguł Touru, uciekł Contadorowi.
Wczoraj późnym popołudniem peleton ruszył na finałowy etap z Wersalu na Pola Elizejskie, na 10 płaskich okrążeń, które niczego już w klasyfikacjach wyścigu nie mogły zmienić.
Setny Tour skończył się po zamknięciu tego wydania gazety nocnym sprinterskim finiszem w Paryżu, pierwszy raz przy sztucznym świetle, a Froome’owi, Quintanie i Peterowi Saganowi pozostało tylko ukończyć ten etap, żeby świętować wygranie całego wyścigu, klasyfikacji najlepszych górali, młodzieżowców (obie wygrał Quintana) i najaktywniejszych kolarzy (Sagan).
Michał Kwiatkowski na przedostatnim etapie stracił miejsce w czołowej dziesiątce, ale 11. miejsce to i tak najlepszy wynik Polaka od 20 lat, czyli podium Zenona Jaskuły. Kwiatkowski nie wystartuje w Tour de Pologne, który zaczyna się już w najbliższą sobotę. A będzie na starcie m.in. Wiggins, który ćwiczył ostatnio samotnie na Majorce i jak mówi Froome, nie odezwał się do niego przez cały Tour.
Jubileusz się Tourowi udał. Zwycięzca zebrał ponad pięć minut przewagi nad drugim Quintaną i trzecim Joaquinem Rodriguezem, ale wyścig do końca trzymał w napięciu. Również w napięciu oczekiwania, kiedy będzie pierwszy przypadek dopingu. Oczekiwanie trwa, wczoraj wszystko wskazywało na to, że setny wyścig dotrze do mety na czysto. Co samo w sobie jest wydarzeniem, nawet jeśli kontrolerzy będą mieli jeszcze w następnych dniach coś do ogłoszenia po zbadaniu próbek z ostatnich etapów.
Kolarstwo w pierwszym roku po Armstrongu bywa jednak dziwnym światem. Froome'owi każdego dnia kazano odprawiać egzorcyzmy nad starymi demonami i tłumaczyć się, dlaczego wygrywa tak, jak wygrywa, co akurat jest słuszne. Armstronga wszyscy potępiali na wyścigi, co też można zrozumieć. Ale dlaczego stary dopingowicz Richard Virenque patrzył z reklam oficjalnego sponsora wyścigu, czyli Festiny, i był dyżurnym ekspertem, tego nawet najprzychylniejsze kolarstwu głowy nie pojmą. A może raczej – zwłaszcza one nie pojmą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA